Zgodnie z kilkoma już zapowiedziami, będę chciał poświęcić parę słów trenerowi, zwłaszcza że wreszcie można go jakoś rzetelnie ocenić. Miał okres przygotowawczy, a potem trzy rozgrywki, w których do osiągnięcia miał określone cele. Nie udało się w europejskich pucharach, choć byliśmy w grze do samego końca. W Pucharze Polski udało się w miarę bezpiecznie przejść wszystkie trzy rundy. W lidze jest nieźle, ale może być lepiej.

Jesień
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Taktyka? Jest piłeczka, jest Kante, grają sobie chłopaki, o, Jarek, Jarek, Jarek. Za nami kolejne fartowne i wymęczone zwycięstwo oraz powrót na pierwsze miejsce w lidze. No i widać tendencję spadkową, z Wisłą Kraków 7 goli, z Górnikiem 5, z Koroną 4, teraz tylko 3. Następnym razem muszą się poprawić.

Bardziej serio, czy uzasadnione jest stwierdzenie, że gramy najlepiej od trzech lat i końcówki rundy jesiennej sezonu 2016/17? Wtedy jeszcze łączyliśmy Ekstraklasę z Ligą Mistrzów, a w składzie byli piłkarze, którzy umiejętnościami wyraźnie przerastali ligę. Teraz skład jest znacznie słabszy i może dlatego tym bardziej należy docenić zarówno wyniki, jak i styl.

Od momentu przełomowego, czyli meczu z Lechem włącznie, Legia wygrała 7 meczów w lidze i dwa w Pucharze Polski. Przegrała tylko z Pogonią Szczecin. Jak na dwa miesiące i 10 spotkań, są to rezultaty zdecydowanie powyżej przeciętnej, po prostu bardzo dobre, i to przewyższające oczekiwania. Teoretycznie od Legii wymaga się zwycięstw w każdym meczu, ale boisko często to weryfikowało. Ostatnio coraz bardziej staczaliśmy się w przeciętność i byliśmy jak każdy zespół w tej lidze – wyniki równie dobrze można było wylosować, nie było w tym logiki ani jakości. Teraz wreszcie jest normalnie, pokazujemy swoją wyższość, mimo że moim zdaniem nie mamy aż tak ogromnej przewagi w umiejętnościach nad resztą ligi, jak wskazywałyby na to wyniki. Mimo wszystko aż tak dobra seria jest pewnym zaskoczeniem.

Nie
  • 7
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Poza tym, cos czuje, ze Furman nie zagral ostatniego meczu na Lazienkowskiej w tym sezonie...


@miki4ever: oby jednak zagrał. Nie trawię gościa. Mam wrażenie że jego sympatia na Ł3 i chęci kibiców do jego powrotu wynikają tylko i wyłącznie z tego ze "hehe i tak Legia mistrzem" albo innego "bandderowcu" czemu oczywiście wszyscy przyklaskują. Wszyscy zapominają że to nie jest gracz na Legię i facet nigdy nie był wiodącą częścią
  • Odpowiedz
@miki4ever: Majeckiego nie, ale większości pozostałych podstawowych piłkarzy, myślę że już tak. Poza tym wtedy odeszło trzech podstawowych, a to już zupełnie inna sytuacja niż gdyby odszedł tylko jeden. Tak samo byłoby tutaj, jeden a trzech to byłaby ogromna różnica.

@Vitkacy: Te transfery będą musiały być, pytanie tylko czy teraz, czy latem. Jeśli liczymy na jakiekolwiek puchary, to lepiej zrobić to teraz, aby w pół roku zbudować drużynę
  • Odpowiedz
Wreszcie jest. Zwycięstwo Legii z dobrym zespołem, na jego terenie, wysoko i w dobrym stylu. Dziś nie interesuje mnie, że rywal był osłabiony w środku pola, że gdyby nie obrona karnego, bla bla bla. Ja jestem zadowolony, mimo że są jeszcze rzeczy do poprawy, a może właśnie dlatego.

Ten mecz był podobny do poprzednich, bardzo niemrawy początek, ogarnięcie się około 20. minuty (dzisiaj trochę szybciej), dotrwanie do przerwy z prowadzeniem, ale bez oszałamiającej gry, a także z całkowitą kontrolą w drugiej połowie. Od ostatniej przerwy na kadrę wszystkie drugie połowy Legii są znakomite, wyjąwszy ostatnie 20 minut w Szczecinie. Jednak nawet tam był fragment naszej dużej przewagi, z której wtedy nic nie wynikło.

Doceniam zwycięstwo ze Śląskiem również dlatego, że to bardzo nieprzyjemny zespół do grania, podobnie jak Pogoń są dobrze zorganizowani, ciężko im strzelić gola, a nawet gdy to się uda, to oni się nie poddają i grają dalej. To niesamowite, ale Śląsk tracił co najmniej jednego gola w każdym meczu u siebie w tym sezonie, i przed Legią żadnego z nich nie przegrał. Miał 0:1 z Piastem i Wisłą, 3:4 z Zagłębiem, z czego wyciągnął dwa zwycięstwa i remis. Przy naszym prowadzeniu nie mogliśmy być więc niczego pewni. Znów należy pochwalić koncentrację do samego końca, bo bez niej nie udałoby się podwyższyć wyniku, a być może wypuścilibyśmy go z rąk. To był poważny sprawdzian dla zespołu i został on zaliczony.

Oczywiście
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Vitkacy: Niestety zmierza w stronę zmarnowanego talentu, miałem nadzieję, że pójdzie drogą Dudy, ale na to się nie zanosi. Nie wiem co zrobił Sa Pinto, że dotarł do niego rok temu, teraz szanse na powtórkę tego scenariusza są chyba małe.
  • Odpowiedz
Tak to powinno wyglądać. Legia znów zrobiła swoje, wygrała bez większych problemów, obyło się bez kontuzji i kartek. Może należało dać odpocząć jeszcze kilku zawodnikom, ale i tak chyba bardziej należy docenić to, że znów w pucharze wystawiony został poważny skład i nastawienie od początku do końca też było na serio.

Na razie to i tak tylko wyrównanie wyniku z zeszłego sezonu, kiedy zresztą i tak mieliśmy trudniej, bo w tamtej ścieżce było dwóch I-ligowców i Piast z Ekstraklasy. Legii tej jesieni w Pucharze Polski dopisało losowanie, ale już nie takie drużyny potrafiły sprawiać niespodzianki. Tutaj, poza Widzewem w drugiej połowie, nie było potencjału na taką niespodziankę. Górnik Łęczna też jest w gazie, ma dobre wyniki w II lidze i będzie walczył o awans. Mimo to Legia nie pozwoliła mu niemalże na nic, mając rozstrzygnięty mecz już na początku drugiej połowy. Co ważne, mimo tego koncentracja była do końca i choć nie było już więcej goli, to przynajmniej nie było znowu takiej niepotrzebnej nerwówki jak w Łodzi.

