Cześć Mirki,
Tak się ostatnio zastanawiam, czy naprawdę tak wielu ludzi potrzebuje ładnego samochodu, markowych ubrań z wielkim znaczkiem i wakacji za granicą głównie po to, żeby pokazać to innym.
Czy to jest dzisiaj szczyt istnienia?
Kupujesz nowsze auto, więc sąsiad kupuje jeszcze nowsze. Ty masz mieszkanie 60 m², ktoś inny musi mieć 100. Ty jedziesz do Chorwacji, znajomy wrzuca zdjęcia z Malediwów. Markowe ubrania, telefon za kilka tysięcy, nowy telewizor, nowe meble, kolejny remont… i ciągle trzeba mieć więcej, bo inaczej człowiek zaczyna odstawać od reszty.
I właśnie tego kompletnie nie rozumiem. Gdzie w tym wszystkim kończy się potrzeba, a zaczyna udowadnianie własnej wartości przez posiadanie?
Najbardziej bawi mnie sytuacja, kiedy ktoś kupuje coś nie dlatego, że naprawdę tego potrzebuje albo sprawia mu to przyjemność, tylko dlatego, że „ludzie zobaczą”. A później jeszcze patrzy z góry na tych, którzy mają mniej, jakby stan konta, samochód czy logo na koszulce były dowodem na bycie lepszym człowiekiem.
Przecież większość tych rzeczy za 20–30 lat będzie kompletnie bez znaczenia. Samochód będzie złomem, telefon przestanie działać, ubrania dawno się zużyją, a zdjęcia z drogich wakacji będą kolejnymi zdjęciami w chmurze.
A czasu, który poświęciłeś na zarabianie na to wszystko, już nikt ci nie odda.
I chyba właśnie to jest najbardziej absurdalne w konsumpcjonizmie: pracujesz coraz więcej, żeby móc kupować rzeczy, które mają wynagrodzić ci to, że pracujesz coraz więcej.
Nie mam nic przeciwko pieniądzom ani wygodnemu życiu. Samochód może być fajny, dobre ubrania mogą cieszyć, a wakacje są świetną sprawą. Problem zaczyna się chyba wtedy, kiedy człowiek przestaje pytać „czy ja tego chcę?”, a zaczyna pytać „co inni pomyślą, jeśli tego nie będę miał?”.
Może prawdziwym luksusem nie jest wcale posiadanie coraz większej ilości rzeczy.
Może luksusem jest mieć wystarczająco i nie potrzebować więcej.
Ciekawi mnie, jak Wy to widzicie. Czy faktycznie duża część konsumpcji wynika z własnych potrzeb, czy jednak przede wszystkim z porównywania się z innymi?

#koncumcjonizm #zycie #przegryw #praca








Komentarze (14)
najlepsze
Komentarz usunięty przez autora
- auto - nowe ma gwarancję, jest mniej awaryjne, wziąłem chińczyka w leasing w grudniu, miałem z 2001 przez jakieś 10 lat, po włożeniu 7k w remont dalej było warte 3k i dalej wymagało remontu, auta używanego raczej już nie kupię, chyba że coś zabytkowego czy świadomie do remontu, żonie jeszcze zmienię auto z 2010 na coś nowego, za dużo zachodu z serwisem staroci.
- laptop - MacBook, 3
ale IMHO to nie jest prawdziwy konsumpcjonizm :)
Tzn. mechanizm postaw się a zastaw się akurat w PL to jest znany co najmniej od czasów PRL-u czyli komuny.
Moim zdaniem prawdziwy konsumpcjonizm jest wtedy kiedy kupujesz DLA SIEBIE rzeczy których nie potrzebujesz.
To ja zapytam - ilu jest takich, co osiągnęli pewien status społeczno ekonomiczny i nadal utrzymują bliskie relacje ze znajomymi, którzy z różnych przyczyn pozostali w niższej "lidze"?
Po prostu zmienia sie punkt widzenia, cele, aspiracje i wiele innych (chociazby problemy).
Nie wiem o co płaczesz? To jest ludzka natura nosacza i z tym nie wygrasz. A jeżeli u siebie samego obserwujesz takie objawy to oceń w lustrze długość kichawy.
Możliwe że jakaś część ludzi, tak jak i ja posiada po prostu to co uważa za przydatne a nie to co wypada posiadać. Chcę mieć np. dobry, nowoczesny telefon bo chcę robić dobre zdjęcia. Ot co.
Mój samochód ma 15 lat. Komputer z 8. Meble w mieszkaniu kupilem jak się wprowadziłem czyli 25 lat temu :D No dobra, kanapę wymieniłem z 10 lat temu. Ale część jest starsza, bo po poprzednim właścicielu czyli ma ze 30 lat. Ale mam kilka młodszych mebli - mają jakieś 15 lat. Najstarsze ubrania, w jakich chodzę mają ze 20 lat. Najnowsze ze 2 lata - dokupiłem
Jest też cała masa ludzi, którzy uważają, że pieniądze są po to by je wydawać na dobre (czytaj: markowe) produkty. I oni je