Po pierwsze ta rozmowa, to była bardziej ankieta badająca nastroje na rynku pracy w regionie i mam wrażenie, że ja robiłem tam za takiego ankietera, a nie potencjalnego pracownika. Zostałem tam wypytany o to ile chciałbym zarabiać, z jakimi ludźmi nie lubię pracować, dlaczego zmieniam pracę i jakie tam miałem świadczenia socjalne i mnóstwo innych pierdół, których teraz nie pamiętam. Pomimo tego, że ta rozmowa trwała z kilkanaście minut, to nie uzyskałem najważniejszej odpowiedzi - NA JAKIE ZAROBKI MOGĘ LICZYĆ?! Nic #!$%@?, zero odpowiedzi i po prostu takie informacje podają jak oddzwonią i mają taką osobę zatrudnić. Dowiedziałem się tylko, że mają #!$%@? nadgodziny i tak pracownicy sobie u nich ładnie dorabiają i to tyle. O tym ile wynosi podstawowa pensja się nie dowiedziałem.
Ostatecznie do mnie oddzwonili dzisiaj, ale dowiedziałem się, że wybrali inną osobę. Moja teoria jest taka, że wybrali albo najtańszego wyrobnika cucka i cwela, który obiecywał rimming Januszowi za samo dostanie pracy, albo jakiś znajomek się tam wepchał. Zaproponowali mi pracę na innym dziale jakby była możliwość, ale tutaj mam wrażenie, że lepsza praca się rozeszła, a na dział kołchozu poszukują takiego debila co nie ma pojęcia na co się porywa. Podejrzewam, że podstawowa pensja, to niewiele więcej niż najniższa krajowa.
Powiedzcie mi co się #!$%@? na rynku pracy skoro nie ma przecież ludzi chętnych do pracy? Przecież dla mnie to wszystko cyrk i żałuje, że straciłem swój cenny czas i paliwo. Jak tak można postępować, że pensja za jaką miałbyś pracować, to #!$%@? tajemnica? W Polsce to naprawdę jak w chlewie obsranym gównem ( ͡° ͜


















Pewnie pracując u janusza bez wentylacji, to ludzie zdychają przy maszynach, ale powiedzmy o pracy w dużej światowej korporacji, która niby powinna spełniać wszystkie normy BHP i pomieszczenia powinny być solidnie wentylowane.
#pracabaza