Wracam w nocy do domu samochodem... co chwila jak nie hebel żeby ominąć zająca, to slalom gigant celem nietrafienia liska chytruska (ostatni pękł na pół odgryzając pół zderzaka toyoty auris - na szczęście służbowej, przypał że był to furant zastępczy). Kiedy już uśmiechnąłem się wychodząc z ostatniego zakrętu w lesie z asfaltu poderwała się sowa do lotu... ptaki ponoć mądre... mi się trafiła taka z depresją i bez recepty na prozac. Zamiast
@vesterr: poniekąd miałem przyjemność... na szczęście jako okupant kanapy za miejsce szofera... z przodu adrenalina na pewno przekracza dopuszczalne normy...