Parafrazując tytuł filmu "Żona dla Australijczyka" kangurzyca to "Jednorazowa tinderówa dla Australijczyka".
Jedyne co będzie trzymać ten sezon przy życiu to pewne jak w banku dymy między Arnoldem Boczkiem a kangurzycą. Jego wszystko wkrwia, a ona i jej magielowa rodzina robi wszystko żeby wkrwiać. On to przecież jakiś neurotyk żywcem wzięty z twórczości Koterskiego. Jego najmniejsza pierdoła zapala i nigdy nie będzie zadowolony. Sam sobie szuka problemów.


















S--s na saunach. Ale chłopie to naprawdę dobrą pikawę musisz mieć