No i się zaczęło. Zaspałem jak cholera. Jednego budzika nie włączyłem, ten w zegarku... nie wiem czy działał, a najważniejszy budzik - kot wyjec - też zaspał, tak mu dobrze u dzieci było ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dobrze, że żonę coś tknęło i sprawdziła godzinę...
Wyleciałem czym prędzej o 5:30 - wiedziałem, że muszę przyspieszyć i skrócić trasę. Jedno i drugie wdrożyłem, a bonusem była możliwość zostawienia czołówki







Z wielkich prognoz mały deszcz.
Jojkot znowu zawiódł, zegarek - mam wrażenie, że też, szczęśliwie backup w postaci telefonu już zadziałał i wstałem o 4:50. Kot przylazł i poprosił o wychodne - i sobie uświadomiłem, że mimo fatalnych prognoz na zewnątrz nie pada. Przyspieszyłem ruchy, ubrałem się i wyszedłem przed dom.
Jednak padało, ale za to temperatura sympatyczna - prawie 10 stopni. Prewencyjnie założyłem buty z membraną, więc bez opóźnień
źródło: comment_zUSmXXO3GHpOLqrimcdiFxC5hJYKIIew.jpg
Pobierz