JAK ZOSTAŁAM NAUCZYCIELKĄ W LAOTAŃSKIEJ WIOSCE - cz. 1
22.03.2017 Siedzę nad Mekongiem w Luang Prabang. W oddali widzę mnichów przechodzących po bambusowym moście. Teoretycznie powinnam powoli kierować się w stronę granicy z Chinami. Teoretycznie. Wpada mi do głowy pomysł. Chcę zrobić coś fajnego, nie chcę z Laosu zapamiętać tylko pięknych widoków za szybą samochodu. Tańczyć nie umiem, śpiewać też nie, marna ze mnie kucharka. W pamięci mam twarze 'moich' studentów z wietnamskiego uniwersytetu
Na dzisiaj mam krótką historię o prawdziwej, bezinteresownej pomocy. Wietnam, Ho Chi Minh Road.
Dochodzi wieczór, przede mną jeszcze prawie 200 kilometrów jazdy w górach. Od kilku godzin nie mam już zasięgu a od rana minęły mnie zaledwie cztery skutery. Po ostatniej nocy w namiocie na dziko tę postanawiam spędzić w jednej z mijanych po drodze wiosek.
-Mam na imię Paulina, jestem z Polski. Mogłabym spędzić noc w namiocie na waszym podwórku?
Wymyślam nazwę i adres hotelu w którym się 'zatrzymam' i cierpliwie wypełniam wszystkie rubryki w formularzu wizowym. Swoje odczekuję i w końcu po ponad godzinie, uboższa o 25 dolarów, odbieram swój paszport z wklejoną miesięczną wizą. Zjeżdżam schodami ruchomymi na dół. Mój plecak czeka na mnie na podłodze na środku hali.
Kantory mają wypisane kursy ołówkiem na kartkach A4. Wymieniam trochę gotówki i rozglądam się
Da Nang. Na tej plaży kilka godzin później rozbiłam namiot po kilku godzinach oczekiwania aż odjadą pary okazujące sobie miłość w bardzo dosłowny sposób na skuterach. Rano obudziły mnie żony rybaków przynosząc mi bułeczki i pestki dyni na śniadanie
Okolice Da Krong, przy Ho Chi Minh Road w górach. Trzy dni jazdy bez cywilizacji, mijając same wioski po drodze. Przez dzikie zwierzęta to była chyba najstraszniejsza noc jaką przyszło mi spędzić w namiocie. Nad ranem podczas wyjeżdżania na główną drogę motocykl wybił mi w górę na dużym kamieniu i poszybował prosto na barierkę. Jedyny 'wypadek' podczas mojej miesięcznej trasy zakończył się jedynie uszkodzonym przednim kołem, co kilka minut później za, w
Dzisiaj będzie pozytywnie. O jednym z najbardziej niezwykłych stopów jakie złapałam. A konkurencja jest całkiem spora-kiedyś podjechałam pod szkołę karawanem.
Lotnisko w Kuala Lumpur.
Rozglądam się wokół i zaczynam mieć wątpliwości. Pierwszy raz jestem w kraju w którym dominującą religią jest islam i szczerze mówiąc nie wiem czego mam się spodziewać. Widok łypiących na mnie spode łba mężczyzn nie napawa mnie optymizmem. Wokół widzę same 'zakryte' kobiety. Jak lokalni zareagują na białą dziewczynę
A takie zdjęcie udało mi się zrobić telefonem w styczniu. Sukhothai, Tajlandia.
Razem z dwójką Niemców z którymi podróżowałam przez kilka dni trafiliśmy na modlitwę mnichów w kompleksie świątyń. Zbliżający się zachód słońca, palące się świece i głośne modlitwy sprawiły, że miałam ciarki na rękach.
Na drugi dzień spotkaliśmy w lokalnym autobusie mnicha, który mimo bariery językowej 'opowiadał' nam o swoim życiu a po krótkiej modlitwie na tylnym siedzeniu rozklekotanego autobusu kazał
tak wyglada jazda przez step w Kazachstanie. 5 tysięcy kilometrów autostopem z ośmioma kierowcami od granicy chińskiej pod rosyjską i nad Morze Kaspijskie.
