Dziś skromniutko, 8 km z hakiem w tempie spacerowym (5,21 min/km) żeby rozchodzić obolałe po Marzannie udo. Miałem w sumie nie biegać, ale sam się jakoś obudziłem o 4:30, zapowiadanego na poranek deszczu nie było, ciepło (5°C), a powietrze wbrew prognozom było czyściutkie. Więc jak mogłem nie pobiec? ( ͡º ͜ʖ͡º)
Miłego








Strasznie szarpany sen dzisiaj miałem… Nie dość, że późno się położyłem, to potem różnie było ze spaniem – do tego o 3 nad ranem przyszedł młody, marudząc że chce mu się pić, a po chwili miałem delegację trzech Kotów do wypuszczenia na pole… Otworzyłem oczy dopiero, gdy zegary wybiły 5 rano, po niespełna 5 godzinach snu.
W normalnych warunkach chyba bym sobie odpuścił bieganie, ale uświadomiłem sobie że nie
źródło: comment_Dp6yigtWYQ05QHsgvPVREohaXyrxdjbA.jpg
Pobierz