Jak zaczynałem swoją karierę w 2004 to dojazd do pracy zajmował mi 16 godzin w jedną stronę ale nie narzekałem. 16 godzin w jedną, 8 pracy i 16 powrót. Pracowałem wtedy za najniższą krajową więc musiałem brać pożyczki w banku bo nie starczało nawet na paliwo do auta, ale praca była. Dobrze wspominam ten czas, byłemu szefowi dalej dziękuje za możliwość pracy w tak wspaniałym miejscu, nabrałem doświadczenia i teraz mam zaledwie
Etat to wegetacja

Praca z dojazdem może zająć i pół doby, a wypłata często lewo co wystarcza na dosłowną wegetację. W pracy wszystko pilne, zaległe, trzeba robić po godzinach, w weekendy, urlopy są anulowane, a w nagrodę mamy niekończące się zmęczenie i niewyspanie. Czy to ostatnie lata "Polskiego kapitalizmu"?
z- 39
- #
- #
- #
- #
- #
- #