Poznałam gwiazdę uzbeckiego MTV, po tysiącu kilometrów dorobiłam się udawanego męża i na koniec po bojach w konsulacie wylądowałam w Azerbejdżanie bez wizy.
A zanim wjechałam do Kazachstanu na granicy zostałam zatrzymana przez chiński SWAT. Cóż, na nudę narzekać nie mogę.
@SamiS: spisywałam wszystko na bieżąco dla rodziny/znajomych. Po powrocie być może powrzucam tu co ciekawsze historie. @Tuff: od granicy do Ałmat tragedia, dalej ogólnie minimalnie lepiej ale zdarzały się fragmenty gdzie tiry jechały poboczem bo było w lepszym stanie niż drogi. @JaTobieTyMi: dzięki! po ponad 3 miesiącach powoli wracam już do domu :)
Niektóre na zajęcia przychodzą z zeszytami w reklamówkach bo nie mają toreb czy plecaków. Książkę mam tylko ja, więc gimnastykuję się jak tylko mogę aby wyciągnęły z zajęć tyle ile się da mimo braku materiałów.
Na raz mogę pomieścić lekko ponad 30 osób w drewnianym budynku w którym też śpię i gotuję. Na pierwsze zajęcia przyszła ponad setka dzieci. Czekali na zewnątrz ponad 2h na swoją kolej.
A po zajęciach podszedł do mnie dziewięciolatek i zapytał czy zostanę w jego wiosce na zawsze, bo on chciałby nauczyć się angielskiego żeby znaleźć dobrą pracę i pomóc finansowo swoim rodzicom. To uczucie, kiedy musisz dziecku wytłumaczyć co to jest ważność wizy i dlaczego za jakiś czas musisz go opuścić... Brak mi słów.
@beaver: A tym dzieckiem był młody Albert Einstein.
@Kapitalis: śpię w namiocie/przez couchsurfing :) a jak zatrzymam się w jakimś hostelu to zawsze ogarniam wszystko już na miejscu. Poleciałam w teorii z biletem w dwie strony, praktycznie w jedną i nic poza tym :P nie byłabym w stanie rezerwować nic z wyprzedzeniem bo po prostu nie wiem gdzie będę danego dnia
Pracuję sobie w pewnym zakładzie jako Mechanical Assembler i z racji iż ostatnio montuję pewne komponenty z metalu, które idą na cały świat min. Dubaj, Hiszpania, Holandia a nawet ostatnio wyjechał transport na Syberię (to nie żart) i cholernie się nudzę podczas tej pracy, pomyślałem więc, że w środku skręconego komponentu co kilka dni zapiszę jakiś cytat/credo/mądrość życiową/powiedzenie/informacje/przesłanie etc.
Komponenty te zawierać będą wpisaną wiadomość w środku (nie widoczne z zewnątrz
Kiedyś chciałam mieć bloga kulinarnego, bo lubię stać przy garach i kombinować w kuchni. Założyłam więc wymarzonego bloga, któremu starannie dobrałam adres i tytuł. Przez kilka dni rozmyślałam o tym, co ciekawego napiszę na moim blogu. Miałam przygotowaną całą strategię rozreklamowania i wypozycjonowania tego dzieła życia. W wolnej chwili, jadąc autobusem albo stojąc przy kasie, selekcjonowałam w głowie swoje ulubione przepisy i wybierałam kolejność ich zaprezentowania. Miałam już w głowie sposób eksponowania
@CoTuSiePiszeToJaNawetNie: Walczysz z wiatrakami. Pamiętaj, że tysiące ludków stąd jarają się przygodami Daniela Madżikala albo Bonzo. To zresztą odbicie społeczeństwa, któremu wystarczy rzucić pińset złotych i wybiorze nawet nosacza sundajskiego albo szympansa bonobo na urząd Prezydenta RP. Polecam traktować wizyty na wykopie jak odcinek "Z kamerą wśród zwierząt" i plusować rzadkie perełki & użyszkodników na poziomie (których na szczęście też paru jest) i się nie stresować, bo tylko siwych włosów