#anonimowemirkowyznania
Dziś zdechł kot który mieszkał z moją matką.
Nie sądziłem, że to wydarzenie mnie tak ruszy, ale ruszyło.

Kot trafił do matki jakieś 6 lat temu, miał być na chwilę a został na zawsze.
Ja wprowadziłem się ponownie do matki jakieś 3 lata temu, wtedy tez miało być na chwilę, ale deweloper przyciął w tzw. wuja, dodatkowo wirus i tak zeszło aż do dzisiaj.
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Jest tu ktoś, kto pracuje w szpitalu na oddziale, gdzie ludzie są na skraju śmierci i wiedzą, że umrą? Ciekawi mnie jakie są wasze odczucia, czy was to nie rusza, czy przez to odczuliście jakieś załamanie? Opowiedzcie jakieś historie, które odcisnęły na was największe piętno. #medycyna #smierc
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@placebo_: ogólnie większość lekarzy się szybko udoparnia na śmierć, jest też różnica jak ci przywiozą jakiegoś żula bo spał na ulicy i w czasie reanimacji nie uratujesz go, a np jak prowadzisz pacjenta 20 lat, długo się znacie itp
  • Odpowiedz
@placebo_: Może nie oddział i nie szpital ale jeżdżę też do stwierdzenia zgonów - od naturalne i do wejścia z policją gdzie zwłoki już są całe czarne.
Odczucia? Traktuję to jako pracę, może kilka refleksji czy myśli się pojawi ale wracając do domu już tego nie mam w głowie.
Myślę, że sam widok zwłok czy agonii nie jest taki straszny. Gorsza jest rozmowa z rodziną gdzie jechaliśmy do bólu nowotworowego
  • Odpowiedz