W sumie to mi się strasznie nie chciało - ale obudziłem się o 5:30 i czułem się tak fatalnie przejedzony, że nawet mimo kiepskiej pogody postanowiłem się przebiec. A było naprawdę paskudnie: 5°C, mocny wiatr, mżawka przechodząca w zacinający, regularny deszcz…
Biegło mi się słabo, w sumie z każdym krokiem myślałem tylko o tym by wrócić do domu - a lekka mżawka zmieniła się w zacinający deszcz.








Standardowe poranne 12 km. Obudziłem się nawet w miarę, bo kwadrans przed piątą - i pewnie bym szybko wybiegł, ale głupia kota złapała kleszcza i się nawalczyłem żeby usunąć gnoja. Skutek taki, że wybiegłem dopiero o 5:15 - i musiałem skrócić trasę. Mimo, że było 6°C, to biegło się bez porównania milej niż wczoraj - może trochę mi dłonie zmarzły i tyle; ten wczorajszy deszcz to
źródło: comment_CmQ2qYN34jM5xxTtxNQcEUkIFVCjfI80.jpg
PobierzFajnie, że wróciłeś!