W niedzielę idę na System of a Down na Narodowym i trochę się jaram. Pamiętam jak w czerwcu 2002 roku, podzas wycieczki do Zakopanego z babcią, postanowiłam kupić sobie kasetę SoaD. Tam był taki sklep muzyczny przy Krupówkach. Schodziło się po schodkach, ja byłam nieśmiałą czternastolatką i byłam się zejść do tych czeluści. Jeszcze na murku przed wejściem siedział jakiś zblazowany metal i omiatał gniewnym wzrokiem przechodniów. I ja tam zeszłam, typ
@Kamienie: Był w pytę sklep i to bardzo dobrze wyposażony, potwierdzam. Bylem tam z kumplami w czasie wycieczki klasowej jakoś pod koniec lat 90 i też zrobił na nas duże wrażenie ( ͡°͜ʖ͡°)
@Amatorro: A mieszkańcy Iraku nie gadają po sumeryjsku. Robię tak, by była jakaś różnorodność z językami (w końcu Jordania i Arabia Saudyjska już były i u nich nie było takiej swobody) ale był w tym jakiś sens kulturowo ¯_(ツ)_/¯
Kiedyś myślałam, że największym problemem dorosłości są rachunki. Teraz wiem, że największym problemem jest odpowiedź na pytanie „co dziś na obiad?” Siedem dni w tygodniu. Przez resztę życia.
Pod tym względem my, faceci, mamy w życiu łatwiej. Przynajmniej ja. Mogę jeść codziennie kurczaka z frytkami i dla mnie jest git. Najgorsza trauma z mieszkania z długoletnią partnerką to właśnie wieczne, codzienne pytanie: "No i co dzisiaj jemy na obiad?"
#muzyka