Tag się rozrasta co mnie cieszy i motywuje. Miło mi, że chcecie śledzić moją historie. Wracam z odcinkiem pierwszym. Dzisiaj będzie o głównym celu misjonarek LDS czyli chrzcie.
Zapraszam do lektury
Pozwoliłem napisać więcej tagów być może odniesie się to do większego zainteresowania.

















Polecam do wpisu dawać linki do poprzednich wpisów, żeby łatwiej było czytelnikom przejść do innych wpisów.
No dzień dobry, Na wstępie dziękuję za zainteresowanie! Chciałbym by to wyglądało charakter jak te kryminały co kiedyś były drukowane w gazetach, więc pozwolę sobie rozpisać historie tak jak ja to widziałem, bo na początku nie miałem żadnej wiedzy na ten temat i w to brnąłem. By to miało jakiś fajny charakter i fajnie się to czytało posłużę się pomocą, bo jedyne co ostatnio pisałem to listy do urzędów. Jakbym miał wszystko przelać to nie było by zabawy a czytanie zajęło by wam godziny Cała przygoda trwała trzy miesiące dopiero podczas końca zacząłem bardziej węszyć i uznałem, że jest to sekta - nie myliłem się, ale do rzeczy, bo na początku uważałem zupełnie inaczej. Piszę z pierwszej osoby byście mogli się trochę wczuc w klimat. Zaczynamy prolog, zapraszam do lektury będę starał się pisać regularnie. Jak będziecie mieć pytania to chętnie odpowiem. 18 grudnia, Niemcy Wschodnie. Wracam tramwajem do służbowego mieszkania, słuchawki w uszach, myśli gdzieś daleko. Zbliżają się święta, a ja nie mam specjalnych planów. Nagle coś przykuwa moją uwagę – dwie młode dziewczyny z plakietkami. „SISTER” oraz ich nazwisko, a poniżej tajemniczy napis: Die Kirche Jesu Christi der Heiligen der Letzten Tage. Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich? Nigdy o tym nie słyszałem. Próbują dogadać się przez translator z jakimś Persem, gestykulują, uśmiechają się. Dziwny widok. Nie jestem religijny, ale coś mnie tknęło. Kim one są? Czego chcą? Po powrocie do mieszkania wpisuję swoje dane w formularz na ich stronie, tak z czystej ciekawości. Dwa dni później dostaję wiadomość na WhatsAppie. „Cześć Asullo Jesteśmy siostry misjonarki Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Czy masz chwilę na rozmowę?” Zgadzam się. Pierwsza wideorozmowa trwa ponad 30 minut. Bardzo miła atmosfera – dwóch uśmiechniętych aniołków ochoczo pyta mnie o życie, zainteresowania, wiarę. Kiedy mówię, że przechodzę przez trudny czas, patrzą mi prosto w oczy i zaczynają mówić o chrzcie. Pokazują obrazki, tłumaczą, że jestem „bardzo ważnym synem Boga”, że „On ma dla mnie plan”. Na koniec zapraszają mnie do kościoła na nabożeństwo 22 grudnia. Niestety, zaspałem. Nie przeszkadza im to – natychmiast umawiają kolejne spotkanie. Tym razem znowu wideorozmowa – ale teraz zaczyna się prawdziwa jazda. Pierwsze „gusła”. Nowe pojęcia. Księga Mormona. Specjalnie dla mnie przygotowane materiały o zadośćuczynieniu, zaznaczone wersy w języku polskim. Czytam je na głos, one śledzą w swoich językach. Zadają pytania, dopytują, analizują. Psychologiczna troska. „Jak się z tym czujesz? Jakie masz plany na przyszły tydzień?” Pamiętam też ten jeden językowy lapsus, który mnie wtedy rozbawił. Jedna z nich powiedziała: „Jesus wurde an einer Kreuzung aufgehängt.” (Jezus został powieszony na skrzyżowaniu.) Powinno być „Krzyż”, ale widać nawet Duch Święty czasem myli słowa. Nie czułem jeszcze zagrożenia. Wręcz przeciwnie – wydawało się to ciekawe, nowe, inne. Coś, czym mogłem zająć czas w tej świątecznej przerwie. Koniec prologu. Materiały ktore otrzymałem podczas drugiej rozmowy zamieszczam tu oraz w komentarzu #prawiemormon #mormonizm #lds
9 plusów
więcej