Oczywiście nie wszystko wychodziło, to wcale nie był perfekcyjny mecz. Znów bardzo powolne wejście w spotkanie, potrzeba było około 20 minut, aby zaczęło się to zazębiać. Podkręcenie tempa, agresywniejszy pressing i lepsze wykonanie ostatnich podań sprawiało, że Legia była coraz bliżej gola. Niestety skuteczność znowu wołała o pomstę do nieba. Gol Gwilii tak naprawdę powinien pieczętować hat-tricka tego piłkarza, bo już wcześniej mając czyste pozycje nie trafiał nawet w bramkę. Podobnie Wszołek, jego podania w pole karne, głównie właśnie do Gwilii, były groźne, ale jakby tak długo nie zwlekał ze strzałami, miałby dziś ze dwa gole. Luquinhas nie trafił do pustej bramki, Kante kilka razy zablokowany, Martins nadal nie może się wstrzelić, groźny strzał miał nawet Stolarski. Kolejny raz, mimo pozytywnego wyniku, możemy narzekać na skuteczność, bo goli powinno być co najmniej dwa razy tyle. Przy tak wielu strzałach bardzo niewielka ich liczba jest celna, należy w ogóle zacząć od trafiania w bramkę, bo często nawet nie dajemy się wykazać bramkarzowi rywali. Zresztą tutaj te gole też przyszły z pewnym trudem, Gwilia na dwa razy, a drugi gol to wyciągnięcie absolutnego maksa ze słabego podania Gwilii przez Kante.

W
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Nie do końca wiem czemu brakowało Agry i Nagya,


@Kimbaloula:

Może zagraliby inni, ale przed meczem trwało nerwowe wertowanie przepisów i wymienianie pism z PZPN. W klubie nie byli do końca pewni czy Inaki Astiz, Dominik Nagy i Salvador Agra, którzy w poprzednich rundach PP grali (Astiz, Nagy) lub byli zgłoszeni do gry w pierwszym zespole (Agra), mogą teraz wystąpić w rezerwach. Nie wystąpił żaden z nich. Najbliżej był Agra,
  • Odpowiedz
@matixrr: Szkoda, że nie ogarnęli tego przed wtorkiem, bo tak to nie zagrali nigdzie i najbardziej stracili. Dobrze, że nie ryzykowali Ostrowskiej bis, ale jakby podjęli decyzję przed wyjazdem do Łęcznej, to przynajmniej pierwszy zespół miałby więcej opcji na ławce.
  • Odpowiedz
Legia znowu obiła słabszego rywala na swoim stadionie i postaram się na to nie narzekać. Przez lata miała z tym problemy, a nawet gdy prowadziła 2-3:0, to bardzo rzadko szła po kolejne bramki. W efekcie zwycięstwa co najmniej czterema bramkami zdarzały się nam dość rzadko. Teraz to już trzecie w ciągu miesiąca.

Korona była też tym zespołem, z którym w tym sezonie mieliśmy największe problemy spośród tych z dolnej ósemki, udało się wygrać dopiero w końcówce po męczarniach. W dodatku ostatnio zaczęło jej iść lepiej i było to widać w pierwszym kwadransie. Wejście w mecz było koszmarne, Legia nie radziła sobie z atakiem rywali, łatwo traciła piłkę, była nieskoncentrowana, brakowało zrozumienia, po prostu wszystkiego. Na szczęście nic groźnego z tego nie wyszło, bo Majecki musiał bronić raptem dwa razy, i to bardzo łatwe strzały. Potem było lepiej, ale wciąż bez konkretów, jedynym strzałem pozostawało zagranie Wszołka na aut (znowu to schodzenie na lewą nogę…) i nadal nie wyglądało to do końca tak jak powinno.

Dopiero podanie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Luquinhasa, które wpadło do siatki, pozwoliło odetchnąć. Gol był trochę z niczego, strzelony w spektakularny sposób przez zawodnika, który ma z tym problemy i co właściwie mu się to nie przytrafia. Rzut karny na 2:0 też nietypowy, ogólnie było to niecodzienne i trochę szczęśliwe, ale dokładnie odwrotnie było tydzień temu w Szczecinie, więc w jakiś sposób
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Do tej pory efektywny był Wszołek, teraz nic sobie nie dopisał, a poza tym nie do końca jestem w stanie rozszyfrować jego grę. Ciągle schodzi na lewą nogę, co może i opłaciło się przy sytuacji z karnym, ale to nieustanne zwalnianie gry w pobliżu pola karnego po prostu mnie dziwi.


@Kimbaloula: dlatego wciąż nie rozumiem zachwytu Wszołkiem. Wg mnie pod polem karnym rywala prawie każdy na razie gra w Legii
  • Odpowiedz
Witam ponownie w #kimbalegia. Ostatnio zawaliłem i nie było wpisu o trenerach w Ekstraklasie. Wtedy byłem blisko, aby zakończyć nie tylko pisanie tutaj… Jednak wracam i będę musiał cierpieć dalej. Sytuacji nie poprawia porażka Legii w Szczecinie, do której nie musiało dojść.

Od jakiegoś czasu Pogoń nie jest już dla nas wygodnym rywalem. Kolejny raz w terminarzu trafiamy na wyjazd do Szczecina w październiku lub listopadzie i znów wyjeżdżamy stamtąd z niczym. Vuković dołączył m.in. do Magiery, Berga i Sa Pinto, którzy też nie potrafili tam nawet zremisować w podobnym momencie sezonu. Jakby tego było mało, przegraliśmy z Pogonią także pierwszy mecz w tym sezonie, a dwie porażki z nimi w jednych rozgrywkach nie zdarzyły się od czasów prehistorycznych. Dodatkowo remis w grupie mistrzowskiej poprzedniego sezonu był jednym z meczów oddalających nas od zdobycia tytułu. Tak więc w tym roku nie pokonaliśmy Pogoni ani razu, co jest rozczarowaniem, nawet mimo postępu, jaki zrobili w ostatnich miesiącach.

