Dom tych, którzy zgubili się na przylądku, czy dom zagubionych znajdujący się na przylądku? Coś słaby ten tytuł, ale wersja druga wydaje się być właściwa. Anyways, Misaki no Mayoiga to film stworzony z myślą o upamiętnieniu trzęsienia ziemi i tsunami z 2011 roku. Jest to punkt wyjściowy tej historii - bohaterki trafiły do tymczasowego schronienia zorganizowanego w miejskiej hali.
17-letnia Yui uciekła z domu przed agresywnym starym, 8-letnia Hiyori straciła głos przez traumę spowodowaną nagłą śmiercią rodziców. Gdy do Yui przyczepia się dociekliwa kobieta mówiąca, że powinna się zarejestrować, zjawia się dobrotliwa staruszka oznajmiająca, że jest babcią dziewcząt i że zabiera je do siebie. Tam na miejscu okazuje się, że to nie jest zwykła staruszka, a dom do którego je zabiera jest magiczny.
Teoretycznie jest to historia zagubionych, potrzebujących ukojenia dusz. W praktyce, to ja potrzebowałem poduszki. Tytuł ma jedną straszliwą przypadłość - jest nudny jak flaki z olejem. Są filmy w których nic się nie dzieje, ale i tak przyjemnie się ogląda, nie jednego iyashikeia w końcu już spałaszowałem. Ale tutaj nie ma nic takiego, jest ciągłe wprowadzanie w błąd widza, że znajdujemy się na krawędzi jakiejś dramy. A tu ani prawdziwej sielanki, ani żadnych ekscytacji. Widz pozostaje głodny. Przygody bohaterek w tym filmie przypominają mi nawet zbyt bardzo tę słynną pastę "A' propos szczania do zlewu". Niby ostatnie 30 minut coś tam się rusza z wątkiem paranormalnym, ale już nie dało rady mnie wyrwać z letargu. Dobranoc.
@kinasato: Ja sam do połowy filmu czułem się mamiony czymś... Czymś co może się pojawi, jakimś punktem zwrotnym. I jedyne co mnie zaciekawiło, to sposób rysowania rzęs.
https://myanimelist.net/anime/43755/Misaki_no_Mayoiga
The House of the Lost on the Cape
Dom tych, którzy zgubili się na przylądku, czy dom zagubionych znajdujący się na przylądku? Coś słaby ten tytuł, ale wersja druga wydaje się być właściwa. Anyways, Misaki no Mayoiga to film stworzony z myślą o upamiętnieniu trzęsienia ziemi i tsunami z 2011 roku. Jest to punkt wyjściowy tej historii - bohaterki trafiły do tymczasowego schronienia zorganizowanego w miejskiej hali.
17-letnia Yui uciekła z domu przed agresywnym starym, 8-letnia Hiyori straciła głos przez traumę spowodowaną nagłą śmiercią rodziców. Gdy do Yui przyczepia się dociekliwa kobieta mówiąca, że powinna się zarejestrować, zjawia się dobrotliwa staruszka oznajmiająca, że jest babcią dziewcząt i że zabiera je do siebie. Tam na miejscu okazuje się, że to nie jest zwykła staruszka, a dom do którego je zabiera jest magiczny.
Teoretycznie jest to historia zagubionych, potrzebujących ukojenia dusz. W praktyce, to ja potrzebowałem poduszki. Tytuł ma jedną straszliwą przypadłość - jest nudny jak flaki z olejem. Są filmy w których nic się nie dzieje, ale i tak przyjemnie się ogląda, nie jednego iyashikeia w końcu już spałaszowałem. Ale tutaj nie ma nic takiego, jest ciągłe wprowadzanie w błąd widza, że znajdujemy się na krawędzi jakiejś dramy. A tu ani prawdziwej sielanki, ani żadnych ekscytacji. Widz pozostaje głodny. Przygody bohaterek w tym filmie przypominają mi nawet zbyt bardzo tę słynną pastę "A' propos szczania do zlewu". Niby ostatnie 30 minut coś tam się rusza z wątkiem paranormalnym, ale już nie dało rady mnie wyrwać z letargu. Dobranoc.
@kinasato: jakby nie można było przetłumaczyć po prostu na Cape Mayoiga ( ͡° ͜ʖ ͡°)
źródło: comment_1663796425Yjn0zqYeS5sCl9QadMAJvV.jpg
Pobierz