Wpis z mikrobloga

116 + 1 = 117

Tytuł: Piąta pora roku
Autor: Nora K. Jemisin
Gatunek: fantasy, science fiction
Ocena: ★★★★
ISBN: 9788379246984
Tłumacz: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 440
Przeczytałem książkę i jest mi smutno.

Jak niektórzy z Was być może wiedzą, coś tam piszę. Powoli, bez pośpiechu i wielkich oczekiwań, próbuję wejść na rynek literacki. Prawa tego rynku są bezlitosne, na razie znacznie lepiej idzie mi w pisaniu komercyjnym, ale nie o tym jest ta recenzja. W każdym razie wspominam o tym, bo staram się podpatrywać lepszych od siebie i czerpać dobre wzorce. Chwyciłem więc za "Piątą porę roku" - książkę z 2015 roku, która zdobyła kilka wartościowych nagród, z nich najważniejszą - nagrodę Hugo (to taki amerykański "Zajdel", albo raczej nagroda Zajdla to taki polski "Hugo", mniejsza z tym). Dwa kolejne tomy też zgarnęły nagrodę Hugo ("Piąta pora roku" to pierwszy tom trylogii). Spodziewałem wiec więc czegoś, co wyrwie mnie z kapci, przetrąci trzewia, zrobi bałagan w głowie i da nową perspektywę na literaturę. No i co? Ech.

Pani Jemsin, autorka, to czarnoskóra Amerykanka. Ktoś powie, że to nie ma znaczenia? Otóż ma. Fundament książki opiera się na rasizmie, uprzedzeniach rasowych i kastowych, na niewolnictwie również, a wszystko to jest podszyte żalem i poczuciem wyższości ze strony uciskanych, a to właśnie uciskani są głównymi bohaterami. To w zasadzie jeszcze nic złego, ale na tym fundamencie opiera się cała reszta świata przedstawionego i to już nie daje dobrego efektu. Dla przykładu jedna z głównych bohaterek (są trzy, o tym za chwilę) to dziewczynka, która w domu jest szykanowana za to, kim jest - po prostu. Ok, powód dobry. Trafia do "magicznej szkoły", gdzie są sami tacy, jak ona. Ale tam też jest prześladowana. Dlaczego? No cóż, tu w zasadzie nie ma powodu. Jest prześladowana i tyle. Kropka.

Zanim przejdę dalej do bohaterek, słowo o świecie przedstawionym. Książka zaczyna się od momentu, gdy ktoś (nie wiemy kto, ani dlaczego, oglądamy scenę z daleka) rozpoczyna koniec świata. Ma jakieś super moce (nie wiemy do końca jakie i jak to działa - poznajemy za to czasownik "sejszyć", coś jak czuć, tylko bardziej - czuć ruchy tektoniczne, drgania ziemi, taki chodzący sejsmograf) i odpala wielką katastrofę naturalną w postaci wybuchu super wulkanu i gigantycznego trzęsienia ziemi. Koniec.

I właściwie nie wiemy nic. Nie wiemy, co przeczytaliśmy, ani co się do końca stało, bo cała scena jest mocno metaforyczna. Prze większość książki generalnie wygląda to podobnie - bohaterowie patrzą na rzeczy, albo o czymś rozmawiają, a my nie wiemy na co patrzą i o czym rozmawiają, bo nie dostajemy żadnego rozwinięcia. W przykładowej scenie, a jest ich trochę, bohaterka dostaje olśnienia, wreszcie zrozumiała. Ale co zrozumiała i co spowodowało olśnienie - tego się nie dowiemy.
Na końcu książki jest słowniczek - mnóstwo nowych słów, więc możemy co chwilę przeskakiwać na koniec i szukać - może znajdziemy, a może nie, bo nie wszystkie słowa tam są, przy czym znajdziemy w słowniku takie słowa jak "ratujworek", będący po prostu plecakiem ewakuacyjnym trzymanym w domu, albo "żynier" będący po prostu inżynierem geotechnikiem. Dlaczego żynier to nie inżynier chemik, albo biolog albo konstuktor maszyn? Bo tak. Wiele rzeczy sprawia wrażenie innych na siłę.