Wróciły do nas pewne stare grzechy, których ostatnio udawało się unikać, ale one zawsze prędzej czy później znowu się pojawiają. Pierwsza połowa wyglądała koszmarnie. Nie byliśmy w stanie narzucić swoich warunków, Pogoń kasowała nasze akcje szybko, często faulując. W pewnym momencie to już było w najlepszym razie ustawienie się na kontratak i stałe fragmenty, na nic więcej nas nie było stać. Niestety ułożyło się tak, że dobrej sytuacji po rzucie rożnym nie wykorzystaliśmy (przede wszystkim Niezgoda po zamieszaniu), a już po chwili Pogoń prowadziła po nieporozumieniu Jędzy i Novikovasa oraz babolu Wieteski. Był w tym pech, ale kolejny raz przytrafia się to właśnie temu zawodnikowi, który ostatnio się tego wystrzegał, ale niestety – to znowu wróciło.
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@miki4ever: A będą te wzmocnienia? Bo raczej to będzie wyglądać na próbę sprzedania wszystkiego co się rusza i jako tako kopie piłkę. Ja najbardziej bym się cieszył, gdyby udało się pogonić darmozjadów niedających nic, ale zarabiających sporo i na tych oszczędnościach próbował coś zrobić, ale to chyba zbyt idealistyczna wizja.
  • Odpowiedz
@Kimbaloula: To jest już oddzielny temat na dyskusje:)

Licze jednak, ze będzie dobrze, ostatnie okienko było bardzo dobre, mam nadzieje, ze uda się wyciągnąć kogoś wyróżniającego się z ligi i kogoś kto już w niej był zweryfikowany i wraca z zachodu/wschodu.
  • Odpowiedz
Za nami zdecydowanie najlepszy okres Legii w tym roku. Nawiązał on do początków Vukovicia, kiedy też były cztery zwycięstwa z rzędu w lidze, z czego jednak dwa były nieco wymęczone. Teraz poza wynikami cieszy także przygniatająca przewaga, która przekłada się na gole w meczach domowych, za to na wyjazdach dała minimalne zwycięstwa.

To się nie dzieje po raz pierwszy. Już od kilku lat październik i listopad to najlepszy czas Legii. Wliczałbym tu od sezonu 2014/15 włącznie, kiedy Berg od październikowej do listopadowej przerwy na kadrę wygrał sześć meczów z rzędu (w tym dwa w LE), a przegrał tylko na koniec z Pogonią. Potem poprawę gry i wyników wiązano najczęściej z nowymi trenerami. Czerczesow przegrał z Lechem i Brugge, ale wygrał pozostałe trzy mecze ligowe i potem punktował też w listopadzie i w grudniu. Magiera zaczął ten okres od porażki z Pogonią, przegrał też z Realem, ale też wygrał trzy mecze ligowe plus remis z Realem u siebie. Jozak wygrał w tym czasie wszystkie mecze, choć był świeżo po kompromitacji w Poznaniu i mało kto traktował go poważnie. Sa Pinto nie miał serii zwycięstw, do tego – tradycyjnie – przegrał z Pogonią, ale remis w Białymstoku i wyeliminowanie Piasta w PP były na tamten moment cenne.

Teraz Vuković wygrał wszystkie mecze, przy czym odrobił straty z Lechem, zmiażdżył Wisłę, po ciekawym meczu wyeliminował Widzew, mimo przewagi z trudem ograł Arkę i teraz zlał Górnika. Po raz pierwszy od pięciu lat bezpośrednio przed tym okresem nie było zmiany trenera, a zespół znów odrodził się w tym samym momencie. Na ogół końcówka z listopadem i grudniem też była niezła, ale potem problem jak zwykle pojawiał się latem. Przełamanie tego jest największym wyzwaniem każdego trenera w Legii od czasów Berga.

Ciężko
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: Lepszy okres gry Legii nałożył się na okres gry z dolna ósemka. Tu bym się nie czepiał za bardzo, za chwile poprawimy ten wynik:)

Wszołek znowu pokazuje, ze przygotowanie fizyczne można ogarnąć samemu i czepianie się o to trenera to absurd. Wygrywamy wysoko, ale tez okienko transferowe mocno tu pomogło. Gramy Polakami i od razu widać, ze jest to lepszy pomysł niż ściąganie szrotu zagranicznego, nawet szrotu z umiejętnościami.
  • Odpowiedz
@haakenn: siedzi w Leicester z kontuzja. Wydaje mi się, ze w zimę idealna opcja na pół roku wypożyczenia z opcja przedłużenia, coś jak Cafu.

Staram się skojarzyć czy jakiegoś napastnika mamy jeszcze co mógłby wrócić, ale tu ciężko. Nie wiem jak tam Świerczok sobie radzi, Wilczek to pewnie nie do wyrwania.
  • Odpowiedz
Easy. Legia wygrywa z Arką, co daje jej minimum drugie, a być może nawet pierwsze miejsce po 14. kolejce. Wystarczyły trzy zwycięstwa z rzędu, aby z 9. miejsca wejść do TOP 2 ligi. Razem z Pucharem Polski jest to czwarte kolejne zwycięstwo.

W rzeczywistości wcale tak easy nie było, bo granie przeciwko autobusowi jest bardzo trudne, a dla polskich drużyn w szczególności. Szanuję to, że już od początku, przy grze 11 na 11, Legia osiągnęła bardzo dużą przewagę i starała się dyktować tempo. Wciąż nie mieliśmy aż tak dużo meczów w tym sezonie, w których przewaga byłaby tak wyraźna, ale to walenie głową w mur bardzo przypominało te wszystkie Atromitosy i tym podobne męczarnie. W takich meczach trzeba strzelić możliwie jak najszybciej, bo potem jest już tylko trudniej. Z jednej strony trzeba być cierpliwym, a z drugiej czas szybko ucieka i potem kończy się to tak jak ze wspomnianym Atromitosem u siebie. Znów zwycięstwo powinno być znacznie bardziej okazałe i nie pozostawiać wątpliwości, kto był lepszy. Pozostaje nam potwierdzenie w statystykach oraz obrazie gry, co i tak jest tylko ciekawostką, bo ostatecznie liczy się tylko tabela i kolejne trzy punkty.

Vuković znowu zmienił skład tylko tam, gdzie musiał, a więc w ciągu tygodnia kilku zawodników rozegrało 270 minut z okładem, pozostali niewiele mniej. Jak sobie przypomnimy sierpień, to bardzo podobnie było w okolicach właśnie Atromitosu i Rangersów, rotacja poza ŁKS-em była bardzo ograniczona. Również wtedy, poza wyjazdem do Szkocji, wyniki były zadowalające. To powinno świadczyć o tym, że stabilizacja w składzie nam służy. W każdym razie trener stawia na właściwych ludzi, którzy w większości robią, co do nich należy. Coraz lepiej wychodzą mu też zmiany, bo poza wejściem Gwilii w Łodzi i może Praszelika z Wisłą, w zasadzie każdy rezerwowy coś wnosił. Teraz, podobnie jak z Lechem, zmiana przyniosła zwycięskiego gola. Nie wiem, czy nagle Vuko stał się osobą, która wie co robi, widzę tylko, że coraz więcej jego decyzji jest trafnych. Pamiętamy, że pomagało mu szczęście – kontuzja Antolicia latem pozwoliła na powrót Cafu, który wtedy wymiatał. W październiku kontuzja Gwilii wymusiła przesunięcie Luquinhasa, co też wypaliło. Wobec problemów na lewej obronie okazało się, że bardzo dobrze tę lukę wypełnia Karbownik. Kontuzje i odejścia napastników sprawiły, że z zaświatów wrócił Kante i z 5. w hierarchii stał się podstawowym napastnikiem. Część tych decyzji wzięła się po prostu z przypadku. W dalszym ciągu jednak to trener jest odpowiedzialny za to, kto gra i jak ta drużyna się prezentuje. Gdy idzie, wypada pochwalić, że gra jest poukładana i coraz lepsza, a przy tym trener stąpa twardo po ziemi i nie odlatuje nawet po serii zwycięstw.

