Wpis z mikrobloga

@t2000: Studia były dla mnie łatwiejsze, choć czasowo więcej zabierało, bo było tego po prostu kilka razy więcej. Praca? No super, stałe godziny i dostaję za to kasę powyżej średniej krajowej. Nie rozśmieszajcie mnie xD
  • Odpowiedz
@t2000:

podczas etapu nauki zawsze wiedziales, ze czeka cie cos nowego. odbebnisz 3 lata gimnazjum i czeka cie liceum. potem studia i znowu nowy swiat.

a praca? nagle sie okazuje, ze do konca zycia przez 40 lat bedziesz robil w kolko to samo i nic sie juz nie zmieni. to jest chyba najgorsze
  • Odpowiedz
@saviola7: takie, które są nakierowane na konkretne zainteresowania. Dodatkowo podejście prowadzących (większości) było dużo lepsze niż nauczycieli, bo faktycznie mieli konkretną wiedzę dziedzinową ( ͡° ͜ʖ ͡°)
  • Odpowiedz
kurczaki powinny się mnożyć w liceum. Na 35 urodziny byłyby już wnuki. A takto później studia robota i na dzieciaki brak czasu….


@ziomus13: Tak, tylko że to niewykonalne bo potem z dziećmi już nie będą mieli żadnej zdolności kredytowej na kupno nieruchomości do ich wychowania. Nie zdobędą też kompetencji ani dobrej pracy bo będą przywiązani do opieki nad dziećmi i ich przedszkola/szkoły/opieki dziadków na prowincji. Czyli model znany z całej
  • Odpowiedz
To co to były za studia? ( ͡° ͜ʖ ͡°)


@saviola7: Informatyka na W-4. Tak, dla mnie matura była trudniejsza, ja wiem, że to jest unpopularopinion. Dla mnie jedna matura z j. polskiego była trudniejsza niż pojedyncza sesja i zakładam, że to kwestia indywidualna. Nie matura z rozszerzonej matmy, rozszerzonej fizyki czy anglika (xD), tylko ściśle z polaka.
  • Odpowiedz
nagle sie oka


@wybacz: przeciez Prace mozna zmieniac i nawet sie powinno jak czujesz stagnacje.. i że już nic nowego sie nie nauczysz. bo dlaczego nie zmieniac? tylko i wyłącznie same plusy np lepszy dojazd lepsza kasa nowi ludzie, nowe obowiazki itp itd..wiadomo jak się trafi już na prace perfekto ( mało roboty duża kasa luz, auto służbowe i do tego wszystko ustawione i samo się kręci to nie ma
  • Odpowiedz
@t2000 a widzisz, ja szkołę wspominam średnio jako okres życia „zawodowego” - ciągła sztuczna presja, ciągłe nowe sposoby na niszczenie uczniów przez niektórych pedagogów - wejściówki, wyjściówki, wołanie do tablicy, w środku lekcji odpowiedź, codziennie testy, wypracowania itd.

Na studiach już były łatwiejsze zasady. A w pracy zawodowej jedyne to miałem okres wypalenia, przetrwałem, zmieniłem kontrakt i pracuje mi się znowu przyjemnie. Mam kasę, mam czas, mam rodzinę i hobby na
  • Odpowiedz
@wybacz: to jest zajebiste. Masz świadomości świętego spokoju do monca życia. Jeszcze jak ktoś odklepal śluby i kaszojady to już w ogóle na święty spokój. Zazdroszczę takim ludziom z całego serca
  • Odpowiedz
@t2000:

Mnie tam śmieszą te memy o jakimś trudnym każdym etapie życia xD

Studia to dla masy studentów super okres, gdzie sobie człowiek poimprezuje, spotka masę nowych kolegów itd. Jeszcze do tego sporo osób ma dobrą sytuację finansową w rodzinie, dostaną hajs na mieszkanie, nie będą musieli
  • Odpowiedz
@t2000 no bo liceum było bezsensowne ¯_(ツ)_/¯ na studiach się uczyłam tego czego chciałam, a teraz za klikanie w kąkuter jest dobra kasa. Bardzo bym nie chciała wracać do liceum.
  • Odpowiedz
@lycaon_pictus: akurat studiowałem budownictwo a potem I stopień infy, infa DUŻO łatwiejsza i przyjemniejsza była, w szczególności brak mega czasochłonnych projektów robił różnicę bo na budownictwie ne miałem czasu na nic, na infie na wszystko z palcem w dupie. A temat zarobków po obu kierunkach to temat na oddzielny post XD
  • Odpowiedz
@wredny_bombelek:

w szczególności brak mega czasochłonnych projektów robił różnicę bo na budownictwie ne miałem czasu na nic

Informatyka laborkami stoi. Im trudniejsze laborki tym wyższy poziom. Może nie przez całe studia, ale na niektóre musiałem gonić po nocach.
  • Odpowiedz
@t2000: poziom stresu jak do tej pory: gimnazjum>podstawówka>liceum>studia>praca. Jestem korposzczurem. Uwolnienie się od dodatkowych domowych managerów życia jest zbawienne :)
  • Odpowiedz
@t2000 jestem koło czterdziestki i nic mnie w życiu nie stresowało bardziej niż matura i egzamin na prawo jazdy. Pomijam jakieś wydarzenia jak zabłądzenie na Pradze Północ w 2002 r. xd, bo to inna kategoria stresu.
  • Odpowiedz