Po niecałym miesiącu Legia wraca do gry. Po raz pierwszy od dawna pierwszy mecz sezonu jest na odpowiednim poziomie, mimo że w poprzednich rywalizowaliśmy z drużynami na podobnym poziomie do Bełchatowa.

Mając w pamięci przegrane Superpuchary, ogromne ciężary w Gibraltarze czy Irlandii, ten mecz wyglądał znakomicie. Dostaliśmy kolejne potwierdzenie, że Legia dobrze sobie radzi ze słabszymi rywalami i że gra do końca, przez co nie poprzestaje na strzeleniu 2-3 goli.

O ile wysokie zwycięstwa przy Łazienkowskiej nie są już aż taką rzadkością, to jednak rzadko się zdarza strzelać sześć goli na wyjeździe, niezależnie od poziomu przeciwnika. Tylko przez straconego gola ten mecz nie znajdzie się w ścisłej czołówce najwyższych wyjazdowych zwycięstw w historii klubu, ale pięciobramkowych zwycięstw poza swoim stadionem też nie było aż tak dużo. Warto docenić to, co robi obecna drużyna, bo przełamuje kolejne bariery i potrafi nawiązywać do bardzo wysokich wyników z dawnych lat.

Właściwie
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: Jest maly problem z odpuszczaniem ligi: mamy tylko 30 meczow w sezonie. Jak dla mnie majac w miare szeroka kadre i mozliwosc zrobienia 5 zmian powinnismy dac rade nie stracic zbyt duzo na starcie.

Sam mecz do zapomnienia, chociaz wkurzaja mnie glosy, ze to tylko GKS itd. Juz nie raz przy tego typu sytuacjach mielismy mecz-horror, a nawet udalo sie odpasc z Pucharu, wiec nie deprecjonujmy tego.
  • Odpowiedz
@miki4ever: Ale eliminacje też są krótsze, więc nie ma potrzeby odpuszczania 8 meczów, a maksymalnie 5. Myślę zresztą, że tych dwóch pierwszych nie ma za bardzo jak odpuścić, bo brakuje zawodników do rotacji, a przeciwnicy w eliminacjach jeszcze nie są aż tak wymagający. Dopiero wrzesień powinien być okresem, kiedy warto będzie to zrobić.
  • Odpowiedz
Sezon kończymy tak samo, jak go zaczęliśmy niemal równo rok temu – porażką 1:2 u siebie z Pogonią. Dziś znów wyszliśmy głębokimi rezerwami – z dzisiejszego składu tylko Wieteska grał w tym sezonie regularnie, ale rzadko był pierwszym wyborem, w dodatku teraz wystąpił nie na swojej pozycji. Dzisiejszy wynik jest więc zrozumiały, co nie znaczy, że należy się z niego cieszyć.

Ostatecznie remis z Lechią w środę sprawił, że wynik z zeszłego sezonu – zarówno całego, jak i rundy mistrzowskiej – został poprawiony o jeden punkt. Ten dorobek już więcej nie drgnął, co znaczy, że mamy za sobą dość słaby punktowo sezon. 69 punktów to najniższy wynik mistrza Polski w systemie z 37 kolejkami, a 9 punktów w grupie mistrzowskiej również nie jest powodem do dumy.

Ligę wygraliśmy przede wszystkim w okresie od października do marca. Złożyło się na to 15 kolejek, 34 punkty i aż 41 strzelonych goli. Gdyby udało się to przełożyć na cały sezon zasadniczy, byłoby to 68 punktów, a więc raptem o jeden mniej, niż zdobyliśmy w 37 kolejkach. Niewątpliwie pomogły nam też trzy zwycięstwa po wznowieniu rozgrywek w maju. Pod względem punktowania czas między 12 a 29 kolejką był dla nas znakomity. Te punkty dały nam komfort tracenia ich w końcówce.

Mimo
  • 15
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Teoretycznie jest szansa, ze bedziemy rozstawieni w 1, 2 i 4 rundzie el. Ligi Mistrzow.


@miki4ever: w 4 to chyba tylko wtedy jak wylosujemy kogoś silnego w 3 nie?

Nie pamiętam czy kiedykolwiek byłem mniej optymistycznie nastawiony do
  • Odpowiedz
Remisem w meczu z Lechią Legia poprawiła swój dorobek punktowy względem poprzedniego sezonu. Po latach ten mecz zapisze się tylko w historycznych statystykach oraz będzie wspominany jako debiut kilku zawodników.

Legia rzadko ma okazję grać mecze zupełnie o nic. Trzeba to docenić, że mieliśmy już aż taki komfort, bo w tym sezonie mieliśmy coś takiego po raz pierwszy. W eliminacjach pucharowych pierwsze mecze nie dawały komfortowej przewagi, a w Pucharze Polski nie było rewanżów. Zresztą sezon wcześniej było podobnie, więc meczu o nic nie mieliśmy praktycznie od ponad 2,5 roku i spotkania z Bytovią w rewanżowym ćwierćfinale PP.

Po zapewnieniu sobie mistrzostwa wyszło na jaw, że problem z kontuzjami był jeszcze poważniejszy, niż powszechnie sądzono. Nawet o dziwo trafiłem wcześniej, że to m.in. Pekhart grał z kontuzją, coś właśnie mi nie pasowało w jego zachowaniu, zwłaszcza że po kontaktowej grze z przeciwnikami często długo mu zabierało dochodzenie do siebie. Jeszcze inni grali ostatnio niemal bez przerwy i Vuković zdecydował się odpuścić kolejnym kilku zawodnikom.

I
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Mamy to! Znów mam przywilej pisać o Legii jako o mistrzu Polski. To już czwarty raz w ostatnich sześciu sezonach (czyli odkąd jestem na mirko). I wreszcie nie muszę tego pisać na zakończenie sezonu, tylko na dwie kolejki przed końcem. Mogło być wcześniej, ale i tak doceniam przewagę punktową, którą udało się w tym sezonie wypracować.

