Każdy z nas wczuwał się w swoją rolę i choć nie mieliśmy wśród nas formalnego przywódcy, to nasza rozgrywka była na naprawdę wysokim poziomie. Za każdym razem po wspólnym dołączeniu referowałem znajomym dzisiejszą przygodę – były to wędrówki po drewno, zwiedzanie jaskiń, poszukiwanie pustyni czy ogólna rozbudowa, a każdy po prostu działał zgodnie z tym luźnym scenariuszem, zawsze dopowiadając coś interesującego od siebie. A to nagle zmienialiśmy kurs naszej wędrówki, bawiąc się w spływ kajakowy na rzece, innym razem udawaliśmy, że eskortowaliśmy naszego ciężko rannego kolegę do obozu, odpierając hordy potworów. Do dziś pamiętam nasze miejsce spawnu. Mieliśmy przed sobą spory kawałek względnie płaskiego terenu i to tu było centrum naszych codziennych aktywności, gdzie wznieśliśmy sporych rozmiarów zamek wykonany z drewna oraz bruku – naszą bezpieczną przystań. Zwykle grało tu od 2 do 7 osób, choć wszelkie scenariusze staraliśmy się odgrywać będąc w pełnym zespole. Kiedy po dłuższym czasie grania znudziła nam się już robinsonada, przenieśliśmy się więc kawałek dalej i zaczęliśmy bawić się w wojny gildii. Na ten pomysł wpadł mój znajomy, nazwijmy go Ł., kiedy to gdzieś w podziemiach udało mu się odnaleźć niezwykle rzadki przedmiot – złote jabłko, i to właśnie o nie miała rozgrywać się intensywna walka na śmierć i życie. Budowaliśmy osady i zamki, tworzyliśmy całe bitwy i oblężenia, budowaliśmy prymitywne machiny wojenne i rozwijaliśmy cały fantastyczny świat, inspirując się między innymi Tolkienem. Pamiętam, że kulminacją naszych przygód była wielka bitwa o serwer, kiedy to powiększyliśmy liczbę slotów do 30 osób i zaprosiliśmy masę losowych osób z naszej szkoły. Spora część naszych budowli i terenu ucierpiała na tych potyczkach, jednak zabawa była przednia. Wówczas wydawało mi się, że już niczego ciekawszego nie uda nam się wymyślić. Po zakończeniu Wielkiej Bitwy o CraftLands już tylko sporadycznie wchodziłem na serwer. Kończyliśmy szkołę, a nasze kontakty miały się niedługo niestety pourywać na dobre. Znajomy odpowiedzialny za infrastrukturę (Ł.) zadzwonił do mnie pewnego dna, że reszta przestała już w zasadzie interesować się serwerem, jednocześnie wspominając, że nie opłacili składki na przedłużenie hostingu, dlatego utrzymywanie serwera stało się dla niego zbyt obciążające finansowo. Wraz z początkiem września serwer miał wygasnąć na dobre. Przestałem na niego już wchodzić z początkiem sierpnia. Z ciekawości próbowałem dołączyć po raz ostatni 1 września – serwer w istocie już nie działał. Zastanawiałem się, czy Ł. posiadał jeszcze zapis naszego świata. Kontaktowałem się z nim nawet w tej sprawie – jednak jak twierdził, z jakichś nieznanych mu powodów zapis został usunięty. Podejrzewał, że mogło to stać się przypadkiem.