Oczywiście
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: Bronienie Novikovasa to pikus, ja bym bronil Rochy. Jak dla mnie gra calkiem poprawnie, raz na mecz cos odwali, ale poza tym jest pewny zarowno w ofensywie jak i defensywie.

Mecz, w ktorym bralbym remis w ciemno. Wiekszosc w ciagu tygodnia rozegrala 3 mecze, w dodatku wyjazd i jeszcze zespol z nowym trenerem, mocno zmotywowany, grajacy 1-10-0-0. Serio, nie rozumiem hejtu jaki sie wylal na druzyne wczoraj, tak samo
  • Odpowiedz
Zwycięski tryptyk z Lechem, Wisłą i Widzewem – same wyniki sprawiają, że jest się z czego cieszyć. W trudnych prestiżowych meczach Legia wykonała zadanie, a przy okazji było rzeczywiście co oglądać.

Mam ten problem, że nie podchodzę do meczów z Widzewem tak jak większość. Czy tylko ja jestem tak młody, że nie pamiętam rywalizacji z lat 90., którą wszyscy wspominają z takim sentymentem? Odkąd pamiętam, Widzew był po prostu słaby, zdecydowana większość tych meczów to były zwycięstwa Legii, do tego kilka remisów. Oczywiście zdaję sobie sprawę, jak ważne te starcia były i są. Nie mam jednak tych wspomnień sprzed ponad 20 lat, przez co nie odczuwam tej rywalizacji aż tak mocno. Zresztą przez ostatnie 6 lat w ogóle jej nie było na boisku, więc nawet nie miałem okazji o niej tutaj pisać. Mimo wszystko, poza zwycięstwem 5:1 (słynny debiut Mikity), ostatnie mecze były raczej wyrównane, z wynikami 1:0 czy 1:1 (jeden z nich dał nam dzień później mistrzostwo przed telewizorem w 2013 roku, po latach przerwy).

Teraz też rywalizacja była bardziej wyrównana niż wskazuje to historia spotkań w XXI wieku oraz różnica w poziomach rozgrywkowych, w których występują obie drużyny. Tego lata Widzew poważnie się wzmocnił, nazwiska wyglądają na I ligę, a niektóre nawet na dół Ekstraklasy. Jak na II ligę to jest gwiazdorski skład. Normalnie powinno być widać różnicę dwóch klas rozgrywkowych, ale mobilizacja słabszego zespołu, seria dobrych wyników, jaką miał w lidze, a także po prostu specyfika krajowego pucharu sprawiły, że nie do końca tak było. Choć to przede wszystkim z powodu nieskuteczności Legii nie było mowy o pogromie podobnym jak z Wisłą Kraków, tylko o wyrównanym meczu.

Z
  • 7
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: ja widzialem mecze z widzewem jak widzew jeszcze cos gral. na jednym meczu na starej legii bylem z ojcem i nawet s------------y bo kibice widzewa rzucali kamieniami. i to z 8 lat mialem

mam 28, jak ktos jest mlodszy to juz nie moze pamiętać
  • Odpowiedz
Łał, sam do końca nie wierzę w to, co zobaczyłem. Takiej przepaści, w dodatku popartej wynikiem, zupełnie się nie spodziewałem, a w Ekstraklasie takie rzeczy zwykle się nie zdarzają. Zaskoczyło mnie też, jak dawno padł ostatni wynik 7:0 dla Legii. 6:0 zdarzało się jeszcze niedawno z Bruk-Betem i Mariehamn, a teraz, choć nie jest to rekordowy wynik, zapisuje się w historii.

Jest to też rewanż za porażkę 0:4 w Krakowie, dzięki któremu pracę dostał Vuković. Wtedy można było mieć sporo zastrzeżeń do zaangażowania zawodników, zwłaszcza że trzy dni później w ładnym stylu pokonali 3:0 Jagiellonię. Teraz oczywiście nie da się uciec od tego, że Wisła była wyjątkowo słaba. Zdecydowanie tak było, a pokonanie jej nie znaczy jeszcze, że jesteśmy mistrzami świata. Ale graliśmy w tym sezonie choćby z Koroną, mającą jeszcze słabsze wyniki, a także z drużynami z Gibraltaru czy Finlandii, które w piłce europejskiej są totalnymi cieniasami. I we wszystkich tych meczach mieliśmy spore problemy, tylko jeden mecz zakończył się ponadprzeciętnym wynikiem (3:0 z Europą), ale wtedy i tak nikogo on nie olśnił. Gdyby dziś Legia zagrała tak jak wtedy, pewnie i tak by wygrała, coś by wymęczyła, ale na pewno nie wyglądałoby to tak efektownie. Dziś zbiegła się kulminacja dołka Wisły z wystrzałem formy Legii, która zagrała dobre i równe 90 minut.

Legia od kilku lat nie potrafiła wygrać z Wisłą u siebie. Ostatnim razem, kiedy było 3:3, też znakomicie zaczęliśmy, od gola Nagya w 2. minucie, i wydawało się, że też wygramy wysoko. Tymczasem w drugiej połowie szybko straciliśmy trzy gole i dopiero Carlitos w końcówce uratował nam punkt. Mecz był dobry i ciekawy do oglądania, ale ta łatwa strata prowadzenia bolała. Teraz nie było się do czego przyczepić, ponieważ Legia po strzeleniu pierwszego gola szła po następne, i co najważniejsze – nie przestawała. Od samego początku przewaga była bardzo duża, ale rzadko kiedy zespół Ekstraklasy jest w stanie utrzymać taki poziom gry przez cały mecz. Oczywiście w tym przypadku nie był on idealnie równy, ale też nie było wyraźnych przestojów. Najdłuższy czas między golami, nie uwzględniając przerwy w meczu, to niewiele ponad 20 minut. Legia przez cały czas miała sytuację pod kontrolą i bardzo szybko było widać, że nic złego nie może jej się tego dnia stać. Nie musiała się aż tak wysilać do samego końca, następny mecz już w środę, a mimo to cały czas grała na serio, co trzeba docenić.

