✨️ Obserwuj #mirkoanonim Nie wiem po co to piszę. Może żeby się zwierzyć szerszej grupie ludzi lub komukolwiek. Mimo wszystko wątpię, że komuś ten post posłuży, bo oryginalnej myśli w nim nie znajdziecie. Jednak wyznanie jest szczere, na tyle na ile sobie można pozwolić.
Chyba się zagubiłem wewnętrznie i to tak mocno, że zamiast szukać drogi usiadłem, czekając na jakiś koniec. Czuję się jakbym gdzieś, kiedyś popełnił bląd, który zdefiniował całkowicie mój los i który jest już nieodwołalny, jakbym zaprzepaścił wszystko blędną decyzją.
Są tacy ludzie, którzy nie potrafią podołać roli człowieka i ja tej roli podołać nie potrafię. Jestem tym, z którego (całkiem słusznie) wielu sobie kpi. W 2013 skończyłem technikum i jakoś wszystko się wtedy załamało. Usiadłem bez celu i tak siedzę już dziesiąty rok będąc tzw. neet na utrzymaniu rodziców. Zaczynało się dość niewinnie. Myślałem, że mam czas, że wszystko się jakoś ułoży. Tak z dni rodziły się tygodnie, z tygodni miesiące, z miesięcy lata i teraz zjawiła się dekada. Nawet nie wiem kiedy się to stało.
Życie przelatywało w takim ascetycznym trwaniu.
Mam jakieś umiejętności. Umiem gotować, robić wypieki, znam się na prostych pracach remontowych. W domu wykonuję dużo prac. Nie wiem czy to ma być wytłumaczenie, ale chcę przedstawić szerszą perspektywę. To nie tak, że siedzę całymi dniami przed komputerem. Zresztą od dawna nie gram, a do internetu zaglądam kilka razy w tygodniu.
W pewnym apekcie stałem się jak Hans Castorp z Czarodziejskiej Góry. Jakbym trafił nie tylko do wyizolowanego miejsca, ale też czasu, z których nie sposób się wydostać, a nawet chyba tego nie chcę, bo brak mi jakiegokolwiek sensu, by działać. Nie wiem po to wszystko. Brakuje mi czegoś solidnego, twardej podstawy, żebym wiedział, że warto.
Nigdy nie nienawidziłem świata czy innych ludzi, nie zazdroszczę nikomu. Wielu obwinia innych za to gdzie są, ale ja nie. Cała moja klęska jest moją zasługą i odpowiedzialność biorę na siebie. Szczerze? Najzwyczajnie w świecie wolałbym się nie urodzić. Wiem, że są ludzie chcący doświadczać życia i nie ujmuję im, ale moim zdaniem życie jest ciężarem, który nie ma specjalnej wartości.
Przypominają mi się takie dwa dwa napisane przez noblistów. Pierwszy to "Czekając na Godota" Becketta, drugi to "Przyjdzie napewno" Eugene O'Neila. W obu bohaterowie czekają na kogoś, kto przyjdzie i ich ocali lub będzie inicjatorem zmiany, ale nikt się nie przybywa , mimo wsztystko oni wciąż tą nadzieją żyją, a ich marazm wciąż trwa. I chyba na taki marazm jestem skazany do końca, a właściwie go sobie wybrałem.
Próbowałem odnaleźć oparcie w religii, ale nie potrafię uwierzyć w Boga. Wątpię czy nawet miłość byłaby dla mnie iskrą do "życia". W ogóle chyba jestem na tyle niepewny, że nie chciałbym obciążać jakiejś kobiety swoją osobą.
Przy takich tekstach zawsze ktoś pyta: Co zrobisz, gdy rodzice umrą? Prawdopodobnie "zawinę się na tamten świat" . Nie teraz, nie dziś. Pewnie jeszcze trochę zostało, ale gdy rodzice odejdą to chyba będzie to jedyne racjonalne wyjście.
Nie piszę tego by wzbudzić współczucie, chcę się po prostu wypowiedzieć.
Anonim (nie OP): Mam tak samo i sobie wegetuje, staram się cieszyć małymi rzeczami i nie przejmować różnymi innymi (ciężko), ale podobnie bardzo, tylko nie umiałbym chyba tak ładnie opisać.