Jak zwykle w takich sytuacjach jest dużo rzeczy do napisania i podsumowania. Postaram się przede wszystkim, aby sam mecz z Cracovią nie uciekł. Po tym, co zrobili z nami we wtorek, można było mieć uzasadnione obawy. Dziś zaczęło się dość spokojnie, widać było nerwowość, za wszelką cenę nikt nie chciał popełnić błędu. Kontuzja Martinsa mogła być kolejnym ciosem, który mógłby podłamać zespół. Na szczęście po zdobytej bramce więzy puściły. Legia złapała wtedy luz i swobodę, którą pokazywała w najlepszych meczach. W pierwszej połowie Cracovia nie była w stanie nic zrobić, co najwyżej sami mogliśmy sobie strzelić, ale ona nie była tego nawet bliska. Z kolei wynik czy do przerwy, czy końcowy, był zdecydowanie za niski. Kolejny raz w dobrych sytuacjach zawodnicy próbowali wejść z piłką do bramki, brakowało decyzji o strzale albo samego wykończenia. Wynik taki sam jak ze Śląskiem, kontrola wydawałoby się podobna, ale bramek powinno tu być co najmniej tyle co z Arką.

W drugiej połowie nieco oddaliśmy pole Cracovii, ale poza jednym strzałem z dystansu i jednym stałym fragmentem nadal nie było zagrożenia. Nerwowość mógł powodować przede wszystkim niski wynik i nieskuteczność, bo nic innego nie wskazywało, że może się tu stać coś złego.

Skąd
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Ja wiem, że mamy drugi tydzień lipca, ale halo, to nie jest wicemistrz Gibraltaru! Pobudka!

Osiągnęliśmy perfekcję w szykowaniu szczytu formy, jak zawsze przychodzi on na start eliminacji europejskich pucharów. Ktoś chyba nie wziął jednak pod uwagę, że w tym sezonie odbędą się one nieco później, a teraz jeszcze były dwa trofea do zdobycia. Były, bo pozostanie nam tylko jedno. Jak mogło się to aż tak posypać…

To już jest pożar. Z każdym meczem jest coraz gorzej, a właściwie powinno być odwrotnie. Inne zespoły po przerwie związanej z pandemią zaczynały słabo, ale kolejnymi meczami dochodziły do lepszej dyspozycji. My z kolei z marszu zaczęliśmy dobrze, ten prawdziwy szczyt przyszedł na drugi tydzień czerwca, kiedy zagraliśmy bardzo dobrą drugą połowę z Wisłą, znakomity mecz z Arką i również dobry, mimo że przegrany z Górnikiem. Już ze Śląskiem były słabsze fragmenty, ale jeszcze udało się wyjść z tego z twarzą. Natomiast potem to już tylko coraz szybszy zjazd.

Od
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: ty nie chcesz to ja napisze. Ktos powinien sie zastanowic nad sposobem sedziowania w polskiej lidze. Jak my chcemy miec kreatywnych zawodnikow, jak nie sa oni w zaden sposob chornieni przez sedziow? Sorry, ale Cracovia wygra puchar i znowu dostanie w czapke w europejskich pucharach, bo w Europie sedziowie nie puszczaja takich rzeczy. Bylyby szybkie zolte kartki, pozniej czerwona i po zawodach. Nie rozumiem, dlaczego w PL jest inaczej,
  • Odpowiedz
  • 1
@miki4ever jest przyzwolenie bo nasza liga obok technicznej nie stała, jakbyś chciał gwizdać wszystko to nikt by nic nie grał. U nas sędziom dużo bliżej do UK niż do Hiszpanii.
  • Odpowiedz
Liga będzie ciekawsza. Kwestia mistrzostwa mogła być rozstrzygnięta już tydzień temu, a tu trzeba to odkładać o kolejny i kolejny. Przewaga, którą wyrobiliśmy sobie wcześniej, daje komfort, ale też nie po to ją wypracowywaliśmy, żeby musieć się bujać z niezaklepanym mistrzostwem do końca rozgrywek.

Nie ma co ukrywać, nie wygląda to dobrze. Trzy mecze bez zwycięstwa to już dość poważna sprawa, zwłaszcza że Legii w lidze w tym sezonie zdarza się to po raz pierwszy (łącznie z ligą i pucharami były trzy remisy 0:0 z rzędu w sierpniu). Ostatnia tak sytuacja w lidze to… runda finałowa poprzedniego sezonu, kiedy w ostatnich 4 meczach sezonu zebraliśmy marne 2 punkty. Teraz nie jest dużo lepiej – 5 punktów w 4 pierwszych meczach to żałosny wynik. Gdyby zliczyć poprzednią i obecną rundę finałową, to Legia zdobyła w 11 meczach 13 punktów, przy zaledwie trzech zwycięstwach. W poprzednich latach zwykle to właśnie dodatkowa część sezonu była tą, gdzie wyglądaliśmy lepiej, byliśmy w stanie wygrywać w decydujących meczach. Zespół personalnie mocno się zmienił w porównaniu do tego sprzed roku, ale problem pozostał.

Jeżeli przypomnimy sobie analogiczne mecze z rundy zasadniczej, to zdobyliśmy w nich dokładnie tyle samo punktów – 5, z tą różnicą, że wygraliśmy wtedy z Lechem, zremisowaliśmy ze Śląskiem, a z Piastem przegraliśmy. Gdyby przyłożyć to do pozostałych meczów w tym sezonie, to z Cracovią u siebie i Lechią na wyjeździe wygraliśmy. Zresztą teraz trudne mecze na papierze się skończyły. Zagraliśmy z zespołami, które nam nie leżą lub prezentowały ostatnio jako taką formę. Teoretycznie teraz powinno być z górki, ale ciężko też zaakceptować fakt, że gdy przychodzi nam grać z mocniejszymi zespołami, to znowu wyniki i gra przestają się zgadzać.

