Właśnie dotarła informacja do mojej pracy, że zwolniony dyscyplinarnie dwa lata kolega za rzekome molestowanie koleżanki jest niewinny. Koleżanka z borderem pomówiła go, bo nie zwracał na nią uwagi. Dostał zwolnienie, ona sama odeszła po pół roku. Sąd przez prawie 2 lata badał sprawę i w poniedziałek ogłosił wyrok całkowicie korzystny dla niego. Pracodawca (korpo) trzęsie gaciami bo wpłynął pozew cywilny od prawnika kolegi, poza żądaniem zadośćuczynienia finansowego jest pijarowo bolesne żądanie
Dla mnie to wygląda na historię, do której autor dopisał połowę albo wszystkie szczegóły z własnej wyobraźni. Brakuje podstawowych faktów, za to dziwnym trafem zna diagnozę, motywy działania i sytuację zdrowotną wszystkich zainteresowanych. Bardziej pachnie mi to wykopową fikcją niż rzeczywistą historią.
HZS opublikowało szczegółową analizę wypadku lawinowego po słowackiej stronie Tatr. Wskazano m.in. na niestabilne warstwy śniegu, wpływ wiatru oraz obowiązujący 3 stopień zagrożenia lawinowego. Artykuł opisuje przebieg zdarzenia i warunki, które doprowadziły do tragedii
25 lutego 2026 r. polska para, splitboardzista i skialpinista, wybrała się na wycieczkę do Mięguszowieckiej doliny w Tatrach Wysokich. Wspinali się pieszo wąskim żlebem do Niżnej Popradskej szparagi. Żleb rozszerza się w górnej części, gdzie postanowili zmienić obuwie i kontynuować wędrówkę na rakietach śnieżnych. Prawdopodobnie podczas zmiany obuwia zostali porwani przez lawinę. Oboje zostali całkowicie zasypani. Akcja ratunkowa została opisana w artykule tutaj: https://hzs.sk/tragicka-lavinova-nehoda-v-mengusovskej-doline/
Jeden z zasypanych miał nadmuchany poduszkę plecaka lawinowego, ale
@wspomnienieciszy: W Polsce TOPR również publikuje informacje o wypadkach i akcjach ratunkowych, ale rzadziej są one aż tak szczegółowe.
W przypadku Słowacji takie opracowania są standardową praktyką – ich Centrum Zapobiegania Lawinom (Stredisko Lavínovej Prevencie) dokumentuje większe wypadki lawinowe w celach edukacyjnych i prewencyjnych. To nie tyle specjalny raport pod ten wypadek, co element ich normalnej działalności analitycznej.
Szybkość publikacji wynika raczej z tego, że mają bieżące dane terenowe i
w kontekście aktualnych poszukiwań w okolicy Kasprowego pewnie dla większości jest to jasne, że raczej szukają po prostu ciała ale co trzeba mieć w głowie, żeby ubranym jak na Krupówki wjechać kolejką na Kasprowy i stwierdzić, że wyruszy się na szlak? chyba, że gość po prostu chciał ze sobą skończyć i data 14 lutego była nieprzypadkowa ... chociaż niby jest jakiś promil szans, że niezauważony zszedł do Zakopanego, zabalował i nie odzywa się od prawie tygodnia
@StraznikWiecznosci: Sprawdzałem info na stronie czeskiego Parku Karkonoskiego i szlak nie widniał jako zamknięty. Natomiast w praktyce ciężko to nazwać „szlakiem” – wszystko totalnie zasypane. Trasa wymagająca, nieprzetarta, miejscami zaspy po kolana, a czasem wpadała cała noga. Droga przez mękę 😅 Da się to przejść, ale na pewno nie jest to teraz łatwy spacer.
@ajron_men: w sumie to nie wiadomo czy zdobyli, jeden czeka na helikopter a druga byla takim stanie że ciężko jej uwierzyć, bo i tak nie ma innych świadków
To prawda, że brakuje w pełni obiektywnego dowodu – nie ma zdjęć ze szczytu ani GPS‑a. Ale wejście Revol i Mackiewicza jest uznawane przez środowisko himalaistyczne i opublikowane w American Alpine Journal. Revol sama twierdzi, że stanęli na szczycie, a
Uwielbiam to pompowanie balonika przez media przed wielkimi imprezami. Jeszcze nawet nie wiadomo czy w ogóle pojedziemy na mistrzostwa, a już jest "Polska grupa" i obliczanie szans na wyjście(⌐͡■͜ʖ͡■)
@thorgoth Jeżeli faktycznie to planował to była to jedna z najlepszych możliwych opcji i jak widać skuteczna. Gdyby ją zepchnął, a ona by przeżyła lub ktoś by to przypadkiem zobaczył, sprawa byłaby oczywista i ryzyko byłoby dla niego bardzo duże. Pozostawienie daje znacznie więcej możliwości tłumaczenia — może mówić, że telefon nie działał, nie było zasięgu, spanikował, bał się o własne bezpieczeństwo, życie itp. Szczerze mówiąc, wcale by mnie nie zdziwiło,
@jakub-dolega Drogą przebiega szlak turystyczny, więc pytanie brzmi: czy to, że jest drogą wewnątrzzakładową, oznacza, że turyści mają brodzić po kolana w błocie?