Wisła
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

konto usunięte via Wykop Mobilny (Android)
  • 3
@Kimbaloula: podoba mi się kierunek w jakim zmierzamy. Co raz częściej i odważniej widzimy na boisku wychowanków, którzy naprawdę potrafią zrobić dobrą robotę w grze. W końcu mamy się czym pochwalić jeżeli chodzi o młodzież. Ten mecz w końcu wyglądał jak mecz starej Legii z ligowymi slabiakami i kandydatami do spadku. Mam w głowie mecze z Termalica, z Łęczna i różne tego typu gdzie drużyna przyjeżdżała po stratę jak najmniejszej
  • Odpowiedz
Mam w głowie mecze z Termalica gdzie drużyna przyjeżdżała po stratę jak najmniejszej liczby goli.


@twinzpl: ja wiem, że wygraliśmy z nimi 6-0 no i jeszcze było 3-0, ale ogólnie to słaby przykład xDDD

@Oskarek89: ja mam na razie wrażenie że on jakoś tak ciężko się rusza. Liczby na koniec meczu dobre, ale 1 asysta po podbiciu piłki przez obrońcę, ten jego gol to w sumie obrona powinna
  • Odpowiedz
Okej. Legia była blisko tego, aby całkowicie się pogrążyć, ale niemalże w ostatniej chwili była w stanie jeszcze się odbić. Trzecia porażka z rzędu rozpętałaby prawdopodobnie niezłe piekło, zwycięstwo powoduje natomiast, że popływamy jeszcze trochę na powierzchni (choć nadal jest to bardziej dryfowanie bez określonego kierunku).

Po godzinie gry wyglądało to właściwie identycznie jak z Piastem. Po nieudanych pierwszych minutach Legia powoli zyskiwała coraz większą przewagę. Oczywiście z tej przewagi jak zwykle nic nie wynikało. Brakowało pomysłu na grę ofensywną, a nawet gdy ktoś zabłysnął otwierającym podaniem, to brakowało zrozumienia albo skuteczności w polu karnym. Pod bramką Lecha przede wszystkim była NIEPORADNOŚĆ. Kante i Novikovas, widząc prostokąt, potykali się o własne nogi i nie byli w stanie nawet czysto kopnąć piłki. W defensywie Legia nie pozwoliła praktycznie na nic, oprócz jednej sytuacji dla Lecha po rzucie wolnym, raz też wyszedł z bramki Majecki i skrócił kąt, co zapobiegło kolejnej groźnej okazji.

Legia nie wykorzystała tej przewagi i skończyło się to tak, jak to już bywało – golem dla przeciwnika z właściwie jedynej sytuacji po przerwie. Dwa tygodnie temu po takim ciosie legioniści zwiesili głowy, dali się jeszcze dobić, szarpnęli może raz w samej końcówce i tyle, mecz się odbył, nic więcej się nie wydarzyło. Tym razem jednak nie odpuścili. Oczywiście bardzo pomogły w tym błędy Lecha. Piast takich pomyłek nie popełniał, był dużo lepiej zorganizowany. Trzeba zauważyć, co zrobił Lech przy naszych bramkach – strata Muhara, wybicie piłki Satki pod nogi Novikovasa, puste przeloty van der Harta i Gumnego. To z kolei bardziej przypomina mecz z Cracovią, gdzie przeciwnicy robili takie błędy, gdzie grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Biorąc na to poprawkę, i tak rozegranie kontrataku oraz ataku pozycyjnego (!) przez Legię w tych sytuacjach było co najmniej poprawne. Najgorzej zachował się Niezgoda, który łatwo minął obrońcę i stworzył sobie sytuację, ale potem zupełnie się pogubił i piłka trafiła do Novikovasa przypadkowo. I tak jednak zrobił sporo dobrego, a bramka ostatecznie padła, więc można go rozgrzeszyć.
  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: mi sie w sumie podobalo, Lech niby byl faworytem, a tak na prawde przez caly mecz nawet nie wypracowali sobie sami szansy na gola, to co sie udalo to byl czysty przypadek. Kante jest fajny pilkarz, tylko nie na ta pozycje, Niezgoda pokazal jak sie ustawiac, zeby jednym ruchem ciala ominac linie obrony. Rocha powinien dostawac kary finansowe od klubu za wchodzenie wslizgiem, nie wiem gdzie on ma glowe
  • Odpowiedz
Legia liderem, gratulacje.


Myśleliście, że napiszę o grupie spadkowej… To niestety też, na papierze wygląda to tak samo jak na boisku, czyli koszmarnie. Ale nadal nie przywiązuję aż tak dużej wagi do miejsca w tabeli. To wciąż są minimalne straty do czołowych miejsc. Wystarczyłoby, aby Legia z ostatnich dwóch spotkań jedno wygrała dwiema bramkami i jedno zremisowała, a byłaby liderem.

Przegrała jednak oba, a z ostatnich pięciu (od ostatniej przerwy na kadrę) zanotowała w lidze bilans 1-1-3. Już jedna porażka to problem, dwie (tym bardziej z rzędu) to kryzys, a trzy porażki i łącznie cztery razy stracone punkty to totalny dramat. Z obiecującego początku i kilku zwycięstw nic nie zostało. Legia powoli szła do przodu w lipcu i sierpniu, przez najgorszy okres nie przeszła idealnie, bo nie weszła do Ligi Europy, ale wiemy, że bywało gorzej. Od meczu z Wisłą Płock włącznie to już tylko jazda w dół. Zwycięstwa z Cracovią i z Puszczą na chwilę załagodziły sytuację, ale kolejne dwa przegrane mecze w bardzo podobnym stylu przelały chyba czarę goryczy.
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: no to jak Jędza nie gra z Lechem to sukcesem będzie nie przegrać ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Skoro na prawej stronie pojawia się Wszołek, to zastanawiam się czy prawa obrona będzie teraz dla Veso? No i czy może w obliczu tego Novikovas zostanie przesunięty na 10? Jeżeli chodzi o Kuchego to chyba właśnie Litwin miał byś jego następcą i wielu myślało że nie da się
  • Odpowiedz
@matixrr: Jak Vesović wyzdrowieje to pewnie zajmie miejsce na prawej obronie. Nie podoba mi się rozbicie duetu Jędza-Lewczuk, ale też Stolarski-Vesović. To dobrze działało, ale jak widać Vuković się z tego wycofuje, vide mecz z Cracovią.

Przy tylu skrzydłowych i takiej posusze w środku kogoś trzeba przesunąć, jak dla mnie powinien to być Novikovas, ale obawiam się, że Gwilia może grać do oporu.
  • Odpowiedz
Kolejna weryfikacja na minus. Zwycięstwo z Cracovią było na plus, ale niewiele ono daje, jeśli nie idzie za tym dalsze punktowanie. To był kolejny mecz na remis, którego Legia tym razem nie wygrała.

