Miałem 6 lat. Szał na pokemony w pełni. Nie było nic ważniejszego niż pokemony dosłownie. W laysach tazo kompletowali wszyscy. Dosłownie kupowało się te najmniejsze paczki specjalnie, żeby ich więcej mieć XD

I pewnego dnia mamuśka w sklepie osiedlowym załatwila mi taki plakat, który był planszą do grania pokemon tazo.
Powtarzam: PLANSZA DO GRANIA POKEMON TAZO!!!

Matko święta, no szczęśliwszy być nie mogłem, szpan na maxa proszę ja was żeby użyć dosadnego określenia z epoki.
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@xyz_xyz: u nas się stawiało określoną liczbę tazosów i przeciwnik wtedy dawał tyle samo, np. 5x5. Gra w marynarzyka kto zaczyna, i brało się cały stosik i nim rzucało o ziemię. Te które się odwróciły są twoje, wtedy jest tura przeciwnika i tak samo. Z tego co pamiętam 1 trener był warty 5 pokemonów

Co ciekawe kuzyn z innej części miasta i inny kuzyn w ogóle z drugiego końca Polski
  • Odpowiedz
@ailenrokc: Ja trafiłam na nią z kanału Karolina Anna (też bardzo polecam). Na początku przeraziła mnie długość filmów i chaotyczna narracja, ale jak już się wkręciłam, to w miesiąc obejrzałam większość materiałów. Dziewczyna ma dar opowiadania, nawet nie przeszkadzają mi jej ciągłe dygresje
  • Odpowiedz