W komentarzach wszyscy się prześcigają w wyzywaniu sprawców od patusów, krytykowaniu i w wymyślaniu im kar, w krytykowaniu szkoły i rodziców... Jedni zwalają winę na nowoczesne wychowanie, inni na smartfony.
A wiecie, co ja wam napiszę? A G---O.
Najprawdopodobniej to nie są żadne patusy, ani bananowe dzieci, pochodzą z "normalnych" domów i mają zwykłych, starających się rodziców.
To są po prostu DZIECI. A DZIECI są GŁUPIE. Zdecydowana większość ludzi z tego po prostu wyrasta.
Jak byłem w podstawówce, to razem z grupką kilkunastu osób znęcaliśmy się nad "koleżanką" z klasy. Nie, nie dokuczaliśmy jej - to było regularne, ciągłe, trwające kilka lat, znęcanie się. Dlaczego? Do dzisiaj nie wiem. Po prostu pewnego dnia któryś z nas stwierdził, że Jola jest głupia, i tak już zostało. Nie, nie jestem z tego dumny, po prostu stwierdzam fakt. Joli co prawda nikt nic nigdzie nie wsadzał - ale słyszałem, że w innej klasie jednemu chłopaczkowi próbowali wsadzić nogę od krzesła...
Od tamtego czasu minęło prawie 30 lat. Ja, i inni sprawcy pokończyliśmy szkoły, czasami studia, poszliśmy do pracy, pozakładali rodziny... O ile wiem, żaden z nas się jakoś nie stoczył w patologię.
Jak wspominam tamte czasy - to nie wiem, co musiałoby się stać, żebyśmy zostawili Jolę w spokoju. Na pewno działania Joli byłyby skazane na porażkę. Działania nauczycieli? No proszę was... Nie da się skutecznie ukarać 3/4 klasy. Obniżysz zachowanie? Zakaz wyjazdu na wycieczkę? Kara działa wtedy, gdy jest jakiś punkt odniesienia - gdy jedna osoba ma naganne zachowanie, to działa. Gdy wszyscy mają - to wtedy to nie ma żadnego znaczenia. Gdy jedna osoba nie może pojechać - to żałuje, że coś ją omija. Gdy wycieczka się po prostu nie odbędzie - no trudno.
Działania prawne? Finalnie przyniosą więcej szkody, niż pożytku. Umieścisz sprawców w jakiejś placówce? Bez sensu - bo oni nie są źli i zdemoralizowani, tylko po prostu głupi. Wyrosną z tego. Ale, jak ich przeniesiesz w takie środowisko - oooo, to dopiero wtedy możesz z nich zrobić patusów.
Jak popatrzycie w literaturę - przeczytajcie sobie coś Ożogowskiej, Musierowicz, czy inną "literaturę młodzieżową" - znęcanie się nad klasową ofiarą nie jest współczesnym wynalazkiem. Kim był Ananiasz z Mikołajka? Kim był Prosiaczek z Władcy Much?
DZIECI zawsz były GŁUPIE.
Jak się nad tym zastanawiam - to nie wiem, czy optymalnym rozwiązaniem nie są jednak kary cielesne, usankcjonowanie prawnie (jak w staroangielskich szkołach)... Taka kara jest z jednej strony dotkliwa, z drugiej - po jej odbyciu można przejść nad tym do porządku dziennego, nie ma daleko idących konsekwencji ciągnących się latami... Z drugiej strony - w oczywisty sposób jest sprzeczna z aktualnym stanowiskiem psychologów. Z trzeciej strony - skoro zjawisko istniało "od zawsze", to najwyraźniej ten sposób jest zwyczajnie nieskuteczny.
https://www.wykop.pl/link/4986485/koledzy-na-wycieczce-wcisneli-w-odbyt-10-latkowi-kawalek-pizzy/
W komentarzach wszyscy się prześcigają w wyzywaniu sprawców od patusów, krytykowaniu i w wymyślaniu im kar, w krytykowaniu szkoły i rodziców...
Jedni zwalają winę na nowoczesne wychowanie, inni na smartfony.
A wiecie, co ja wam napiszę? A G---O.
Najprawdopodobniej to nie są żadne patusy, ani bananowe dzieci, pochodzą z "normalnych" domów i mają zwykłych, starających się rodziców.
To są po prostu DZIECI. A DZIECI są GŁUPIE. Zdecydowana większość ludzi z tego po prostu wyrasta.
Jak byłem w podstawówce, to razem z grupką kilkunastu osób znęcaliśmy się nad "koleżanką" z klasy. Nie, nie dokuczaliśmy jej - to było regularne, ciągłe, trwające kilka lat, znęcanie się. Dlaczego? Do dzisiaj nie wiem. Po prostu pewnego dnia któryś z nas stwierdził, że Jola jest głupia, i tak już zostało. Nie, nie jestem z tego dumny, po prostu stwierdzam fakt. Joli co prawda nikt nic nigdzie nie wsadzał - ale słyszałem, że w innej klasie jednemu chłopaczkowi próbowali wsadzić nogę od krzesła...
Od tamtego czasu minęło prawie 30 lat. Ja, i inni sprawcy pokończyliśmy szkoły, czasami studia, poszliśmy do pracy, pozakładali rodziny... O ile wiem, żaden z nas się jakoś nie stoczył w patologię.
Jak wspominam tamte czasy - to nie wiem, co musiałoby się stać, żebyśmy zostawili Jolę w spokoju. Na pewno działania Joli byłyby skazane na porażkę. Działania nauczycieli? No proszę was... Nie da się skutecznie ukarać 3/4 klasy. Obniżysz zachowanie? Zakaz wyjazdu na wycieczkę? Kara działa wtedy, gdy jest jakiś punkt odniesienia - gdy jedna osoba ma naganne zachowanie, to działa. Gdy wszyscy mają - to wtedy to nie ma żadnego znaczenia. Gdy jedna osoba nie może pojechać - to żałuje, że coś ją omija. Gdy wycieczka się po prostu nie odbędzie - no trudno.
Działania prawne? Finalnie przyniosą więcej szkody, niż pożytku. Umieścisz sprawców w jakiejś placówce? Bez sensu - bo oni nie są źli i zdemoralizowani, tylko po prostu głupi. Wyrosną z tego. Ale, jak ich przeniesiesz w takie środowisko - oooo, to dopiero wtedy możesz z nich zrobić patusów.
Jak popatrzycie w literaturę - przeczytajcie sobie coś Ożogowskiej, Musierowicz, czy inną "literaturę młodzieżową" - znęcanie się nad klasową ofiarą nie jest współczesnym wynalazkiem. Kim był Ananiasz z Mikołajka? Kim był Prosiaczek z Władcy Much?
DZIECI zawsz były GŁUPIE.
Jak się nad tym zastanawiam - to nie wiem, czy optymalnym rozwiązaniem nie są jednak kary cielesne, usankcjonowanie prawnie (jak w staroangielskich szkołach)... Taka kara jest z jednej strony dotkliwa, z drugiej - po jej odbyciu można przejść nad tym do porządku dziennego, nie ma daleko idących konsekwencji ciągnących się latami... Z drugiej strony - w oczywisty sposób jest sprzeczna z aktualnym stanowiskiem psychologów. Z trzeciej strony - skoro zjawisko istniało "od zawsze", to najwyraźniej ten sposób jest zwyczajnie nieskuteczny.
#dzieci #dziecinstwo #lata90 #wspomnienia #rodzice #szkola #przemyslenia