Na samym początku zawsze najważniejszy jest wynik i od tego trzeba wychodzić. Cały czas wygląda to tak, że pojedyncze zwycięstwa pomagają jeszcze zachować twarz, ale każda strata punktów powoduje już problem. Brak regularnego zwyciężania trzyma nas na równym poziomie z większością ligi. Tabela robi się wręcz patologicznie równa, to się może tak ułożyć, że po tej kolejce 9. (obecnie 8.) Lech może tracić 4 punkty do pierwszego miejsca. Legia ma obecnie 4. miejsce, może mieć po tej kolejce 7., ale to nie jest do końca ważne. Ważne jest to, że Legia nie jest w stanie oderwać się od tego peletonu i nie może się określać faworytem do tytułu, tylko jednym z wielu pretendentów.

Zagraliśmy już 10 meczów w lidze w tym sezonie, to już jest spory materiał do analizy. Nie wszystkie były złe. Nie można jednak powiedzieć o wielu, że były dobre. Naprawdę przekonujące zwycięstwo było tylko jedno – 3:1 z Rakowem. W pozostałych były lepsze i słabsze fragmenty, czasami wystarczało to do zwycięstwa, czasami nie. Te wszystkie mecze były bardzo wyrównane i to martwi, że nie jesteśmy w stanie pokazać swojej przewagi. Do tej pory wyniki miały mocny związek z tym, czy gramy z mocniejszym, czy słabszym przeciwnikiem. Poza zeszłym tygodniem (porażka z Wisłą Płock i zwycięstwo z Cracovią) dawaliśmy radę ze słabszymi, ale traciliśmy z lepszymi. Dziś znowu nie wygraliśmy z zespołem z czołówki. A najgorsze, że ten mecz wyglądał podobnie jak wiele poprzednich, a nie do końca o taką powtarzalność nam chodzi. Cały czas są te same braki i są wątpliwości, czy w tej rundzie uda się je wyeliminować lub ograniczyć.

Legia
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: ja jestem po tym meczu zadowolony. Tzn. wynik do d--y, ale nawet niezle się to oglądało, zabrakło mi po prostu jakiegoś indywidualnego popisu by punkty się zgadzały, np. Majeckiego w bramce. Kontuzja Vesovica sporo tu popsuła, Nagy cały czas gra jakiś swój mecz, chyba już bym wolał Novikovasa od początku. Kante tez mnie coraz bardziej przekonuje, prawda jest taka, ze gdyby grał Lewczuk zamiast Wieteski od początku to pewnie
  • Odpowiedz
@Kimbaloula:
1. Kolejny zespół przełamuje się z Legią o czym wspomina @miki4ever.
2. Wg mnie Kante wnosi więcej niż Niezgoda. Strzał z dystansu bardzo fajny, miał chyba jeszcze uderzenie z boku, coś pewnie jeszcze.
3. Mam nadzieję że głównym powodem gry Wieteski nie było pojawienie się Michniewicza... Na takich rywali obowiązkowo powinien wychodzić duet Jędza - Lewczuk, który sprawdził się w eliminacjach LE.
4. Niech Wszołek jak najszybciej
  • Odpowiedz
Dziś jestem zadowolony. Legia zrobiła co do niej należało, i to w sposób dość pewny i spokojny.

W takich meczach można tylko przegrać. Nawet jak ciśniesz do końca i wygrywasz szóstką, jak teraz Górnik Zabrze, to jest jakiś szacunek, ale o tym szybko się zapomina. Jeżeli wygrasz i awansujesz bez fajerwerków to po prostu będzie cisza, tak jakby nic się nie wydarzyło. Dopiero po porażce z zespołem z niższej ligi robi się piekło i niestety takie coś już zostaje w papierach. Udało się tego uniknąć, jak również strat z powodu kontuzji czy kartek.

Przewaga Legii w tym meczu była bardzo duża i znów można być zadowolonym z tego, że nie dopuściła rywala do właściwie żadnej groźnej sytuacji. Jeden błąd Martinsa w 1. minucie – naprawiony przez Wieteskę, w drugiej połowie próby z dystansu, daleko od bramki. Cierzniak grał dziś po raz pierwszy w tym sezonie, ale taki występ zupełnie nic mu nie dał poza poprawieniem sobie statystyk i ewentualnie pracą nad koncentracją przez 90 minut.

Może
  • 12
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@halfzware_na_ware: Ale nie wykorzystał kluczowej sytuacji w rewanżu. Właśnie ta edycja pucharów pokazała, jakie mamy braki - mimo 5 zawodników w ataku, żaden się nie nie nadawał. Zabrakło kogoś, kto by strzelił chociaż tego jednego gola. Nie wiem czy Carlitos by to zrobił, od Atromitosu nie dostawał w ogóle szans, więc po takim okresie spędzonym na ławce z marszu pewnie nic by nie zdziałał. Vukovicia obroniłby tylko wynik, nie awansował
  • Odpowiedz
Logika Ekstraklasy. Cracovia wygrała trzy ostatnie mecze, po remisie Pogoni miała szansę na 1. miejsce. Legia nie wygrała dwóch ostatnich meczów, a dwa jej ostatnie wyjazdy na stadion przy Kałuży to dwa bezbramkowe remisy. Pierwsi ewidentnie idą w górę, drudzy mają problemy i przyjeżdżają do przeciwnika, który już nie jest dla nich wygodny. Wynik to oczywiście 2:1 dla Legii.

To byłoby za proste, gdyby Cracovia wygrała, zajęła to pierwsze miejsce i przedłużyła serię zwycięstw. Pałeczkę pierwszeństwa przejęła Lechia, która od tej pory samodzielnie ma najdłuższą taką serię (też trzy). Poza nią Wisła Płock wygrała dwa ostatnie mecze… i to na tyle. Z czołówki, poza naszym meczem, wszyscy zremisowali (Śląsk już po raz czwarty z rzędu!). W tej sytuacji nawet ta Wisła Płock, będąca już na 8. miejscu, nie ma dużej straty do lidera. Najciaśniej jest na miejscach 1-6, które dzielą tylko dwa punkty.

Bardzo dobrze, że tak się stało. Przy tak wyrównanych rozgrywkach każde zwycięstwo jest na wagę złota. Aktualnie, oprócz Pogoni i Cracovii, mamy ich najwięcej, i również tylko te trzy zespoły wygrały więcej niż połowę meczów. Ważne, że wreszcie udało się pokonać zespół z górnej ósemki. Czekaliśmy na to prawie pięć miesięcy od zwycięstwa w Gdańsku. Teraz tak się to ułożyło, że graliśmy z 4., 8. i 5., a zagramy z 6. i 7. zespołem w tabeli (według aktualnej kolejności). Weryfikacja będzie odbywać się co tydzień plus jeszcze jest robota do wykonania w pucharze.