Bezpośrednio po prologu przechodzimy do losów pierwszej głównej bohaterki, która niby to jest zaskoczona katastrofą, ale w sumie to nie, bo ona jedna wie, co się święci (jest wspomnianym odmieńcem, tylko owi odmieńcy potrafią sejszyć). Generalnie w tym świecie globalne katastrofy przychodzą cyklicznie i mijają (tytułowe piąte pory roku), ale tu główna bohaterka wie, że ta będzie ostateczna. I tylko ona to wie, a reszta jest ograniczona i nie zdaje sobie z tego sprawy - z takiej to właśnie napuszonej perspektywy oglądamy zdarzenia.
Co więcej, w przypadku tej dorosłej kobiety narracja jest w drugiej osobie. To jest nawet ciekawe, świetny pomysł, choć na początku trochę męczący, trochę jakby podręcznik do gry RPG - "ty myślisz, ty czujesz, ty robisz, ty widzisz, etc". I byłoby naprawdę ciekawe, gdyby narracja była poprowadzona lepiej. Ale nie jest - co chwilę mamy wtrącenia w nawiasach, co chwilę jakieś wrzutki nie na temat (czasem naprawdę łopatologicznie wyłożone, ale generalnie przez 3/4 książki nie wiemy co jest grane, bo otrzymujemy tylko jakieś okruchy informacji).
Hitem tej narracji jest wydarzenie, gdzie bohaterka jest w ciężkim szoku. Coś się dzieje, akcja jest opisywana i nagle pojawia się "(Co...?)". Akcja leci, kilka zdań dalej i nagle znów "(Co?!)", a po kilku zdaniach ponownie, tym razem bez nawiasu "Co...". Puenta sceny? Aż sobie zapisałem:
"Wow. Naprawdę. To właśnie myślisz. Nie stać cię na nic innego. Wow."
Tak jakby autorki faktycznie nie było stać na nic innego.

Teraz o samych bohaterkach. Mamy bowiem trzy bohaterki - dziewczynkę, nastolatkę i dorosłą kobietę. Wszystkie trzy mają w zasadzie paskudny charakter i przekonane są o swojej wyższości, choć każda eksponuje to na swój sposób. Pierwsza z nich, wspomniana dziewczynka, jest prześladowana w szkole dla normalsów (uzasadnione), a później w szkole dla nienormalsów (nieuzasadnione), ale jest od nich lepsza i ona to wie. Trzyma się więc z boku, a oni ją dalej prześladują, więc trzyma się bardziej z boku i knuje. Wygląda to trochę jak Hogwart, ale z perspektywy nie dla dzieci. Dla przykładu w tejże szkole pojawia się chłopiec bez interesu między nogami. Ot, luźna wzmianka i lecimy dalej. Kto on? Dlaczego tak? Nieważne. Ciekawiej robi się jednak dalej.

Wspomniałem, że autorka to czarnoskóra kobieta. I książka jest na wskroś feministyczna. Kobiety są silne, mądre i sprytne, a mężczyźni niczym dzieci we mgle. Pomijając różnice na linii kobieta-mężczyzna, to ogólne wiele w tym złego smaku i braku wyczucia. Mamy scenę, gdy dzieci kłócą się w obecności nauczycieli - jedna dziewczynka "wyjawia sekret" chłopca i naśmiewa się z niego, że jest molestowany i gwałcony przez nauczyciela. No w tym momencie myślałem, że rzucę książką w kąt.

W książce pojawia się też, dla odmiany, kobieta z brodą i interesem miedzy nogami. Dlaczego tak? Znów - nieważne. Ale generalnie łatwo dojść do wniosku, że liczba interesów w przyrodzie się zgadza. I tak, cała książka silnie orbituje wokół "interesów".

Trzecia, nastoletnia bohaterka, jest w ogóle najlepsza z najlepszych i na wszystkich patrzy z niekłamaną pogardą. Ma 4 poziom wtajemniczenia swoich mocy na 10 możliwych poziomów i otrzymuje misję, gdzie ma towarzyszyć mistrzowi (10 poziom, a więc top of the top). Mistrz, stary chłop, jest zagubiony, niechętny do współpracy, ma muchy w nosie i nasza bohaterka wszystko wie lepiej, nie widzi w nim żadnego autorytetu (chociaż jej marzeniem, jak wszystkich innych, jest dojście do 10 poziomu). W dodatku dziewczyna dostała przy okazji kolejne zadanie - urodzić dziecko spłodzone z mistrzem i tu znów mistrzowi się nie chce, ona musi wszystko robić, otrzymujemy dosłowne i bezsensowne opisy.
W relacji między nimi iskrzy dopiero, gdy pojawia się kolejny facet, a oni oboje dosłownie ślinią się do tegoż gościa. I tam mamy... hm, baraszkowanie w trójkącie, chociaż to nie trójkąt, a bardziej "dwuipółkąt", jak wykłada autorka.

