Właśnie wylądowałem po pierwszym tripie :) Ciężko będzie wszystko opisać słowami, bo w mojej głowie są tak piękne i rozbudowane zdania z ciekawym słownictwem a ja tylko dukam coś na klawiaturze, bo ciężko przelać myśli na słowa. Zacznę od samego początku. Chęć na spróbowanie "kwasa" miałem od kilkunastu miesięcy. Sporo na ten temat czytałem, jednak pod względem mojej własnej osoby byłem zbyt porozbijany i niestabilny, żeby bawić się w psychodelę. Myślę, że
Patrzyłem na zegarek spodziewając się pierwszych efektów działania po co najmniej 90 minutach i w sumie


Polecam oduczyć się takich zachowań na przyszłe próby z psychodelikami. Takie rozkminy "w internetach pisali, że już powinienem coś czuć, a jeszcze nic mi nie jest" do niczego nie prowadzą. Ja to zawsze jak coś brałem, czy to LSD czy tryptaminy to planowałem sobie jakieś rzeczy do robienia tak bym sam nie wiedział kiedy nastąpił moment,
Świetnie to opisałeś. Wcale się nie dziwię odliczania minut. Jeśli to pierwszy raz i w dodatku samemu to mogłeś mieć przecież strachu trochę. Różne legendy krążą o psychodelikach i nawet jeśli jesteś zdecydowany i się nie boisz to rozumiem chęć kontrolowania tego, co się dzieje. Podobnie reagowałam za pierwszym razem. Pozdrawiam i witam na psy-pokładzie;)
@ttinyowski: Kiedyś u mnie leżało przez lekko licząc 5 lat. Przez połowę tego czasu normalnie na półce, zapakowane w dilerkę (przezroczystą, więc trochę światła padało). Potem spakowałem w folię alu i poszło do lodówki. Użyłem w końcu po jakiś 5 latach. Działało jak trzeba :)
Zatem najlepiej schować do lodówki, w alu i torebkę foliową. Ewentualnie zamiast lodówki książka i na półkę. Może leżeć latami.
Należy unikać wysokich temperatur (ale bez