Tym
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Legia traci punkty w dwóch meczach z rzędu po raz pierwszy od przełomu września i października, wtedy ten drugi mecz też był z Piastem. Różnica jest taka, że wtedy były dwie porażki (wcześniej z Lechią), a teraz dwa remisy. To i tak rozczarowanie, ale pamiętając poprzedni rok – mogło być gorzej.

W ten sposób Piasta i tak mamy praktycznie z głowy, zresztą nie rozumiem ich podejścia w tym meczu. Remis im nic nie dawał, nie dość że przez to praktycznie przesądzili o stracie mistrzostwa, to jeszcze ograniczają sobie szanse na drugie miejsce. Owszem, grali w 10, ale my w poprzednim meczu z nimi też graliśmy w osłabieniu, a jednak i wtedy, i teraz, dążyliśmy do zwycięstwa, co było widać na boisku. Piast wyszedł głównie przeszkadzać, dostał prezent w postaci rzutu karnego i to jest niemal wszystko, co zrobił w tym meczu w ofensywie. To bronienie się całym zespołem też nie wychodziło im najlepiej, bo to głównie Legia może mieć do siebie pretensje, że nie strzeliła wyrównującego gola wcześniej. Pekhart ma trzy świetne okazje, musi wykorzystać co najmniej jedną i wtedy czasu na kolejne trafienie jest wystarczająco dużo.

Główny wniosek po dzisiejszym meczu – Legia jedzie na oparach. W trzecim meczu w ciągu sześciu dni nie była w stanie wykrzesać z siebie tego, co pokazywała wcześniej. Musiała odrabiać straty i zawodnicy ciągnęli piłkę do przodu, ale nie byli w stanie zrobić tego szybciej. Tempo meczu było ślamazarne, Piast też puchł i nie oglądało się tego dobrze. Nie kupuję tłumaczeń o pogodzie, ale problem od strony fizycznej był widoczny. Wcześniej w takich sytuacjach (choćby właśnie z Piastem w marcu) była w stanie cisnąć przeciwnika do samego końca, teraz tego zabrakło. To już nie są obawy przed kontuzjami, tylko prostu brak sił.

Na
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Legia jedzie na oparach


@Kimbaloula: częściowo się nie zgadzam, głównym problemem Legii jest głównie to że zupełnie jak w FMie, przeciwnicy dostosowali się do jej taktyki, a Legia dalej próbuje wygrywać tym samym sposobem. Skrzydła Legii przy wyrównanej walce gniotą każdego, ale w sytuacji gdy planem przeciwnika jest zagęszczanie skrzydeł, przestaje to działać. Mimo wszystko, Wszołek to nie Messi. Nie patrzyłem w statystyki, ale na oko nie ma problemu z
  • Odpowiedz
@tyrytyty: Dlatego tak bardzo brakuje Vesovicia, on potrafił rozerwać szyki przeciwnika, Wszołek sam sobie z tym nie radzi. Jak ważne są te przerzuty, pokazał mecz ze Śląskiem, wczoraj próbował tego Antolić, ale Jędza kompletnie nie ogarniał z przodu, a Karbownik na lewej też nie do końca, dopiero po przesunięciu. Brakuje też lewonożnego stopera, który byłby w stanie posłać taką diagonalną ( ͡° ͜ʖ ͡°) piłkę.

Problemy
  • Odpowiedz
Kolejny mecz, w którym największym zmartwieniem jest kontuzja, a nie wynik. W tym tempie będziemy niedługo na mecze wychodzić w ośmiu.

Sam mecz niestety do zapomnienia, tak jak to w Białymstoku już wielokrotnie bywało. Kolejny remis, kolejne 0:0, za kilka lat będzie to się tak strasznie zlewać, że już nie będę w stanie tych meczów rozróżnić. Gdy Magiera i Klafurić wywieźli stamtąd w podobnym stylu po jednym punkcie, kończyło się to mistrzostwem, gdy Vuko rok temu przegrał, mistrzostwa nie było. Teraz ten remis wiele nie zmienia, ale przynajmniej sytuacja nie jest gorsza, tylko odrobinę lepsza. Najgorsze co stało się w kontekście tabeli, to brak możliwości przypieczętowania mistrzostwa w sobotę, oprócz koniecznego zwycięstwa z Piastem potrzebne jest jeszcze potknięcie Lecha ze Śląskiem w niedzielę.

Białystok to nie jest szczęśliwe miejsce dla napastników. Gdy było tam to wspomniane 0:0 Klafuricia, kompletnie rozsypał się Jarek Niezgoda, który zagrał tam pierwszą połowę, zszedł z kontuzją, co zapoczątkowało serię jego kolejnych problemów. Przerwa od gry wyniosła ponad 7 miesięcy, ale tak naprawdę ponad rok, bo od Pinto i Vukovicia dostał do rozegrania tylko kilka epizodów w zeszłym sezonie. Teraz, po trzech poważnych kontuzjach, z czego dwóch napastników (a w międzyczasie znów wypadł Novikovas), kolejny koszmar. Wprawdzie z Pekhartem ma nie być aż tak źle, ale to jest jakieś kuriozum – w trakcie rozgrzewki oberwał w nogę od swojego zawodnika. W tym kontekście wszystko, co dotyczy naszych napastników, już dawno przekroczyło limit pecha.

Prawdopodobnie
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Dzień po przesileniu letnim wracamy do stanu +10. To znów otwiera możliwość rozstrzygnięcia mistrzostwa na przestrzeni następnego tygodnia. Jednak w obu następnych meczach trzeba by zagrać nieco lepiej niż dzisiaj, aby w ogóle było to możliwe.

