Start w biegu Tenerife Bluetrail 110 km. Ależ to był łomot. Nietypowa trasa, z jednego końca wyspy na drugi, z poziomu morza prawie na szczyt wulkanu Teide na 3500 m i z powrotem na poziom morza. W zasadzie pierwsze 60 km pod górę, a potem reszta w dół.
W pierwszej połowie w sumie mało się działo, start w piątek o 23:00 z plaży i mozolne zdobywanie wysokości przeplatane krótkimi zbiegami. O świcie dotarłem do przepaku na 50 km, na wysokości ok 2000 m, u stóp Teide. Ogarnąłem się w miarę szybko i zacząłem podejście na Teide, 10 km i kolejne 1500 m w pionie. Trochę mnie to zniszczyło, wysokość dawała się we znaki, ostatni kilometr szedłem jakieś 30 min, mimo że kilka dni wcześniej wszedłem tam dla aklimatyzacji. Na górę dotarły moje zwłoki, spędziłem ponad 20 min na punkcie, dochodząc do siebie, na szczęście udało się zreanimować i zacząłem zbiegać. Początek bardzo stromy i trudny technicznie, potem trochę łatwiej, chociaż im niżej tym bardziej w upale. Zbiegało mi się nawet dobrze i powoli wyprzedzałem innych. Gdzieś na 80 km wbiegłem w chmury i z upału zrobiło się chłodno, a potem zaczęło padać, więc strome zbiegi zrobiły się śliskie. Na 93 km czekała nas kolejna atrakcja, ostatnie podejście, 600 m w pionie na dystansie niecałych 2 km. Stromo, a nogi już puste, zajęło mi to prawie godzinę. Stamtąd zbieg do poziomu morza, kolejne 1000 m w dół. Na dole znów upał, a zostało jeszcze ok 7 km już relatywnie płasko przez nadmorskie miasteczka, moim zdaniem zupełnie zbędny fragment trasy. W sumie wyrobiłem się poniżej 19 godzin, z czego jestem nawet zadowolony. Do końca wyprzedzałem, na pierwszym punkcie byłem na 100 miejscu, finalnie skończyło się na 57.
Ogólnie
źródło: 20240609_181030
Pobierz





































Zawiera treści 18+
Ta treść została oznaczona jako materiał kontrowersyjny lub dla dorosłych.