W zeszłym roku na basenie (nie tinder) zagadałem do loszki, dostałem nr tel. Byłem z nią raptem ze trzy razy się spotkać, potem zniknęła, nie odzywała się, tel nie działał. Mówi normalnie po polsku, ale była Litwinką z pochodzenia i czasami z tego co się dowiedziałem wyjeżdżała na Litwę, jej ojciec był jakimś wojskowym. Teraz po roku(!) dostałem od niej email, że mnie przeprasza, że się nie odzywała, miała
W zeszłym roku na basenie (nie tinder) zagadałem do loszki, dostałem nr tel. Byłem z nią raptem ze trzy razy się spotkać, potem zniknęła, nie odzywała się, tel nie działał. Mówi normalnie po polsku, ale była Litwinką z pochodzenia i czasami z tego co się dowiedziałem wyjeżdżała na Litwę, jej ojciec był jakimś wojskowym. Teraz po roku(!) dostałem od niej email, że mnie przeprasza, że się nie odzywała, miała














Też miałem kilka randek, gdzie to ja byłem fundamentem całego spotkania: ja zagadałem, ja zaproponowałem, ja przywiozłem, ja zabawiałem, ja zapłaciłem, ja odwiozłem. A potem "nie ma chemii".
nie chodzi o to aby się nie starać. Ale o to aby wyczuwać czy druga strona gra w tę samą grę. Bo jak gra, jak też jej zależy, to