Skończyłem "Magician's End" Richarda E. Feista i mi teraz, kurna smutno.
Cały cykl to takie przeciętne high fantasy, w pewnym momencie już w opór schematyczne(ale ciężko nie wpaść w schematy jak się napisało 30 książek o tych samych postaciach, w tym samym świecie i z grubsza o tym samym). Do tego ten cholerny zwyczaj nazywania ludzi tak samo(tłumacze nie pomagali, bo zmieniali się między trylogiami, a do tego raz imiona i nazwy
Cały cykl to takie przeciętne high fantasy, w pewnym momencie już w opór schematyczne(ale ciężko nie wpaść w schematy jak się napisało 30 książek o tych samych postaciach, w tym samym świecie i z grubsza o tym samym). Do tego ten cholerny zwyczaj nazywania ludzi tak samo(tłumacze nie pomagali, bo zmieniali się między trylogiami, a do tego raz imiona i nazwy













#blackmirror