Jagiellonia
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula:
1. Jak dla mnie Wieteska miał słabe podania, a jedno z nich skończyło się kontuzją Cafu.
2. Możliwe że zespół przemieszcza się pociągiem, więc podróż nie jest jakaś długa.
  • Odpowiedz
@Kimbaloula:
1. Wydaje mi sie, ze mecz z WP ma drugie dno. Niezgoda byl chory z Jagiellonia, moze przeszlo to na reszte druzyny? Zauwazylem, ze nawet Vuko mocno odpuscil tamta porazke, bylo to mocno nienaturalne. Wychodzi, ze to byl jednak wypadek przy pracy.
2. 1 polowa super, tak samo jak ostatnie 10 minut meczu, kiedy praktycznie nie dalismy Cracovii pilki. Nagy gral samolubnie i mial zerowy przeglad pola, ale mimo
  • Odpowiedz
Dawno się tak nie wkurzyłem. Najgorszy w porażce z Wisłą Płock nie jest tylko wynik, a kompromitująca gra. Tego typu mecze zawsze określam jako cofanie się w rozwoju – jest seria kilku nawet nie dobrych, ale przyzwoitych meczów, które nie zdążą jeszcze rozbudzić żadnej nadziei. A wkrótce i tak jest rozczarowanie, które zdarza się zdecydowanie za często. Słabszy dzień kilka razy w sezonie – to może się zdarzyć. Ale my ten „słabszy dzień” mamy znacznie częściej, co sugeruje, że to nie jest tylko „słabszy dzień”, tylko coś bliżej normy.

Najważniejsze, że ten wynik nie broni zespołu ani trenera. Pisałem o tym po Jagiellonii, że remis niewiele nam da, jeżeli nie wygramy w Płocku. Jak by nie spojrzeć, Legia za te dwa mecze straciła pięć punktów. Wcześniej w trzech meczach zdobyła dziewięć, co pokazuje, jak trudno się je zbiera, a jak łatwo traci. Już nie mówię o serii zwycięstw, bo do tej pory te trzy wygrane z rzędu (nasze, ale też Jagiellonii i Piasta) to najlepszy wynik w sezonie. Teraz ma go Cracovia, z którą gramy w niedzielę. Poza nią tylko Lechia ma dwa zwycięstwa z rzędu, nikt inny nie ma nawet tyle. Śląsk, będący przed nami w tabeli, ma trzy remisy z rzędu. Tabela znowu jest bardzo spłaszczona, a my musimy przyczynić się do jeszcze większego jej spłaszczenia, jeżeli nie chcemy stracić punktów z Cracovią, która też jest wyżej od nas.

Tamte trzy zwycięstwa pod koniec wakacji pozwoliły poprawić bilans, jednak teraz te dwa mecze znowu ważą na tym, że to nie wygląda dobrze. Na osiem meczów w tym sezonie wygraliśmy tylko połowę. W eliminacjach Ligi Europy nie wygraliśmy nawet połowy spotkań. To jednak bardzo męczące, gdy sumarycznie zwycięstwo przychodzi rzadziej niż w co drugim meczu. Wyniki i tabela zawsze są najważniejsze, dlatego w tej chwili nie jest istotne, że z Pogonią i Śląskiem zagraliśmy niezłe drugie połowy, z Atromitosem mieliśmy dużą przewagę u siebie, a z Rangersami graliśmy do końca o awans. Na papierze są one zrównane z innymi meczami, których nie wygraliśmy, czyli takimi jak ten. Gra jednak bardziej nawiązywała do popisów na Gibraltarze czy w Finlandii, czyli tego, co chcieliśmy już mieć za sobą, ale to wróciło.

Na
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: Ja jestem w szoku po tym meczu. Do Majeckiego pretensji nie mam, babol byl, ale to sie w koncu musialo zdarzyc, dobrze, ze w meczu z Wisla, gdzie strzelilismy 4 bra.... wroc....

Tak jak ustawienie na Jage mialo racje bytu, tak kompletnie nie rozumiem wychodzenie bez skrzydlowych na tak kiepski zespol. Tak samo nie rozumiem jakim cudem Martins zagral tyle minut, jak dla mnie byl do zmiany jeszcze w
  • Odpowiedz
@miki4ever: Do zmiany w środku był każdy poza Cafu. Po pierwszej połowie zszedł... właśnie on. Mnie bardziej zawiódł Gwilia niż Martins, nawet po przesunięciu do środka nic nie pokazywał, do tego miał dużo stałych fragmentów, ale wykonywał je bardzo źle.

Legia nawet z lewym skrzydłowym zostawiała cały korytarz dla Rochy, który nie pokazał walorów w grze ofensywnej, w której jest trochę lepszy. Jak już miał dobrą sytuację, to wolał się
  • Odpowiedz
Witam po pierwszej w tym sezonie przerwie reprezentacyjnej. Po raz 6. w tym sezonie w meczu Legii nie padają żadne bramki. To już prawie połowa wszystkich rozegranych meczów. Ciężko być zadowolonym ze straty punktów, ale mogło też być gorzej.

Staram się nie usprawiedliwiać wszystkiego czerwoną kartką. Gra 55 minut w osłabieniu to mimo wszystko jest problem, gdzieś zawsze może tego jednego zawodnika zabraknąć. Mecz zaczął się dla nas nieźle, ale potem już ułożył się niekorzystnie. Z tym że nawet w takich warunkach można było pokusić się o zwycięstwo. To, że Legia potrafi w takim meczu nie stracić gola i dociągnąć 0:0 do końca, już od jakiegoś czasu wiemy. Brakuje jednak co nieco w ofensywie, aby z takich meczów wyciskać jeszcze więcej.

Mecze z Jagiellonią w Białymstoku już od dłuższego czasu tak wyglądają. Odkąd zwyciężyliśmy tam przekonująco 4:1 za trenera Magiery, nie jesteśmy w stanie tam wygrać, cztery razy zremisowaliśmy i dwa razy przegraliśmy po 0:1. Te mecze są bardzo wyrównane, zamknięte, ciężko jest jednemu lub drugiemu zespołowi zyskać wyraźną przewagę. Każdy z tamtych remisów można było zaakceptować – Magiera i Klafurić w rundach mistrzowskich dzięki tym wynikom mocno przybliżali się do zdobycia mistrzostwa. Rok temu za Sa Pinto uratowaliśmy remis w końcówce po golu Kulenovicia. Teraz jest nieco wcześniejszy etap sezonu, ale ten wynik sprawia, że wciąż utrzymujemy się w szerokiej czołówce. Trzeba teraz wygrać mecz zaległy z Wisłą Płock, aby rzeczywiście była z tego jakaś korzyść.

Trochę
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Dwa lata temu u Jozaka grał regularnie w pierwszym składzie, często po 90 minut, ale teraz po takiej przerwie może mu być o to trudniej.


@Kimbaloula: "Psychicznie jestem gotowy, by regularnie grać. Fizycznie zdarzają się momenty po meczach czy cięższych treningach, że czuję się gorzej, ale razem z trenerem i lekarzem jesteśmy w stanie tak się przygotowywać, by być do dyspozycji sztabu szkoleniowego - powiedział w czwartek Niezgoda."