Part 3, kontynuacja tego: https://wykop.pl/wpis/83574843/kontynuacja-tego-https-wykop-pl-wpis-83565791-w-la Złożyliśmy się więc na najtańszy hosting i pod banderą CraftLands (nie wymyśliliśmy nic kreatywniejszego) otworzyliśmy pierwszy pełnoprawny serwer, na którym grali wyłącznie nasi znajomi. Niespecjalnie tworzyliśmy tam jakąkolwiek infrastrukturę czy bawiliśmy się w pluginy. Nikt z zewnątrz nie mógł dołączyć do serwera, dlatego
Każdy z nas wczuwał się w swoją rolę i choć nie mieliśmy wśród nas formalnego przywódcy, to nasza rozgrywka była na naprawdę wysokim poziomie. Za każdym razem po wspólnym dołączeniu referowałem znajomym dzisiejszą przygodę – były to wędrówki po drewno, zwiedzanie jaskiń, poszukiwanie pustyni czy ogólna rozbudowa, a każdy po prostu działał zgodnie z tym luźnym scenariuszem, zawsze dopowiadając coś interesującego od siebie. A to nagle zmienialiśmy kurs naszej wędrówki, bawiąc się w spływ kajakowy na rzece, innym razem udawaliśmy, że eskortowaliśmy naszego ciężko rannego kolegę do obozu, odpierając hordy potworów.
Do dziś pamiętam nasze miejsce spawnu. Mieliśmy przed sobą spory kawałek względnie płaskiego terenu i to tu było centrum naszych codziennych aktywności, gdzie wznieśliśmy sporych rozmiarów zamek wykonany z drewna oraz bruku – naszą bezpieczną przystań.
Zwykle grało tu od 2 do 7 osób, choć wszelkie scenariusze staraliśmy się odgrywać będąc w pełnym zespole. Kiedy po dłuższym czasie grania znudziła nam się już robinsonada, przenieśliśmy się więc kawałek dalej i zaczęliśmy bawić się w wojny gildii. Na ten pomysł wpadł mój znajomy, nazwijmy go Ł., kiedy to gdzieś w podziemiach udało mu się odnaleźć niezwykle rzadki przedmiot – złote jabłko, i to właśnie o nie miała rozgrywać się intensywna walka na śmierć i życie. Budowaliśmy osady i zamki, tworzyliśmy całe bitwy i oblężenia, budowaliśmy prymitywne machiny wojenne i rozwijaliśmy cały fantastyczny świat, inspirując się między innymi Tolkienem. Pamiętam, że kulminacją naszych przygód była wielka bitwa o serwer, kiedy to powiększyliśmy liczbę slotów do 30 osób i zaprosiliśmy masę losowych osób z naszej szkoły. Spora część naszych budowli i terenu ucierpiała na tych potyczkach, jednak zabawa była przednia. Wówczas wydawało mi się, że już niczego ciekawszego nie uda nam się wymyślić. Po zakończeniu Wielkiej Bitwy o CraftLands już tylko sporadycznie wchodziłem na serwer. Kończyliśmy szkołę, a nasze kontakty miały się niedługo niestety pourywać na dobre. Znajomy odpowiedzialny za infrastrukturę (Ł.) zadzwonił do mnie pewnego dna, że reszta przestała już w zasadzie interesować się serwerem, jednocześnie wspominając, że nie opłacili składki na przedłużenie hostingu, dlatego utrzymywanie serwera stało się dla niego zbyt obciążające finansowo. Wraz z początkiem września serwer miał wygasnąć na dobre. Przestałem na niego już wchodzić z początkiem sierpnia. Z ciekawości próbowałem dołączyć po raz ostatni 1 września – serwer w istocie już nie działał. Zastanawiałem się, czy Ł. posiadał jeszcze zapis naszego świata. Kontaktowałem się z nim nawet w tej sprawie – jednak jak twierdził, z jakichś nieznanych mu powodów zapis został usunięty. Podejrzewał, że mogło to stać się przypadkiem.
#minecraft #tworczoscwlasna
Złożyliśmy się więc na najtańszy hosting i pod banderą CraftLands (nie wymyśliliśmy nic kreatywniejszego) otworzyliśmy pierwszy pełnoprawny serwer, na którym grali wyłącznie nasi znajomi. Niespecjalnie tworzyliśmy tam jakąkolwiek infrastrukturę czy bawiliśmy się w pluginy. Nikt z zewnątrz nie mógł dołączyć do serwera, dlatego