@mirko_anonim: Co za problem się usamodzielnić? Niepełnosprawny nie jesteś. Chyba że żałujesz niewykorzystanej szansy bo mogłeś przez te 10 lat siedzenia u rodziców gdzieś pracować i odkładać owoce własnej pracy. Są ludzie co wielokrotnie bankrutują i podnoszą głowę by próbować dalej, do skutku aż im się uda, to tylko kwestia uporu i psychiki.
@mirko_anonim: Hejka, ładny wpis, a bardzo jesteś nieszczęśliwy, kiedy tak siedzisz? Może na ten moment jest to dla Ciebie najlepsze rozwiązanie? Zamiast się oceniać, to po prostu pozwól sobie być (づ•﹏•)づ , a co zrobisz w przyszłości, to zobaczysz, jak dożyjesz.
Anonim (nie OP): Mam podobnie. Fobia społeczna. Ukończyłam jakimś cudem dość trudne studia (mgr fizyki). Z matmy i fizy zawsze byłam dobra, więc nauka nigdy nie była problemem, ale strasznie męczyły mnie zawsze wystąpienia publiczne, egzaminy ustne (pisemne nie), nienawidzę być w centrum uwagi, obrona pracy koszmar... I też byłam neet przez jakieś 10 lat, potem rok pracy na produkcji i znowu neet :(
@mirko_anonim: no hej. Nie zamierzam udzielać rad tylko skomentuję co napisałeś i dodam od siebie trzy grosze. Może napiszę same bzdury ale trudno. Jest szansa że równie dobrze coś z tego komentarza Cię zainteresuje.
Chyba się zagubiłem wewnętrznie i to tak mocno, że zamiast szukać drogi usiadłem, czekając na jakiś koniec. Czuję się jakbym gdzieś, kiedyś popełnił bląd, który zdefiniował całkowicie mój los i który jest już nieodwołalny, jakbym zaprzepaścił wszystko blędną
Anonim (nie OP): Ładny wpis, masz trochę oleju w głowie i to najważniejsze. Ja jestem w podobnej sytuacji, tylko, że po studiach neet 8 lat. Tylko moim głównym problemem było to, że nikt nie słuchał moich planów i marzeń jakie chcę osiągnąć lub do których chciałem zmierzać.
Każda moje pragnienie czy plan był torpedowany przez rodziców. Nigdy nic im się nie podobało. Może to ktoś odebrać jako zrzucanie winy na kogoś innego.
@mirko_anonim Nie jest mi was wogle żal. https://youtu.be/627aRaRiG8A Zapchaliście dochód głowę jakimiś pierdołami lękami a zapomnieliście że w życiu są obowiązki. Że bez względu na to czy się boję nienawidzę ludzi trzeba pracować. Że trzeba być w stadzie czyli starać się przynależeć do jakiejś grupy i nie mówię o grupie online. Trzeba też przedłużyć linie krwi. Znalezienie kogoś kto cię polubi jakim jesteś. Dbać o otoczenie, rodzinę, społeczność. To są obowiązki
Biedny jesteś i nie masz perspektyw. To wszystko nie ma znaczenia, jak masz jakieś marzenia to postaraj się je spełnić jak jakiegoś questa. Żyj puki są rodzice, a potem najwyżej w piach. Marność nad marnościami wszystko marność. Na Twoje stany warto zrobić sobie sesje z psychodelikami. Zdasz sobie sprawę jak bardzo to wszystko jest nieważne.
@mirko_anonim: Takich osób jak ty jest wiele. Nie chce mi się szukać i sprawdzać, ale wg psychoterapeutów problem leży w nadmiernym koncentrowaniu się na przeszłości i przyszłości, zamiast na teraźniejszości. Diagnoza tego problemu nie ma chyba raczej większego znaczenia, bo nie da się uciec od myślenia o przeszłości i przyszłości, a dochodzi do tego jeszcze ogromny bagaż doświadczeń, zarówno własnych i cudzych. Pewnie uda się nie raz skupić na realizacji
Nie wiem po co to piszę. Może żeby się zwierzyć szerszej grupie ludzi lub komukolwiek. Mimo wszystko wątpię, że komuś ten post posłuży, bo oryginalnej myśli w nim nie znajdziecie. Jednak wyznanie jest szczere, na tyle na ile sobie można pozwolić.
