Wpis z mikrobloga

Ktoś pochodzący z rodziny kołchoźników polskich, mieszkający w Polsce powiatowej, w życiu nie dostanie się na stacjo na AGH.


@Isouwa: ale niby dlaczego?
  • Odpowiedz
@Nowystaryziel: owszem to co piszesz ma sens, ale potomek kołchoźników z powiatowego a już nie daj Boże rolników to będzie miał problem by tam się dostać. Większość ludzi ma takich kierunkach pochodzi z conajmniej niższej klasy średniej z wielkich miast, od dziecka korepetycje dobre szkoły, a także sam mental rodziców i środowiska w jakim wzrastasz mocno ogarnicza twój potencjał
  • Odpowiedz
@Isouwa: @Nowystaryziel
Mam wrażenie że opisujecie rzeczywistość lat '90 i może wczesnych '00. Dzisiaj świat wygląda inaczej. Konkurencja jest mniejsza, uczelnie walczą o studenta, nawet na tych legendarnych "trudnych" kierunkach technicznych ciągnie się studenta za uszy do dyplomu. Ba - lobbują już teraz za maksymalizacja studentów zza granicy byle było za kogo brać dofinansowania.

Żeby odpaść trzeba chcieć. Przepychano już w moich czasach, a skończyłem studia już dawno. Nie
  • Odpowiedz
@reventon: Mi raczej chodziło o utrzymanie się. Wątpię, żeby na medycynie, prawie czyli kierunkach typu zakuwanie, czy ścisłych z wykładami, ćwiczeniami i laborkami czasami od 7 do 18 na uczelni plus kolokwia, projekty, sprawozdania i teściki na trudnym kierunku student bez wsparcia finansowego miał możliwość jeszcze pracy wieczorami i weekendowo, żeby się utrzymać a ceny rosną.
No i jak sam wspomniałeś no to kolejna patologia uczelni wyższych, które dostają kasę
  • Odpowiedz
@Nowystaryziel: dobrze ujęte. Tak jest niestety, trzeba podjąć trudna decycje - studiować byle-jak i pracować, lub iść na fulla w studia ale bez pracy.
Pierwsze rozwiązanie pozwala utrzymać godność podczas studiów, ale zmniejsza szanse na przyszła pracę. Drugie rozwiązanie to zycie jak szczur podczas studiów (oszczędzanie na maxa) za to możliwość uczestniczenia we wszystkich zajęciach
  • Odpowiedz