To prawda w parkach krajobrazowych prawo praktycznie nie wymusza przywrócenia dróg i szlaków do stanu pierwotnego i o tym jest ten wpis.
@obywatel_z: no i co niby mają zrobić z drogą z połamanego przez sprzęt kamienia i wymieszanego z rozjechanym błotem? Posklejać piaskowce godulskie do kupy czy położyć trawnik z rolki?
Rozwiązania niech szuka odpowiedzialny za doprowadzenie drogi do takiego stanu...
W wielu "cywilizowanych" krajach stosuje się maty ochronne, geosiatki, tymczasowe nawierzchnie, ograniczenia tonażu sprzętu i obowiązkową naprawę dróg po wycince – da się zabezpieczać szlaki i drogi, a nie
Droga chyba nie jest tworem przyrody. W parku chyba nie powinno jej być..
Drogi w parkach nie są „tworem przyrody”, ale elementem krajobrazu kulturowego, który służy turystom, leśnikom i służbom ratunkowym. Skoro istnieją, to powinny być utrzymywane w stanie bezpiecznym i używalnym, a nie rozjeżdżane ciężkim sprzętem i zostawiane w błocie.
@Blaskun Panie. Spółki Skarbu Państwa zarządzają majątkiem publicznym w naszym imieniu. To, że coś produkują w imieniu państwa, nie znaczy, że rozdają to za darmo.
@Blaskun Teoretycznie i praktycznie. Skarb Państwa to forma prawna wspólnego majątku obywateli, tyle że zarządzają nim instytucje w naszym imieniu. Problem nie w teorii, tylko w tym, jak te instytucje z tego obowiązku się wywiązują.
@wspomnienieciszy nie, zamiast tego było porozjeżdżane przez ciężki sprzęt błoto. Jakiś chłop wjechał z przyczepą na gąsienicach i tak zaorał drogę, że się przejść nie dało. Ktoś tam powinien zapanować nad tym, bo już nie wiem czy to jest miejsce do turystyki czy plac budowy w lesie 😐
@wspomnienieciszy niestety. W wielu miejscach w górach coraz trudniej mówić o turystyce. Szlaki, które jeszcze niedawno prowadziły przez ciche lasy, dziś wyglądają jak drogi dla ciężarówek – błoto po kostki, koleiny i ślady gąsienic.
Lasy Państwowe prowadzą intensywną gospodarkę leśną, a prace zrywkowe i wywóz drewna mają wyraźne pierwszeństwo nad turystyką. Po zakończeniu robót nikt nie przywraca tras do stanu używalności – turyści muszą przedzierać się przez błoto, zamiast normalnie korzystać
@wspomnienieciszy Ślęża i Śnieżka to dobry przykład na to, że tam, gdzie teren jest objęty parkiem krajobrazowym czy rezerwatem, takich zniszczeń po sprzęcie nie ma.
Borówkowa Góra to obszar bez żadnej formy ochrony, więc gospodarka leśna ma tu pełne pole działania. I widać to po efektach: wycinki, rozjechane drogi, błoto.
Nie znalazłem nic co by wskazywało na to, że powstawaje tam jakaś nowa infrastruktura. To raczej efekt zwykłych prac zrywki i
Dziś, 24 października 2025 roku, mija 36. rocznica śmierci Jerzego Kukuczki – jednego z najwybitniejszych himalaistów w historii, nie tylko Polski, ale i całego świata. Zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczników jako drugi człowiek na Ziemi, a wiele z nich nowymi drogami i w warunkach zimowych. Jego determinacja, odwaga i pasja na zawsze pozostaną symbolem polskiego himalaizmu. 🏔️
@Wyszynkowski Myślę, że to nie nam oceniać, czy Jerzy Kukuczka „bardziej igrał z życiem”, czy nie. To bardzo subiektywne i trudno tu wyznaczyć jakąkolwiek granicę. Himalaiści z natury rzeczy podejmują ogromne ryzyko – taki to już sport i pasja, w której każdy sam decyduje, jak daleko chce się posunąć. Kukuczka na pewno był niezwykle odważny i świadomy tego ryzyka. Czy ryzykował więcej niż inni – może tak, może nie. Ostatecznie nie
@Szab A powinni. Pomijając samą treść tego banera, która sugeruje, jakoby sam Tusk osobiście dokonywał aborcji w Polsce — to, że coś wisi od lat, wcale nie znaczy, że jest legalne. Sądy wielokrotnie uznawały takie drastyczne zdjęcia za wykroczenie z art. 141 k.w., bo są gorszące i mogą szkodzić dzieciom. A Konstytucja (art. 72) zobowiązuje państwo do ochrony dzieci przed okrucieństwem i demoralizacją. Więc niezależnie od polityki – taki baner po
🥇 Konkurs na największą dynię — i trochę „polskiej” rzeczywistości 🎃💸
Dziś byłem na konkursie dyni. Farmerzy przywieźli swoje giganty, naprawdę kawał roboty — największa ważyła 600,5 kg i zgarnęła 5000 zł za pierwsze miejsce. Drugie miejsce – 2000 zł. Wszystko pięknie, pachnąco, dyniowo.
W czasie ważenia odbywał się jeszcze konkurs rodzinny — rodziny podchodziły, ważyły się razem i dostawały prezenty. Po swoim ważeniu stanąłem sobie z tyłu, pod barierkami, tuż przy jury i