Dziurawe asfalty i wiatr, który na powrocie miał dmuchać w plecy, a jednak dmuchał w ryj dały w kość.
Wyszło jakieś kolarstwo sakralne bo po za monumentalnymi kościołami w mieścinach o których świat zapomniał, to nic ciekawego nie było.
Kwadraty też wpadły, bo wcześniej tu nie dotarłem.
aa no i gminki





















Wieczorem nie wiedziałem, że rano będę mógł pojeździć, ale na szczęście trasy mam poplanowane na różne okazje :) Przez Żuławy do Gdańska, potem do Gdyni (omijając ścieżki z turystami), żeby tam pakować się do trójmiejskich lasów. A tam coś pięknego - fajne szutry, dużo podjazdów, czasem nawet dość konkretnych, asfalty też dość licznie występowały... Trochę kałuż i błota, ale lepsze to niż piasek, więc jechało
źródło: IMG_20230701_123216
Pobierz