Chyba się zagubiłem wewnętrznie i to tak mocno, że zamiast szukać drogi usiadłem, czekając na jakiś koniec. Czuję się jakbym gdzieś, kiedyś popełnił bląd, który zdefiniował całkowicie mój los i który jest już nieodwołalny, jakbym zaprzepaścił wszystko blędną decyzją.
Są tacy ludzie, którzy nie potrafią podołać roli człowieka i ja tej roli podołać nie potrafię. Jestem tym, z którego (całkiem słusznie) wielu sobie kpi. W 2013 skończyłem technikum i jakoś wszystko się wtedy załamało. Usiadłem bez celu i tak siedzę już dziesiąty rok będąc tzw. neet na utrzymaniu rodziców. Zaczynało się dość niewinnie. Myślałem, że mam czas, że wszystko się jakoś ułoży. Tak z dni rodziły się tygodnie, z tygodni miesiące, z miesięcy lata i teraz zjawiła się dekada. Nawet nie wiem kiedy się to stało.
Życie przelatywało w takim ascetycznym trwaniu.
Mam jakieś umiejętności. Umiem gotować, robić wypieki, znam się na prostych pracach remontowych. W domu wykonuję dużo prac. Nie wiem czy to ma być wytłumaczenie, ale chcę przedstawić szerszą perspektywę. To nie tak, że siedzę całymi dniami przed komputerem. Zresztą od dawna nie gram, a do internetu zaglądam kilka razy w tygodniu.
W pewnym apekcie stałem się jak Hans Castorp z Czarodziejskiej Góry. Jakbym trafił nie tylko do wyizolowanego miejsca, ale też czasu, z których nie sposób się wydostać, a nawet chyba tego nie chcę, bo brak mi jakiegokolwiek sensu, by działać. Nie wiem po to wszystko. Brakuje mi czegoś solidnego, twardej podstawy, żebym wiedział, że warto.
Nigdy nie nienawidziłem świata czy innych ludzi, nie zazdroszczę nikomu. Wielu obwinia innych za to gdzie są, ale ja nie. Cała moja klęska jest moją zasługą i odpowiedzialność biorę na siebie. Szczerze? Najzwyczajnie w świecie wolałbym się nie urodzić. Wiem, że są ludzie chcący doświadczać życia i nie ujmuję im, ale moim zdaniem życie jest ciężarem, który nie ma specjalnej wartości.
Przypominają mi się takie dwa dwa napisane przez noblistów. Pierwszy to "Czekając na Godota" Becketta, drugi to "Przyjdzie napewno" Eugene O'Neila. W obu bohaterowie czekają na kogoś, kto przyjdzie i ich ocali lub będzie inicjatorem zmiany, ale nikt się nie przybywa , mimo wsztystko oni wciąż tą nadzieją żyją, a ich marazm wciąż trwa. I chyba na taki marazm jestem skazany do końca, a właściwie go sobie wybrałem.
Próbowałem odnaleźć oparcie w religii, ale nie potrafię uwierzyć w Boga. Wątpię czy nawet miłość byłaby dla mnie iskrą do "życia". W ogóle chyba jestem na tyle niepewny, że nie chciałbym obciążać jakiejś kobiety swoją osobą.
Przy takich tekstach zawsze ktoś pyta: Co zrobisz, gdy rodzice umrą? Prawdopodobnie "zawinę się na tamten świat" . Nie teraz, nie dziś. Pewnie jeszcze trochę zostało, ale gdy rodzice odejdą to chyba będzie to jedyne racjonalne wyjście.
Nie piszę tego by wzbudzić współczucie, chcę się po prostu wypowiedzieć.
#neet #antynatalizm #zalesie
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: Nighthuntero
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: Nighthuntero
───────
Każda moje pragnienie czy plan był torpedowany przez rodziców. Nigdy nic im się nie podobało. Może to ktoś odebrać jako zrzucanie winy na kogoś innego.
https://donatakurpas.pl/osobowosc-unikajaca-przyczyny-objawy-i-leczenie/
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: RamtamtamSi
Diagnoza tego problemu nie ma chyba raczej większego znaczenia, bo nie da się uciec od myślenia o przeszłości i przyszłości, a dochodzi do tego jeszcze ogromny bagaż doświadczeń, zarówno własnych i cudzych.
Pewnie uda się nie raz skupić na realizacji
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: RamtamtamSi