Na co dzień pracuję jako grafik a po etacie dla urozmaicenia pracuję jako grafik. Także jakby ktoś potrzebował stworzenia identyfikacji wizualnej na potrzeby swojej działalności czy czegokolwiek innego to wiecie z kim się kontaktować ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐
źródło: comment_1624345797WSPSzMxSw8u9hQer4kmla2.jpg
Pobierz





































Wisła 1200 jest to ultramaraton rowerowy od źródeł Wisły do jej ujścia do Bałtyku. Maraton jest na zasadach samowystarczalności, tzn. każdy uczestnik radzi sam sobie z napotkanymi problemami, można korzystać z pomocy z zewnątrz lub współzawodników, pod warunkiem, że jest ona dostępna dla każdego zawodnika. Czyli w razie awarii mogę podjechać do serwisu, ale na nocleg do domu, lub znajomych po drodze już nie. Ze względów covidowych nie ma startu wspólnego, uczestnicy startują w kilkuosobowych grupach co pięć minut spod schroniska na Przysłopiu na Baraniej Górze. Jest nas ponad 400, więc chwilę to schodzi. Ja ruszam o 9.05. Na miejscu jestem godzinę wcześniej, jest jeszcze czas na herbatkę i finalne ogarnięcie sprzętu. Zaletą tego typu imprez jest możliwość śledzenia zawodników na żywo – każdy dostaje trackera wskazującego aktualną pozycję.
Moje założenia to jazda początkowo „do odcięcia”, a finalnie chciałbym się zmieścić w 100h, a na pewno w 120. Ze sprzętu biwakowego wziąłem jedynie matę samopompującą.
Początek trasy ma dość górski charakter - sporo luźnych kamieni, przepustów na wodę, do tego dodajmy chwilami mocne nachylenie i mamy festiwal przebitych dętek po drodze. Rzeczywiście, już na pierwszych kilometrach sporo osób wymieniało dętki. Ja na zjazdach jechałem ostrożnie, ze względu na dość niskie ciśnienie w oponach. Jedziemy tak kilka dobrych kilometrów, im jesteśmy niżej tym robi się cieplej i zanikają chmury – ze schroniska wyjeżdżaliśmy we mgle. Zjeżdżamy do Wisły i dalej kierujemy się na północ. Na tym etapie jest trochę tłoczno, więc jedzie się zwykle w większych lub mniejszych grupach. Trasa tu jest łatwa – głównie ścieżki rowerowe, czasem mamy jakieś objazdy ze względu na sporą ilość remontów po drodze. Tak jadąc w grupach dojeżdżamy do pierwszego legendarnego wiślanego odcinka, czyli wałów przy Zbiorniku Goczałkowickim na ok 60-tym kilometrze. Tutaj czeka nas ponad 10 kilometrów jazdy wąską, bardzo nierówną i podobnie zarośniętą ścieżką szczytem wału. Panuje tu zasada, że im ktoś jedzie bardziej z tyłu, tym ma lepiej, bo po przejeździe stu czy dwustu osób, trawsko jednak jest już trochę położone. Przy moim przejeździe ścieżka jest już trochę ubita, jednak szału nie ma. Prędkość rzadko kiedy przekracza 10km/h, trzeba uważać na koła. Osoby na fullach zdecydowanie tutaj mają przewagę.
źródło: comment_1625840956NUIKiTZFJQlzJNlfdEbjNz.jpg
Pobierz@Wirtuoz dzięki. Bushcraftowego oglądam ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@xdTM Dzięki! Hmm, ciężko powiedzieć. Na rowerze śmigam od lat. Kiedyś to był wycieczki wkoło komina, później pojawiał się dystanse ok 100km. Następnie kilka wypraw sakwiarskich kilkudniowych, w międzyczasie na studia/do pracy też na dwóch kółkach. Później pojawiały się pomysły na 300, 400 km
@nastycanasta pół godziny na przystanku i ok. 3h na kwaterze, więc około 3,5h snu było. Najlepiej booking, ja szukałem na jakiejś stronce z noclegami, 4 dyszki za noc, kobitka wzięła 3, za to ze tylko na chwilę wpadłem :)
@arkadush w tej chwili mam coś od Sellle Italia o szerokości ok 134mm - kupione za stówę na olxie. Robiłem pomiar kości kulszowych w serwisie i się okazało, że potrzebuję