Śląsk jest bardzo przeciętnym zespołem, ale w tym sezonie są solidni i dobrze zorganizowani. Wielu się zastanawia, co oni robią w tej ósemce, ale jak patrzę na tych, którzy są za nimi, to nawet to miejsce w czwórce jest zasłużone. Ciężko się ich ogląda, ale przynajmniej nie mają aż takich wahań formy, a gdy ostatnio w terminarzu przypadły im łatwiejsze mecze, to w niezłym stylu je wygrali.

I o ile rozumiałbym chwalenie ich za sezon zasadniczy, to w tym meczu nie istnieli. Owszem, pierwszy kwadrans był dość wyrównany i chaotyczny, z czasem mieli piłkę coraz dłużej, ale kompletnie nic z tego nie wynikało. Chciałem nawet napisać, że byli wyjątkowo bezzębni jak na ostatnich gości przy Ł3, ale wyróżnia ich tu tylko zero celnych strzałów. Bo w praktyce również te zespoły, które strzelały nam tutaj gole, czyli Arka, a nawet Piast, poza sytuacjami bramkowymi nie były w stanie zupełnie nic stworzyć. To samo dotyczy Jagiellonii (bez gola) i Cracovii, które grały tu wcześniej w tym roku.

W
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Mam nadzieję, że limit pecha na następne tygodnie został wykorzystany. Legia nie zagrała inaczej czy gorzej niż w poprzednich meczach, ale tym razem zostaje z niczym.

Legia przegrała mecz w 30. kolejce po raz pierwszy, odkąd nie jest ona ostatnią w sezonie (czyli w historii formatu z ESA37 i podziałem na grupy). Wszystkie dotychczasowe takie mecze wygraliśmy oprócz jednego, który zakończył się remisem 0:0 z Pogonią. Zresztą to właśnie z Pogonią mierzyliśmy się w takich meczach najczęściej, bo aż cztery razy, ponadto po jednym meczu z Zagłębiem Lubin i Cracovią. Wcześniej, gdy cały sezon liczył 30 kolejek, po raz ostatni przegraliśmy w ostatniej serii gier w 2007 roku z Zagłębiem Lubin. Mimo że 30. kolejka to już nie to samo co kiedyś, to jednak przez 12 kolejnych sezonów udawało się uniknąć porażki, a w zdecydowanej większości były to zwycięstwa.

Dziś nie udało też przebić się bariery 60 punktów po 30 kolejkach, czego jako ostatnia dokonała drużyna Henninga Berga w 2014 roku. Wystarczał do tego jeden punkt z Górnikiem, ale nie zdobyliśmy nawet tyle. Popatrzyłem na wyniki ostatnich 15 kolejek i spodziewałem się, że będę tam widział dużą różnicę w porównaniu z pierwszymi 15. Otóż nic z tych rzeczy. W pierwszych 15 kolejkach zdobyliśmy 29 punktów, a w rewanżach 31. W obu tych połowach sezonu zasadniczego zaliczyliśmy po 4 porażki. Jak przypomnimy sobie te ostatnie, to z Piastem i Zagłębiem przegraliśmy mimo prowadzenia 1:0, a mecz w Szczecinie był trochę podobny do dzisiejszego. Tylko że wtedy Pogoń jednak coś tam zagrała, choćby wyprowadzenie piłki przed jednym z goli samo się nie zrobiło. Górnik oczywiście dobrze się bronił, zagęszczał przedpole bramki, przesuwał formacje, ale z przodu zaczął coś stwarzać dopiero, gdy odkryliśmy się i pojawiały się kolejne błędy z naszej strony.

  • 8
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: Ok, znalazlem cos, ze od 1 sierpnia maja okienko otworzyc. No to niezle jaja beda po 30 czerwca.

Szkoda, bo Miszta mialby okazje na swietne przetarcie przed kolejnym sezonem, a tak to pewnie Cierniak pobroni przez jakis czas.
  • Odpowiedz
No coś tam kopiemy… Niniejszym Legia obiła wszystkie zespoły ze strefy spadkowej (miejsca 14-16) po dwa razy, każdemu strzelając po sześć goli w dwumeczu. Jeszcze lepszy bilans ma z 13. Wisłą Kraków (10:1), a najniżej notowanym zespołem, z którym straciła punkty, jest 12. Wisła Płock.

Jakby ułożyć najlepsze mecze tego sezonu, to aż trudno wybrać top 3. Chyba trzeba by nawiązać to popularnego formatu na YouTube i pokusić się o hehe TOP 10 XD Chyba tylko domowy mecz z Wisłą Kraków był lepszy od dzisiejszego, mimo niskich wyników bardzo cenię też zwycięstwa po 2:1 z Wisłą Płock i Cracovią. Do tego 4:0 przeciwko Jagiellonii, Koronie oraz 5:1 z Górnikiem, a z wyjazdowych Śląsk i Lechia – to już rzeczywiście jest blisko dziesięciu spotkań. W poprzednich sezonach ciężko byłoby uzbierać nawet kilka tak dobrych występów, czy to pod względem gry, czy wysokich wyników. Wtedy były to raczej wyjątki i pojedyncze wyskoki, a teraz tak dobre mecze stają się może nie standardem, ale widzimy je stosunkowo często.

Co jest uderzające w takich meczach, to ogromna różnica w niemal każdym elemencie gry na korzyść Legii. Każdy może powiedzieć: to tylko Arka (ŁKS, Wisła, ktokolwiek), ale wielokrotnie na boisku starcia z takimi rywalami były bardzo wyrównane lub nawet z gry wyglądaliśmy słabiej. Jak spojrzymy na przebieg tych meczów, na tabelę, bilans bramek, to wreszcie zapanowała normalność. Przewaga, którą Legia ma na wielu polach, wreszcie jest widoczna w większości meczów. Tych dobrych meczów było już za dużo, aby to był przypadek. Solidne punktowanie pozwala na wyrobienie sobie już naprawdę niezłej sytuacji w tabeli (chyba najlepszej od czasów Henninga Berga, przy czym podział punktów sztucznie potem naszą przewagę zmniejszył). Musiało minąć 5-6 lat, aby znów Legia grała i punktowała na tak dobrym poziomie, co trochę oddaje skalę tego zjawiska.

