W ostatnim tygodniu miałem chyba najlepszą sesyjną przygodę w historii.
Wtorek. Egzamin ustny z najtrudniejszego przedmiotu podczas 5-letniej nauki, z okropnie wymagającym profesorem (który de facto był moim promotorem i dzięki któremu broniłem się dopiero w listopadzie). Nie uczyłem się nic, ponieważ miałem w tym samym dniu zaliczenie z kolokwium. Egzamin w kolejności alfabetycznej. Przyszedłem na rano, ale moje nazwisko było na końcu listy. Zbliża się moja kolej - przerwa egzaminu, 2-godzinna
O kurde, co ja zrobiłam. Właśnie wracam z egzaminu, który sobie sama oceniłam na 4 xD. W rubryce "ocena" na górze strony wpisałam 4, bo jakaś dziewczyna, która pisała we wcześniejszej turze przed egzaminem przyszła i zapytała się, co jeśli zapomniała wpisać 4,5 z ćwiczeń. Okazało się, że w tamtej turze doktor powiedziała im, żeby wpisali oceny jeśli mieli 4,5 albo 5, gdzieś z boku kartki, ale u nas tego nie mówiła.
Piątek będzie przesranym dniem.. Nie idę dzisiaj spać. Do #pracbaza idę na 8, o 14 wychodzę na 2 godziny na kolosa, wracam około 16 i siedzę do 18. Będzie maraton. Oczywiście w weekend sesja - 2 egzaminy.
Poleciłby mi ktoś jakąś fajną książkę fantastyczną/postapo? Jestem w trakcie czytania Kronik Wardstone ale nigdzie nie ma 7 czesci w pdf i muszę coś innego poczytać.