Świat, prawdopodobnie Ziemia w przyszłości, jest dziwną konstrukcją postapokaliptycznej rzeczywistości, gdzie z jednej strony mamy prymitywne społeczeństwa zajmujące się wyplataniem koszy, z kolei ci najbardziej zaawansowani z jednej strony zajmują się wszczepianiem implantów do mózgu, ale z drugiej dla przykładu ich środkiem lokomocji jest koń. Rozpisałem się, więc kończę już, niemniej nic tu się nie klei. Mieszanka fantasty i sci-fi lepiona na ślinę.

Miałem dać 2-3 gwiazdki, jednak pod koniec wydarzenia się zazębiają, dostajemy wreszcie garść informacji o tym, co czytaliśmy dziesiątki i setki stron wcześniej. I to faktycznie jest ciekawe. Dodaję więc jedną gwiazdkę. Szkoda jednak, że, aby doznać oświecenia, musimy brnąć przez całą książkę. No a sama książka urywa się w momencie, który można właściwie nazwać dopiero początkiem. W pierwszym tomie dostajemy więc obszerne origin story i dopiero teraz akcja może pójść do przodu.. O ile ktoś pójdzie dalej. Fatalny zabieg. Ja odpuszczam.

spoiler:


W dodatku trafiłem na kilka literówek. Np. zamiast "być" mamy "myć", albo "jiedy" zamiast "kiedy". To chyba by dopełnić obrazu ogólnej beznadziei.

Natrzaskałem ścianę tekstu. Jak to czytam, to nie ma zbyt wiele sensu, ale to podobnie jak książka - sensu brak.

I nie wiem właściwie, dlaczego zrobiła taką furorę, co w niej takiego wyjątkowego, czego ja nie dojrzałem.

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #fantasy #fantastyka #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
Majku_ - 116 + 1 = 117

Tytuł: Piąta pora roku
Autor: Nora K. Jemisin
Gatunek: fantas...

źródło: 533336-352x500

Pobierz
  • 10
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Majku_: Bywa tak, ze nijakie dziela kultury sa windowane do statusu kultowych ze wzgledu na twist, ktory zmienia spojrzenie na cala opowiesc. Moze z ta powiescia bylo wlasnie tak - nie wiem, nie znam, to tylko moje przypuszczenia oparte o twoj opis. Na ciebie najwidoczniej nie zadzialal, bywa - jako autor wszystkim nie dogodzisz. ;)
  • Odpowiedz
  • 1
@Wredna_pomarancza: dzięki, cały czas mam nadzieję, że coś kiedyś z tego będzie :)

@adrninistrator a pytasz, bo? Chyba nie po to, by sprawdzić, czy mam prawo do takich opinii? ( ͡º ͜ʖ͡º)

Jak dotąd opublikowane zostało jedno opowiadanie w maleńkiej antologii. którą trudno gdziekolwiek dostać. Na ten rok póki co w planach są dwa kolejne opowiadania w dwóch różnych zbiorach, jeden będzie w regularnej sprzedaży w księgarniach,
  • Odpowiedz
  • 1
@MuchoMaas: twist jest i to bardzo udany, przyznaję orz wspomniałem o nim, dlatego też dałem wyższą ocenę, niż zamierzałem pierwotnie. Ale droga do tego twistu, sposób konstrukcji całości i wszystko inne, o czym wspomniałem... no nie, to nie dla mnie, ale pewnie jest tak, jak mówisz :)
  • Odpowiedz
  • 0
@adrninistrator: a to bardzo chętnie, ja z kolei lubię zapoznawać się z opiniami ludzi, którzy przeczytali jakiś mój tekst, mogę Ci podesłać to i owo na priv, jeśli chcesz :)
  • Odpowiedz
  • 1
@adrninistrator: brzmi jak wyzwanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ale spokojna głowa, nie urodziłem się wczoraj, krytyka jako taka nie jest mi obca :) Teraz muszę ogarnąć kilka rzeczy w pracy, wkrótce się odezwę.
  • Odpowiedz