Jedną
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Dziękuję za kolejne punkty, które dały Legii pierwsze miejsce po sezonie zasadniczym, pierwsze od czterech lat. W tym czasie 60 punktów po 30 kolejkach to był nasz sufit – aby go przebić, wystarczy teraz w dwóch meczach z Arką i Górnikiem zdobyć 4 punkty.

Muszę przyznać, że nie do końca lubię takie mecze. W tygodniu, im bliżej rozpoczęcia, tym więcej komentarzy, że będzie wysokie zwycięstwo, liczymy od czwartej, a Wisła lepiej niech zagra bez młodzieżowca, to tylko na trójce się skończy. U bukmacherów tak bardzo stawiano na Legię, że przez pewien czas w Azji przestali przyjmować zakłady (nie wiem czy ustawka, po przebiegu meczu bardziej może łamaniec HT/FT, ale nie wiem). Zajrzałem nawet na forum Wisły, czego zwykle nie robię, i tam to samo – nie mamy szans, przegramy wysoko. Oczywiście kończy się to jak zawsze – na boisku nie widać różnicy między faworytem a outsiderem, ten drugi oczywiście strzela gola i mamy kolejną cudowną romantyczną historię.

Ostatnie zdanie byłoby w stu procentach prawdziwe, ale tylko w jednym z dwóch przypadków – albo gdyby rzeczywiście specjalnie dla Wisły skrócono czas meczu z 90 do 45 minut (mniej więcej coś takiego postulowano w Canale+), albo gdyby Vuković nie odmienił tego zespołu, i to nie chodzi tylko o dzisiaj. Nie wiem do końca co się stało, ale jeszcze niedawno (z rok-dwa temu) Legia takiego meczu pod żadnym pozorem by nie wygrała. W najlepszym razie wyglądałoby to jak przez ostatni kwadrans pierwszej połowy, gdzie niby wzięli się do roboty, ale nadal mieli poważne problemy z zagrożeniem bramce Wisły. Tymczasem Legia kolejny raz podniosła się w trudnej sytuacji, mało tego – w drugiej połowie pokazała całkowitą wyższość piłkarską i pod tym względem nie można było mieć zastrzeżeń, że zwycięstwo niezasłużone czy coś takiego. Oczywiście gra z pierwszej połowy niepokoi, sygnalizuje ona, że gra z meczu z Lechem nie zaprowadziła nas w dobrą stronę, ale powtarzam – jeszcze paręnaście miesięcy temu Legia by tego nie wygrała i nie odmieniłaby swojej gry aż tak diametralnie. Zresztą pamiętamy pierwsze mecze Vuko rok temu – miała takie zrywy z Górnikiem, Pogonią i Lechią, ale gdy już powinęła jej się noga z Piastem, to potem już kompletnie nie szło. A teraz, nawet jak są wpadki (to znaczy teraz nie ma, wcześniej kilka było), to nie więcej niż dwie z rzędu. Przede wszystkim więcej meczów wygrywamy – jest też trochę więcej porażek niż rok temu, więc przepaści punktowej na korzyść obecnego okresu nie ma, ale trochę rzadziej gubimy punkty.

Vuković
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: W 2 połowie jedna sprawa to zmiana Cholewiaka, ale tez przede wszystkim Wisła zapłaciła za pierwsza polowe. Fizycznie umarli, Błaszczykowski po sprincie z Vesovicem już nie wrócił do tego meczu. No i właśnie, ciekawiła mnie twoja opinia na temat naszego prawego obrońcy. Weszło dało go do jedenastki kolejki, a ja uważam, ze grał kryminał. Miałem liczyć bramki od 4, a liczyłem jego straty.
Kolejna sprawa, irytuje mnie hejt na
  • Odpowiedz
Jest zwycięstwo, jest utrzymana przewaga nad Piastem i jest to, co lubię najbardziej – średnia dwóch punktów na mecz w tabeli. Udało się nie wciągnąć do wyścigu kolejnego rywala, co zrobiliśmy właśnie przeciwko Piastowi w marcu. Lech ma do nas teraz już 12 punktów straty i nie powinien się za bardzo liczyć.

Ostatnie mecze w Poznaniu układały się różnie, w każdym też Legię prowadził inny trener. Vuković i Sa Pinto przegrali, wygrał Klafurić, przegrał Jozak, wygrali Magiera i Czerczesow, no i musimy się cofnąć aż do Henninga Berga, który w Poznaniu grał trzy razy, z czego dwa razy w lidze. Vuko dostał szansę na poprawkę ponad rok po meczu, który przyczynił się do utraty przez nas mistrzostwa – takiego, którego nie musieliśmy przegrać, a jednak to się stało. Dziś podobnie mógł mówić Lech. Byliśmy wprawdzie lepsi przez większą część spotkania i kontrolowaliśmy grę, ale nie ustrzegliśmy się pomyłek, a Lech parę razy był niebezpiecznie blisko gola. Przewaga bramkowa była minimalna i znowu trochę na własne życzenie prosiliśmy się o kłopoty. Jednak gdy tak dużo biega się za piłką i jest się coraz bardziej spychanym pod swoją bramkę, ciężko jest zachować koncentrację, sił też ubywa szybciej, zwłaszcza po długiej przerwie od grania.

