Zadowoleni? Ja niby tak, a jednak nie do końca. To był inny mecz niż z Atromitosem, mimo to czuję się podobnie jak wtedy. Przed meczem byłbym zadowolony z czystego konta, a po meczu okazuje się, że spokojnie mogło być jeszcze lepiej.

Na wstępie mam prośbę do wszystkich Mirków: dalej piszcie, że Rangers pewniaczek i darmowe pieniądze. Zadziałało już trzy razy (dwa z Atromitosem i teraz z Szkotami), a brakuje nam już tylko ostatniego kroku. Wierzę w was, że na pewno coś wymyślicie. Ja generalnie nie chcę zniżać się do poziomu dyskusji, jaki tutaj jest. Jeżeli ktoś liczył na to, że Legia będzie broniła tak samo jak Midtjylland, to się rozczarował i dobrze mu tak.

Oczywiście sam byłem pod wrażeniem tego, jak Rangers rozprawili się z Duńczykami. Ale jak przyszło co do czego, to okazało się, że znowu nie było się czego bać. Te wszystkie porażki z anonimowymi zespołami (rzecz jasna nie tylko nasze) sprawiły, że każdy zespół z rozpoznawalną nazwą albo z lepszej ligi jest z góry uznawany u nas za bardzo mocny. A może to jakieś kompleksy wobec zagranicy, nie wiem. Tymczasem Rangers ani nie byli bardzo mocni, ani bardzo słabi. Byli przeciętni, na podobnym poziomie co Legia, w miarę upływu czasu nawet trochę słabszym. Tu bym się zastanawiał, czy to nie nasz najpoważniejszy przeciwnik od Astany. Oczywiście szacunek dla Sheriffa, Trnavy i Dudelange za późniejsze wyniki w grupie LE, ale ich wszystkich można i trzeba było ograć. Tu jest tak samo, ale i Astana, i Rangers budzą pewien respekt.

Respekt,
  • 9
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Jak dla mnie jak beda tak dalej grac to Kulenovic moze i po 90 minut do konca sezonu robic. Defensywnie sie ten sklad broni, a z przodu cos zawsze wpadnie


@miki4ever: o c--j, witamy pana trenera Vukovicia na portalu wykop.pl XDDD
  • Odpowiedz
No i co, znowu beznadziejny przeciwnik, który nawet w I lidze by się nie utrzymał. Wstyd w ogóle wygrywać takie mecze, ja nie wiem co oni sobie wyobrażają.

Niech mówią tak dalej. Niech Kowal dalej mówi, że Rangersi nas dwa razy sklepią. Może i tak będzie, ale jeżeli się uda ich wyeliminować, to tym bardziej będzie można się cieszyć. Z meczu z Zagłębiem można wyciągnąć dużo pozytywów, ale i zabrakło kilku rzeczy, które mogą niepokoić przed dwumeczem eliminacji Ligi Europy.

Cieszy mnie, że jest nieznaczny, ale wciąż regularny postęp. Cofam się o niecałe pół roku i przypominam sobie, jak po najgorszym meczu sezonu z Wisłą i zwolnieniu Sa Pinto, przyszedł najlepszy występ, z Jagiellonią już za Vukovicia. Z jednej strony zwycięstwo w dobrym stylu cieszyło, ale było poczucie, że coś jest nie tak – taka zmiana w ciągu zaledwie trzech dni? To wcale nie zwiększało zaufania wobec piłkarzy. Teraz, choć mamy najtrudniejszy okres w sezonie, jakim są kluczowe mecze w eliminacjach na starcie sezonu, delikatna poprawa jest widoczna z meczu na mecz. Być może rzeczywiście zespół łapie formę, która najbardziej jest potrzebna właśnie teraz. Najważniejsze, że za tym poszła też poprawa wyników, bo mimo postępu w grze, przed meczami z Atromitosem i Zagłębiem nie mogliśmy być do końca pewni tych zwycięstw. Z bycia faworytem Legia nie zawsze była w stanie się wywiązać, a problemy z grą co trzy dni mamy nie od dzisiaj.

Ten
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Dobra robota. Idziemy trybem zwycięstwo i remis, wszystkie bez straty gola, co można w ciemno brać w IV rundzie. To jednak nadal nie jest sukces, a tylko przedłużenie nadziei. Przejście Atromitosu nie będzie cieszyć, jeżeli odpadniemy z Rangersami.

Jeszcze niedawno wyrażałem się, że na III i IV rundę nie będziemy gotowi. W zasadzie pod żadnym względem: formy, taktyki… nic nie funkcjonowało. Pomału jest jednak coraz lepiej. Chciałbym wierzyć, że najgorsze mamy za sobą, a to jest ten moment, kiedy złapiemy rytm i nawet powalczymy w tej IV rundzie. Na pewno dwumecz z Atromitosem wyglądał o wiele lepiej niż wielu się spodziewało – nadal nie nadzwyczajnie, ale przynajmniej solidnie. Takie punktowanie średniaków (bo realnie trzeba ocenić, ze Atromitos to średniak) powinno być na porządku dziennym. Kiedyś to robiliśmy częściej, ostatnio mieliśmy zaś problemy ze słabszymi zespołami.

