Wpis z mikrobloga

Pierwszy sezon oglądałem kilka razy. Wciąż mnie zachwyca to, że nie ma w nim absolutnie nic zbędnego. Każdy dialog Rusta i Marty'ego, każde przesłuchanie świadka, każdy egzystencjalny monolog czemuś służą, mówią coś ciekawego o bohaterach. W efekcie pełno jest małych scen-perełek, które chce się oglądać po kilka razy, żeby wyłapywać ukryty sens.

Z kolei drugi sezon to już manieryczna powtarzalność i męczenie buły. Ray zalewa pałe, Frank kłóci się z żoną, Ani
  • Odpowiedz