No zobaczymy
  • Odpowiedz
Trzeci raz odpadamy z pucharów przed fazą grupową i trzeci raz mecz ligowy bezpośrednio po odpadnięciu jest wygrany. Jak co roku więc jest nieznaczne pocieszenie, które nie rekompensuje porażki w Europie, ale pozwala utrzymywać się w czołówce ligi.

Zakończył się pierwszy etap rundy jesiennej i przyszedł czas, aby go podsumować. Bilans 7-5-2 i bramki 16:7 na papierze wygląda nieźle, a oprócz wyników jest też stały postęp w grze. Do pełni szczęścia zabrakło
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Jesteśmy dziadami, zasłużenie, proszę pana, i tak dalej. W ostatnim, decydującym meczu, zaserwowaliśmy to samo, co pozostałe polskie kluby wcześniej – odpadnięcie po wyrównanej rywalizacji. Kolejne czyste konta i przechodzenie kolejnych rywali nic nie dało, efekt jest taki sam jak rok i dwa lata temu. Znowu nie zagramy w fazie grupowej i tylko to się liczy.

Nie jest to wstyd, taki jak w poprzednich latach. Ale mam się cieszyć, że nie było kompromitacji? Aż ciężko mi stwierdzić, czy takie odpadnięcie nie boli jeszcze bardziej niż te wcześniejsze blamaże. Rangers to niezła drużyna, ale zdecydowanie do przejścia. Dziś byli dużo lepsi i ich awans jest całkowicie zasłużony. Patrzę na cały dwumecz i na pewno dało się jednak zrobić więcej. Nie wiem, czy wygrana 1:0 w Warszawie by wystarczyła – Szkoci pewnie tak samo atakowaliby w rewanżu i może tak samo strzeliliby w doliczonym czasie. Po takiej sytuacji nie wiem, czy Legia wytrzymałaby dogrywkę. Więcej można było zrobić i u siebie, i na Ibrox, byliśmy jednak jak zwykle zupełnie bezzębni w ofensywie.

Dopóki styl gry przyjęty przez Vukovicia dawał kolejne awanse i zachowane były szanse na fazę grupową, można było go rozgrzeszyć. W Szkocji Legia też broniła w miarę dobrze. Szkoci mieli rzecz jasna więcej sytuacji, ale nie aż tak dużo klarownych. Najważniejsze było, aby nie dać się stłamsić i zepchnąć do obrony. Po początkowych minutach byłem przerażony, potem nieco się to wszystko uspokoiło, ale im bliżej końcówki, tym było gorzej. Niestety przegraliśmy całkowicie środek pola i nie byliśmy nawet w stanie za bardzo utrzymać się przy piłce. W drugiej połowie Niezgoda był zupełnie osamotniony, nie było nikogo, kto by go wsparł i próbował zebrać odbitą piłkę. Wszystko zgarniali Szkoci i to jeszcze bardziej ich napędzało. Było też ogromne zagrożenie z bocznych sektorów – wjeżdżali tam jak w masło i męczyli te wrzutki, dopóki jedna z nich nie przyniosła im sukcesu.

Chciałem
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Zabraknie nas w fazie grupowej po raz czwarty z rzędu


@Kimbaloula: trzeci, no chyba ze liczysz sezon w LM jako brak grupy w LE:)

Rangers byli lepsi, inny budzet inne realia. W normalnych warunkach bysmy z nimi nie grali w 4 rundzie, bo by byli rozstawieni, ale przez to, ze zbankrutowali to teraz buduja na nowo ranking. Szkoda, ale dla mnie to jest diametralnie inna sytuacja niz rok i dwa
  • Odpowiedz
Mam nadzieje, ze Vukovic zostanie, przynajmniej do konca rundy, mam juz dosc wywalania trenera na jesieni i znowu zatrudnianie jakiegos wynalazku.


@miki4ever: ja tak samo. Niech w spokoju pracuje.
  • Odpowiedz
No i fajnie. Było jasne, że priorytetem jest rewanż z Rangersami, a meczu z ŁKS-em nie będzie dało się potraktować stuprocentowo serio. Dla mnie, gdyby Vuković chciał, mógłby wymienić nawet i całą jedenastkę, w tej konkretnej sytuacji tak duża liczba zmian byłaby zupełnie zrozumiała. Zmian i tak było sporo, a Legia wyszła z tego lepiej, niż można było się spodziewać.

Granie co trzy dni tym samym składem sprawiło, że kilku piłkarzy od dawna nie dostało szansy na pokazanie się. Niektórzy nie występowali nawet w rezerwach, tylko krążyli między ławką a trybunami. Zwłaszcza w przypadku zawodników ofensywnych wskazane byłoby wpuszczanie ich z ławki, prosiło się o wpuszczanie takiego Niezgody czy Agry. Niestety ani ich, ani wielu innych zawodników, nie opuszczały problemy z kontuzjami. Przy dobrym przygotowaniu, jakie obecnie ma miejsce, jest to cały czas jakiś problem. Niby zawodnicy są już gotowi, aby grać w intensywnym tempie, ale zbyt wielu i zbyt często wypada z powodu kontuzji. Mam nadzieję, że oszczędzenie dziś kilku piłkarzy (m.in. Jędrzejczyka – do tej pory komplet minut na boisku) pozwoli na ograniczenie tego problemu.

W końcu Legia straciła gole i trzeba będzie kontynuować serię z czystym kontem, ale już tylko w europejskich pucharach. Oczywiście ciężko porównywać grę wobec ostatnich meczów – grał zupełnie inny skład. Teraz na pewno było trochę gorzej, bo ŁKS miał swoje sytuacje, ale niewiele rzeczywiście klarownych. Nam strzelił po rzucie rożnym i karnym, a tak to głównie z dystansu i rzadko celnie. Właściwie w tym ustawieniu nie mogliśmy spodziewać się za wiele – emeryt Astiz, który już nie nadąża, Wieteska bez rytmu meczowego, Karbownik, który nie jest lewym obrońcą, oraz Stolarski, który jako jedyny z pola nie został oszczędzony przed czwartkiem. Do tego można było mieć wątpliwości, czy cały zespół będzie dobrze bronił. O Praszeliku czy Agrze niewiele wiadomo pod tym względem, bo do tej pory prawie nie grali. Niezgoda na pewno nie pokazywał takiego zaangażowania w odbiorze jak Kulenović, a Nagy do tej pory w ogóle nie wyglądał, aby się specjalnie starał.

Mimo
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@miki4ever: W samej lidze punktowo po 5 meczach tak samo było w zeszłym sezonie. Różnicę stanowią puchary, w których tak dobrze nie było* od trzech lat. Ale połączenie tych dwóch rzeczy nie wiem kiedy raz ostatnio miało miejsce, pewnie w ostatnim sezonie zaczętym przez Berga.

* - cały czas ocena zależy głównie od rewanżu ze Szkotami
  • Odpowiedz