Przetestowałem Sauvage extrait.
Z ręki śmierdzi, wręcz cuchnie, jeżeli powącha się z bliska. W sumie Elixir też z bliska śmierdzi. W powietrzu już nie śmierdzi.
Sauvage ma jakieś takie swoje DNA saważowe, saważową esencję, to takie świdrujące nos niczym benzyna. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale extrait to ta saważowa esencja połączona z oudem.
Niestety czuć, że oud jest sztuczny.
Z ręki śmierdzi, wręcz cuchnie, jeżeli powącha się z bliska. W sumie Elixir też z bliska śmierdzi. W powietrzu już nie śmierdzi.
Sauvage ma jakieś takie swoje DNA saważowe, saważową esencję, to takie świdrujące nos niczym benzyna. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale extrait to ta saważowa esencja połączona z oudem.
Niestety czuć, że oud jest sztuczny.




















Typ: ty stąd? w sensie lokals?
Ja: nie
Odchodzę i słyszę jak sam do sobie mówi: "o co chodzi? nikt stąd."