Żeby znaleźć mecz, gdzie ktoś osiągnął nad nami taką przewagę w posiadaniu piłki, nie trzeba daleko szukać. Zrobił to też Piast w ostatniej kolejce przed przerwą, ale pomogła mu w tym czerwona kartka. Wtedy wytrzymaliśmy około pół godziny bez straty gola, ale to nadmierne cofnięcie jednak się zemściło. Lech natomiast posłał nam parę ostrzeżeń, ale albo odezwała się słaba jakość wykończenia ich zawodników, albo dobrze bronił Majecki, albo mieliśmy trochę szczęścia. Powrót podstawowego bramkarza dał dużo, bo nie wiem czy Muzyk byłby na tyle pewny, a Radek nie popełnił właściwie żadnego błędu, wychodził pewnie do dośrodkowań, przy jedynych celnych strzałach Lecha skutecznie skracał kąt i zasłaniał większość bramki. Najmniej do powiedzenia mógłby mieć, gdyby samobója załadował Andre Martins, ale w zasadzie ciężko mieć zastrzeżenia. Może nie jest to pierwszoplanowa postać do wyróżnienia, bo dziś Legia wygrała głównie zespołowością, ale ta zmiana w bramce prawdopodobnie zrobiła różnicę.

Legię
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@janusz002: Ze Stalą tak, ale wcześniej w lidze nie było tak dobrze. Też nie mówię, że wyjątkowo słaby był, dopiero wczoraj był aż tak niewidoczny, bo na ogół jednak często jest pod grą, z tym że mało z tego wynika. Trzeba mu dać pewnie jeszcze trochę czasu, żeby odgrywał większą rolę.
  • Odpowiedz
Elo, elo ( ͡° ͜ʖ ͡°) 2,5 miesiąca bez piłki i dość. Takich przerw nie było od bardzo dawna, kiedyś zdarzały się takie zimą, nie wiem czy latem nie bywało podobnie, bo bywało, że liga startowała nawet w drugiej połowie sierpnia.

Wracam na dużym głodzie i myślę, że jest to dobra wiadomość. Ostatnio trochę malał mój zapał do oglądania meczów, a gdy wszystko stanęło z powodu korony, stwierdziłem, że jeśli po tej przerwie nic się nie zmieni, to już będzie koniec. Na razie wydaje mi się, że jest z tym dużo lepiej i mogę spokojnie robić maratony z Ekstraklasą. Zweryfikują mnie następne tygodnie, na razie ogień płonie.

Oczywiście są teraz szczególne okoliczności. Przymusowa przerwa zdecydowanie wybiła wszystkich z rytmu, nie było normalnych przygotowań, a brak publiczności też może obniżać atrakcyjność oglądania. Z tego powodu nie ma siły, aby poziom spotkań był wysoki (tak jakby wcześniej był). Ja i tak jestem do tego przyzwyczajony, chcę tylko zaznaczyć, że w swoich ocenach postanowiłem być nieco bardziej wyrozumiały. No i trudno też z wyciąganiem wniosków z poprzednich meczów rundy wiosennej, jako że teraz tak naprawdę
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Vitkacy: Jest taka strona


Z tym że coś za coś, jakość streama jest niestety niska, ogólnie jest tam kilka linków do wyboru (w tym również polskie), ale chyba tylko ten
  • Odpowiedz
Wszystko by się udało, gdyby nie ten wścibski Fornalik i jego głupi Piast. Po serii dobrych meczów przyszła porażka, choć to nie strata punktów będzie najbardziej bolesna, a przede wszystkim osłabienia w następnych meczach.

Nie potrafimy grać z Piastem. Jeszcze do niedawna mieliśmy przeciwko nim bardzo dobre wyniki, a porażki, jeśli już, to zdarzały się tylko w Gliwicach. Niestety trzy ostatnie mecze z nimi przegraliśmy, równie niewygodna ostatnio bywa tylko Pogoń Szczecin. Ostatni mecz wygrany z nimi miał miejsce za Vukovicia, ale… wtedy, gdy był jeszcze trenerem tymczasowym między Klafuriciem a Sa Pinto. Potem był remis w PP i awans po rzutach karnych, a odkąd Vuko jest na stałe, wszystkie trzy mecze z Piastem przegrał. O straconym na ich rzecz mistrzostwie oczywiście nie ma co wspominać.

Mecz ustawiła czerwona kartka, bo nawet mimo wyjścia na prowadzenie, nie byliśmy w stanie długo utrzymać się przy piłce i bronić się poprzez atak. Zabrakło zawodnika z przodu do przytrzymania piłki, bałem się też, że będzie takiego brakować w polu karnym do zagrania, i trochę tak było, ale niekiedy dało się też tam komuś podać. Najbardziej żałuję sytuacji Gwilii na 2:0, bo ten gol mógłby wiele zmienić. Niestety od 30. minuty Piast przejął kontrolę i choć nie dopuszczaliśmy do żadnego zagrożenia z gry, zostaliśmy trafieni po rzucie rożnym. Dalszy okres nie był lepszy, przerwa też nie pomogła. Druga połowa zaczęła się identycznie, a ten początek został zwieńczony kolejnym strzałem życia Badii przeciwko nam. Przez większość meczu Piast nie zagroził bramce Majeckiego, ale był zabójczo skuteczny. Miał jeszcze poprzeczkę i strzał głową nad bramką, które były jeszcze lepszymi sytuacjami, ale zwłaszcza ten drugi gol padł z trudnej pozycji. Nie wiem którego bardziej żałować, bo jednak przy rzucie rożnym można było lepiej pokryć i ogólnie lepiej chronić krótki słupek, być może brak jednego zawodnika miał tu znaczenie.

Sama
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Nie potrafimy grać z Piastem.


@Kimbaloula: no sorry, ale wczoraj skończyłoby się kolejną Cracovią czy Lechią, ale pajac z gwizdkiem wypaczył mecz w 6 minucie. I tak Legia w 10 grała zaskakująco dobrze i była znacznie groźniejsza od Piasta.

