Na powrocie z nocki w kołchozie zajechałem do Lidla. W sklepie podchodzi do mnie typ na ok. 20 lat że jest chory na epilepsje a jego mame choruje na raka i pyta czy bym mu kupił coś do jedzenia? Zgodziłem się. Nie zbiednieje do tego. Wziął paczkę parówek, kilka hajzerek i butelkę wody. Zapłaciłem za to w kasie samoobsługowej a typ wział, odwrócił się i poszedł. Ani be, ani me, ani pocałuj
Harry_Callahan