Nie brakuje w tym szczęścia, choć nie można powiedzieć, że ono było decydujące. Choćby w dwumeczu z Atromitosem było go trochę w rewanżu, ale zabrakło go w pierwszym meczu, więc to się wyrównało. Ujmując to jeszcze inaczej, musielibyśmy mieć sporo pecha, aby Greków nie przejść. Sytuacja przez większość czasu była bardzo komfortowa, a już krótko po rozpoczęciu drugiej połowy awans był praktycznie niezagrożony. Może tych 40 minut nie graliśmy na totalnym luzie, ale też nie było ogromnej presji, która towarzyszyła nam wcześniej. Wreszcie jest odrobinę łatwiejszy okres –pięć dni na przygotowanie się do tego meczu, zakładany efekt na boisku i zrobiony kolejny krok ku realizacji celu. Jest choć trochę spokoju i odrobinę poprawy atmosfery.

Jeżeli
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Trzecie 0:0 z rzędu. Legia nie rozpieszcza golami ani grą, ale jest delikatny postęp. Podobno Grecy mieli nas rozjechać, a zagrali chyba jeszcze gorzej niż KuPS czy Europa, co było nie do pomyślenia.

zagrałem [na Atromitos] za 50 @ 4.60 ez money

Bądźmy szczerzy kurs. 4.00 na wygraną rywala Legii w LE to są absolutnie rozrzucone pieniadze na ulicy. Nic tylko stawiać i zbierać!


propozycje na le ?
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Sukces, remis wyrwany P O T Ę Ż N E M U wiceliderowi, gra gitara, pora na CS-a. Jak co kilka dni, jedynym człowiekiem zadowolonym z meczu jest Vuković… nie licząc oczywiście wszystkich tych, którzy nam źle życzą.

Normalnie ja też byłbym zadowolony z postępu w grze, który niewątpliwie miał miejsce. Jednak jest sporo rzeczy, które mi tu nie pasują, i trochę lepszy styl tego nie rekompensuje. Ponownie, grając w miarę nieźle, nie wygrywamy (Pogoń i Śląsk). Z kolei, grając najgorszy paździerz, wygrywamy (Korona) lub awansujemy w pucharach (Europa, KuPS). Obawiam się, że nasz geniusz trenerki dojdzie do wniosku, że laga na bałagan, brak taktyki oraz kopanie się po czołach jest tym, co przyniesie nam sukces, natomiast grać piłką od tyłu i po ziemi nie będzie się opłacać, bo nie punktujemy. Mało tego, on pewnie już tak właśnie sądzi i z Atromitosem znów możemy wrócić do starej biedy.

Przed meczem Vuković odkrył karty i rozwiał moje wątpliwości, czemu gra wygląda tak, jak wygląda. Wie, że jego los zależy od europejskich pucharów i musi zrobić wszystko, aby awansować do fazy grupowej. Problem w tym, że jednocześnie boi się kompromitacji i ma nadmierny respekt do słabszych rywali. Mecze z Europą i KuPSem powinny być tak naprawdę łatwiejsze od tych ligowych, te zespoły popełniały błędy, zostawiały nam dużo miejsca, ale Vuković bał się, że choćby odrobina ryzyka obróci się przeciwko niemu.

Jego
  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Jeszcze jedna rzecz. Kolejny raz fatalne sędziowanie w naszym meczu. Tydzień temu Złotek nie dał po jednym ewidentnym rzucie karnym w każdą stronę i zapomniał kartek. Dzisiaj Gil...

- piłka po strzale Novikovasa odbija się od Mączyńskiego - rzut od bramki
- Mączyński czysto odbiera piłkę pod polem karnym - faul
- Musonda depcze Luquinhasa - brak nawet żółtej kartki (Remy za to samo dostał czerwień i cztery mecze kary)

I to
  • Odpowiedz
Zostaliśmy sami na placu boju. Gramy najgorzej na świecie, a jednak wciąż jesteśmy w grze i będziemy mogli rozkoszować się co najmniej dwoma kolejnymi takimi widowiskami.

Współczynniki to jednak świetna rzecz. Jak już się uda go nabić, to trzeba bardzo się postarać, aby go zaprzepaścić. To kiedyś zrobił Lech, teraz my jesteśmy blisko, choć i tak w najgorszym razie teraz stracilibyśmy około 1/3, a nie cały jak się sugeruje. Mimo wszystko losowania od lat są dla nas łaskawe właśnie dzięki rozstawieniu. To tylko wrażenie i tak nie jest w rzeczywistości, ale wydaje się, jakby ci rywale byli coraz słabsi.

