Czy w dalszych etapach gry świat nabiera trochę więcej z aury tajemniczości? Może to kwestia zatartej pamięci, ale w Cieniu Czarnobyla pamiętam grę jako wyprawę do centrum zony jako pewnego rodzaju wyprawę na koniec świata, w której nie ma ludzi, w której tajemnice i mrok fascynująco współgrały z poczuciem osamotnienia. Gdzie podziemne laboratoria kryły jakiegoś mutanta, jedynego w swoim rodzaju. Natomiast w S2 jestem na etapie wysypiska i takie mutanty złowieszcze kryją

Cender