Legia odwoła się od kartki Kante, to już potwierdzone.
  • Odpowiedz
Legia zapewniła sobie grę w pierwszej ósemce, a przez to utrzymanie w lidze – gratulacje. Teraz będzie można bez presji pograć z najlepszymi w tej lidze ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Szczerze mówiąc, patrzę w tabelę już któryś raz i nie dowierzam. Jeszcze trzy kolejki temu byliśmy na równi z Cracovią, a teraz mamy +9. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że Cracovia miała wtedy przewagę 3 punktów nad następnym zespołem, przegrała trzy mecze i nadal jest druga XD Kolejny raz potwierdziło się, jak wiele może dać wygranie trzech meczów z rzędu, co normalnie nie powinno być wielkim wyczynem dla zespołu z czołówki, ale u nas jest. Z pozostałych ligowych zespołów tylko Raków może osiągnąć taką serię w następnej kolejce. Reszta straciła punkty w tej lub poprzedniej serii gier.

Cieszy fakt, że udało się zaprezentować na wyjeździe z podobnej strony jak u siebie. Wynik to jedna rzecz (one do tej pory i tak były całkiem dobre), ale poza 3:0 ze Śląskiem nie było przekonujących zwycięstw. Wcześniej było jeszcze skromne zwycięstwo z Arką, ale też po dużej przewadze, i to właściwie tyle. Żeby znaleźć inne naprawdę dobre wyjazdowe mecze w tym sezonie, trzeba szukać w Pucharze Polski z jeszcze słabszymi zespołami, albo cofnąć się do lata i
  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@uhu8: Wisła miała świetną serię pięciu zwycięstw z rzędu, co było najlepszą serią w lidze po Wiśle Płock. Miała pecha, że właśnie z nią zremisowała, bo za ostatnich siedem kolejek byłaby zdecydowanie najlepsza i ja tego nie neguję. A o tej aktualnej serii to tylko ciekawostka, Lech też przeplata zwycięstwa porażkami i remisami, ale gra i punktuje dobrze.
  • Odpowiedz
Mecz o 6 punktów wygrany i humor gituwa. Po raz pierwszy od października strzeliliśmy mniej niż trzy gole na swoim stadionie, ale dwa też wystarczyły. Znów możemy mieć zresztą uwagi do skuteczności, bo wynik był po prostu za niski.

Na ogół ligowe hity nieszczególnie wypadają pod względem emocji i poziomu piłkarskiego. W tym przypadku nie było tak źle, ale swój wkład miała tutaj niemal wyłącznie Legia. Sama nawet zadbała o dodatkowe emocje, prokurując już 5. rzut karny w 7 ostatnich spotkaniach. Zdarzają się głupie błędy w defensywie, ale dużo więcej wymuszamy ich u przeciwników, a część z nich potrafimy wykorzystać.

Przez większość meczu różnica w poziomie była ogromna. Pierwszy kwadrans jeszcze był w miarę wyrównany, ale potem gdy już Legia przycisnęła, to Cracovia jedynie wybijała piłki przed siebie, głównie jednak okopując się na swojej połowie i licząc na cud. To kolejna niemal perfekcyjna pierwsza połowa u siebie – dwubramkowe prowadzenie i raptem jeden strzał przeciwnika przez cały ten okres. Niesamowitą robotę legioniści robili w odbiorze piłki, gdy tylko widzieli taką szansę (choćby odrobinę za krótkie podanie czy odskakującą piłkę przy przyjęciu) od razu ruszali i wygrywali większość przebitek. Antolić poszedł na sprincie do niepewnej piłki nawet w ostatniej minucie doliczonego czasu, a więc udawało się to utrzymywać nawet przez cały mecz. Druga połowa nie była już tak spektakularna jak pierwsza, ale poza pewnymi wyjątkami, nadal przebiegała pod naszą kontrolą. Rzut karny trochę przypadkowy, strzał z dystansu, jeszcze jedna sytuacja po rzucie wolnym i strzał z ostrego kąta. To razem składa się na jakieś 0,5 sytuacji stworzonej z gry przez Cracovię, która nawet przegrywając już tylko 1:2, a więc mając realną szansę na odrobienie strat, nie pokazała zupełnie nic. Przez długi czas Legia utrzymywała się na połowie przeciwnika, a nawet po stracie piłka szybko do niej wracała. Tu naprawdę zabrakło tylko trochę lepszej skuteczności, aby nie mieć żadnego uczucia niedosytu, a tak – delikatny jest.

Vuković
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: ja p------e jak ja kocham życie właśnie pije sobie monsterka w domu, kon zwalony, najedzony pitcom od @matixrr. Nic mi wiecej nie potrzeba ogladam jak Legia wygrywa, Mioduski mi siedzi na kolanach. Przypominam kon zwalony wiec zero potrzeb zero testosteronu nie musze z nikim walczyc bo nie mam o co. Mam hajsy mam jedzenie i czytam #kimbalegia i kon zwalony.
Pozdrawiam
  • Odpowiedz
Kolejny piękny mecz u siebie i wysokie zwycięstwo. Pod tym względem tak dobrze nie było nawet za Czerczesowa. Po przełomowym meczu z Lechem Legia za każdym razem strzelała minimum po trzy gole w meczu domowym. Dziś Jaga podzieliła los Korony, która dostała od nas czwórkę.

W wyrównanej Ekstraklasie, do której Legia zaczęła równać jakiś czas temu w dół, takie rzeczy się nie zdarzają, a jeśli już, to nie z taką regularnością. Obecnie Legia ma 49 goli strzelonych w lidze, drugi pod tym względem Lech ma 37. Niektóre zespoły z pierwszej ósemki mają nawet mniej niż 30. To przepaść, którą zaczęliśmy widzieć dopiero teraz, mimo że personalnie miewaliśmy ostatnio lepsze składy. Ze statystyk uderzające jest też to, że w całym poprzednim sezonie Legia strzeliła 55 goli. Brakuje zatem bardzo niewiele, aby ten wynik poprawić, co zapewne stanie się już w marcu.

