O świcie, gdy kołchoz budowy dopiero przecierał ślepia po tanim wczorajszym i nieśmiertelnej dwóch setkach na rozruch, ja już czułem, że coś idzie. Coś, czego nie da się zatrzymać modlitwą, kluczem 13 ani nawet papierosem palonym z tą pewnością, z jaką Janusz pijany wchodzi na rusztowanie.

To nie był zwykły skurcz. To był zwiastun. Z głębi trzewi podnosił się pomruk nieludzki, odrażający, sięgający duszy, jakby w moim wnętrzu obudziło się pradawne, lepko ciepłe
g0blacK - O świcie, gdy kołchoz budowy dopiero przecierał ślepia po tanim wczorajszym...

źródło: Kibel marzeń

Pobierz
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach