Starzy ludzie nie umierają. Serio, nie umierają.
Kiedy umierają i pakują ich do trumny to jest jedna wielka ściema. W nocy, kiedy nikogo nie ma na cmentarzu przychodzą grabarze i wykopują trumny. Starzy ludzie z nich wstają, idą nad morze, wsiadają w łódki i odpływają.
Nocą, gdy nie ma nikogo na plaży, starzy ludzie dobijają brzegu i schodzą na ląd mając w rękach łopatki i wiaderka.
Wsypują
Kiedy umierają i pakują ich do trumny to jest jedna wielka ściema. W nocy, kiedy nikogo nie ma na cmentarzu przychodzą grabarze i wykopują trumny. Starzy ludzie z nich wstają, idą nad morze, wsiadają w łódki i odpływają.
Nocą, gdy nie ma nikogo na plaży, starzy ludzie dobijają brzegu i schodzą na ląd mając w rękach łopatki i wiaderka.
Wsypują























Kojarzy ktoś pastę która była opublikowana chyba w secret Service albo innym prehistorycznym czasopiśmie komputerowym. Była ona mniej więcej o tym ze pani Basia, Krysia i pan Tadek (imiona zmyślone) zaczęli hakować internet bez komputera, pani Basia umiała udawać modem ustami.
A oto historia hakera, który raz w życiu miał w rękach klawiaturę. Jest to epicka opowieść o najbardziej chyba spektakularnej grupie hakerskiej w historii Netu oraz najgenialniejszym hakerze wśród seniorów. Pan Jan S., bo o nim mowa, zaczął się co prawda interesować komputerami dopiero w wieku 68 lat, lecz efekty jego zainteresowań przerosły jego najśmielsze oczekiwania. Ale zacznijmy od początku:
„Pamiętam jak dziś. To było w 1987 roku... Byłem właśnie wtedy