Nie wiem, jak Vukoviciowi udało się to wypracować i nie wiem, czemu nie może tego samego powtórzyć na wyjazdach. Choć jeszcze nic z tym zespołem nie osiągnął, to z takich małych sukcesów na pewno postawę i wyniki przy Łazienkowskiej można mu zaliczyć na plus. A jeszcze niedawno i on miał z tym problemy, bo przegrał z Lechią i Pogonią w tym sezonie, w poprzednim w grupie mistrzowskiej udało się to tylko z Cracovią po rzucie karnym w ostatniej minucie. Jakże dziwnie teraz brzmią jego słowa po meczu ze Śląskiem (0:0):

Jeśli
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: Mnie to już mocno irytuje, każdy przeciwnik Legii oczywiście jest w tragicznej formie, jeszcze brakuje tekstów, ze taka Cracovia by 5:0 wygrała. Mam deja vu z jesieni.

Wygrali, kolejny raz po dobrej grze. Wcale nie uważam, ze z Rakowem zagrali dużo gorzej, kwestia szybko strzelonej bramki i trochę większej ilosci szczescia. Legia gra dobrze od 4-5 miesięcy i wielu ma z tym problem. Vesovic był wczoraj bezbłędny, nawet bez
  • Odpowiedz
Ledwo przypomniałem o zwycięskiej serii z beniaminkami i już się skończyła. Remis z Rakowem to pierwsza strata punktów z nowym zespołem w lidze od meczu z Sandecją, która też nie grała u siebie i też było 2:2. Mecz przerwał też dość długą serię bez remisu, która trwała od spotkania z Jagiellonią, z którą zresztą gramy za tydzień.

Ciężko być zadowolonym, ale trzeba też docenić, że nie przegraliśmy, a to mogło mieć miejsce. Zdecydowanie do poprawy jest gra w defensywie, zwłaszcza że nie mieliśmy, tak jak w Lubinie, pary Wieteska – Astiz na środku, tylko najlepszy możliwy zestaw. Jędza i Lewczuk zagrali najgorzej od niepamiętnych czasów, i również po raz pierwszy od dawna tyle pracy miał Majecki. Dostał możliwość pokazania, że jednak potrafi bronić, kilka interwencji naprawdę klasowych, mi zwłaszcza zapadła w pamięć ta po strzale Jacha. Po drugiej stronie nasz wychowanek w bramce Rakowa, Szumski, też spisał się bardzo dobrze. Był wielokrotnie ostrzeliwany, ale w większości pewnie łapał piłki lub wybijał do boku, wydawało się, że przy takiej sile tych strzałów musi coś wypluć przed siebie, a ani razu się to nie stało.

Legia znów miała długie fragmenty, które nazywam oblężeniem. Tym razem było tak od samego początku, w drugim kwadransie była przy piłce prawie cztery razy dłużej od przeciwnika. Oczywiście to właśnie był ten okres, w którym straciliśmy gola. Vesović wykonał bardzo dobrą pracę schodząc do środka defensywy, ale potem koszmarnie wyprowadził piłkę. W takiej sytuacji trudno, aby obrona była zorganizowana, do tego Lewczuk przegrał jeden z wielu pojedynków główkowych w tym meczu. To jeszcze i tak był jeden z normalniejszych goli straconych przez Legię. Niestety tych głupich jest ostatnio coraz więcej. W dodatku w ostatnich pięciu meczach mieliśmy aż cztery rzuty karne przeciwko sobie. Jak dalej będziemy sobie rzucać kłody pod nogi, to będzie bardzo ciężko. Nie po to tak dobrze zaczynamy drugą połowę albo nie po to pracujemy kolejne minuty, żeby strzelić drugiego gola, aby po każdym trafieniu szybko prezentować Rakowowi jedenastkę. Idiotycznych błędów było dziś zdecydowanie za dużo i nawet ofensywna gra przez cały mecz nie była w stanie tego nadrobić. Mecz może był i ciekawy do oglądania w porównaniu do nudnych 0:0 tego samego dnia, ale mnie to jakoś niespecjalnie pociesza.

Zupełnie
  • 17
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Jak co pół roku, witam ponownie po przerwie. Jesteśmy po meczu z ŁKS-em, gdzie było trochę męczarni, ale i szczęśliwe zakończenie.

Jak wiadomo, w Ekstraklasie mecz lidera z ostatnim zespołem ma jednego faworyta. Oczywiście jest nim outsider, nie tak dawno zresztą Pogoń przegrała z Wisłą Kraków, gdy te dwa zespoły zajmowały odpowiednio 1. i 16. miejsce w tabeli. Jednocześnie Legia od pewnego czasu coraz lepiej punktuje na słabszych zespołach, zwłaszcza beniaminkach, za to ma problemy z czołówką. Udało się wygrać, co przedłuża serię zwycięstw z beniaminkami do sześciu. Ostatni taki niewygrany mecz to 2:2 z Sandecją w Niecieczy w 2017 roku.

W dodatku ostatnio Legia dobrze radziła sobie u siebie, wygrywając i strzelając wiele goli przy Ł3. Tym bardziej przebieg meczu do pewnego momentu rozczarowywał. Po wyrównanym początku Legia przejęła inicjatywę i wreszcie zepchnęła przeciwnika do obrony tak jak to potrafi, ale niezbyt dużo z tego wynikało. Czasami brakowało wykończenia, ale jeszcze częściej ostatniego podania. Za dużo było prób wejścia z piłką do bramki, w wielu akcjach brakowało zmiany tempa. Znów bardzo solidna gra w defensywie (ŁKS przedarł się pod bramkę właściwie tylko raz w pierwszej połowie, ale strzał był bardzo niecelny) po powrocie podstawowej pary stoperów przyczyniła się do wyniku 0:0 do przerwy. Trochę mało sprawiedliwego, ale i tak nic nie pobije ostatniego meczu z Wisłą Płock, gdzie wynik tylko 2:1 do przerwy był wręcz niewytłumaczalny.

Wszystkie
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach