Wpis z mikrobloga

@BlackpillMonster: Ktoś pochodzący z rodziny kołchoźników polskich, mieszkający w Polsce powiatowej, w życiu nie dostanie się na stacjo na AGH. Zostają zaoczne + robota w kołchozie. A że są to ciężkie studia, raczej nie da rady, więc rzuci studia/wywalą go i będzie musiał j---ć w takim łagrze do końca życia. Uroki urodzenia się w biednej, niewykształconej rodzinie.
  • Odpowiedz
Ktoś pochodzący z rodziny kołchoźników polskich, mieszkający w Polsce powiatowej, w życiu nie dostanie się na stacjo na AGH.


@Isouwa: ale niby dlaczego?
  • Odpowiedz
@Isouwa: Dostanie się i może nawet jak dochody w rodzinie niskie to stypendium socjalne, a później naukowe. Sęk w tym, że studia to również socjalizacja, szukanie połówki, imprezy i finalnie znajomości. Później poważna próba czyli znalezienie pierwszej roboty przy ogromnej konkurencji, a na rozmowach rekrutacyjnych szczególnie prowadzonych przez postjulki umiejętności miękkie, wygląd i dynamina daje dużo w rekrutacji.
@some_ONE Główne ograniczenie to utrzymanie się na studiach trudnych gdzie nie
  • Odpowiedz
@Nowystaryziel: owszem to co piszesz ma sens, ale potomek kołchoźników z powiatowego a już nie daj Boże rolników to będzie miał problem by tam się dostać. Większość ludzi ma takich kierunkach pochodzi z conajmniej niższej klasy średniej z wielkich miast, od dziecka korepetycje dobre szkoły, a także sam mental rodziców i środowiska w jakim wzrastasz mocno ogarnicza twój potencjał
  • Odpowiedz
@Eugeniusz_Zua: ogranicza to fakt, również geny oraz intelekt rodziców, oraz wpajanie jakichś wartości czy zapędzanie do książki. Sęk w tym, że to też trochę nierealne gadki, bo chyba większość rodziców millenialsów którzy byli kołchoźnikami i nie znali zbytnio realiów świata i rynku pracy prędzej swoje pociechy zaganiali do książek i nauki z parciem na oceny i jedyna rada: "ucz się dziecko ucz, to będziesz mieć łatwiej w życiu, itp. itd.".
  • Odpowiedz
@Isouwa: @Nowystaryziel
Mam wrażenie że opisujecie rzeczywistość lat '90 i może wczesnych '00. Dzisiaj świat wygląda inaczej. Konkurencja jest mniejsza, uczelnie walczą o studenta, nawet na tych legendarnych "trudnych" kierunkach technicznych ciągnie się studenta za uszy do dyplomu. Ba - lobbują już teraz za maksymalizacja studentów zza granicy byle było za kogo brać dofinansowania.

Żeby odpaść trzeba chcieć. Przepychano już w moich czasach, a skończyłem studia już dawno. Nie
  • Odpowiedz
@reventon: Mi raczej chodziło o utrzymanie się. Wątpię, żeby na medycynie, prawie czyli kierunkach typu zakuwanie, czy ścisłych z wykładami, ćwiczeniami i laborkami czasami od 7 do 18 na uczelni plus kolokwia, projekty, sprawozdania i teściki na trudnym kierunku student bez wsparcia finansowego miał możliwość jeszcze pracy wieczorami i weekendowo, żeby się utrzymać a ceny rosną.
No i jak sam wspomniałeś no to kolejna patologia uczelni wyższych, które dostają kasę
  • Odpowiedz
@Nowystaryziel: dobrze ujęte. Tak jest niestety, trzeba podjąć trudna decycje - studiować byle-jak i pracować, lub iść na fulla w studia ale bez pracy.
Pierwsze rozwiązanie pozwala utrzymać godność podczas studiów, ale zmniejsza szanse na przyszła pracę. Drugie rozwiązanie to zycie jak szczur podczas studiów (oszczędzanie na maxa) za to możliwość uczestniczenia we wszystkich zajęciach
  • Odpowiedz