Takie bujanie się w eliminacjach nie do końca jest wstydem, lepsze kluby od nas prześlizgują się co roku przez te kilka rund. My przez długi czas też to robiliśmy, choć były od tego wyjątki. Teraz oczywiście nie sposób się cieszyć po kolejnym bardzo słabym meczu. Ale przynajmniej nie odpadamy na tak wczesnym etapie. Jesteśmy w takiej sytuacji, że wolę awansować w takim stylu niż pięknie odpaść. Zdaję sobie sprawę, że czasu jest coraz mniej i na III rundę, a już na pewno na ewentualną IV trzeba być gotowym, a my nie będziemy. Jest to zmartwienie na kolejne dni, dziś jedynie można odhaczyć awans, bo oprócz czystego konta Majeckiego więcej pozytywów nie ma.

Mecz
  • 8
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: Wszystko prawda, mnie tylko bardzo irytuje, ze jak co roku, najwiekszy pojazd jest po Legii i jak co roku, to Legia zdobywa zdecydowanie wiecej punktow do rankingu niz cala reszta razem wzieta, nawet jezeli wezmiemy pod uwage kompromitacje z 2 ostatnich lat.

Serio, wkurza mnie ciagla nagonka na klub z Warszawy, graja brzydko, rozumiem wszystkie zarzuty, ale absurdem jest dla mnie chwalenie Lechii po pierwszym meczu, gdzie mieli zalosna
  • Odpowiedz
@miki4ever: Widziałeś weszło wczoraj przed meczami? Legia musi, Piast powinien, Lechia i tak już dużo zrobiła xDDD Wydaje mi się, że ta Ryga to podobny albo i słabszy poziom od KuPS, ale w sumie przecież nic się nie stało xD

Jak odpadniemy z Atromitosem to też będzie histeria, mimo że to może być już w miarę poważny zespół, no i najdalszy etap. Ale przecież tutaj nawet mecze w LM były
  • Odpowiedz
Ale fart. Wynik znów się zgadza, a w kontekście całego sezonu ważne, że tym razem punkty nie uciekły. Nie posunęliśmy się do przodu ani trochę jeśli chodzi o styl i taktykę, ale podobnie jak rok temu, byliśmy w stanie wymęczyć zwycięstwo w Kielcach.

Osobiście wolałbym, abyśmy pierwsze mecze w pucharach wygrywali wysoko, dzięki czemu to w rewanżach można by postawić na rezerwowych, a podstawowym składem grać również w lidze. Niestety w pucharach nasze wyniki są stykowe i przed rewanżami nie można być niczego pewnym. Jeżeli przynajmniej będzie udawało się przechodzić kolejne rundy, to słabszy skład w lidze będzie można zrozumieć. Wejście do fazy grupowej to priorytet, a na razie nie jesteśmy nawet w połowie drogi.

Inną sprawą jest, że Vuković podejmuje bardzo dziwne decyzje i jeśli już coś może wyjść, to wydaje się, że bardziej przypadkiem. Z Pogonią zostawił prawie całą defensywę, za to zmienił przednie formacje. Tym razem namieszał wszędzie, ale głównie w obronie. Najważniejsze, że zostawił Jędrzejczyka na środku, bo bez tego ani rusz. Z lewą obroną cały czas będą problemy, bo Rocha nie wydaje się gotowy na granie co trzy dni (nawet 90 minut w tygodniu to potrafi być za dużo dla niego – czy to jest profesjonalizm?), Obradović nadal niegotowy (pytanie jak wyżej), trzeba więc kombinować. Nadal, na kogo by nie postawił w środku pola, mamy tam spore problemy, choć teraz przynajmniej Andre Martins choć trochę się przebudził. Z przodu aktualnie pewniakami wydają się Kulenović i Carlitos, na skrzydłach na razie takich zawodników brak, a zagadką pozostaje, czemu rezygnuje z Agry, który nie znalazł się na ławce ani w czwartek, ani dzisiaj. Jeśli to kontuzja, można było o tym poinformować, aby nie trzeba było tutaj snuć domysłów.

Niestety
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Co to właściwie miało być? Niby zwycięzców się nie sądzi, ale wobec tego, co pokazuje Legia, nie można przejść obojętnie. Mamy ogromne problemy grając na swoim boisku z przeciętnymi zespołami.

Wynik się zgadza. Ale i to nie do końca, bo 1:0 jest najmniejszą możliwą zaliczką i w zasadzie nie daje żadnego komfortu. Dopiero gol w Finlandii wiele może wyjaśnić, ale trzeba go będzie strzelić, a w tej formie to nie będzie łatwe. Legia zagrała dziś dużo słabiej niż z Pogonią, dostosowała się do poziomu przeciwnika i nie wyglądała w ogóle na zainteresowaną kolejnymi bramkami. Oczywiście były sytuacje Carlitosa, przy większym szczęściu może byłoby ze 2:0, ale tak naprawdę równie blisko byliśmy wyniku 1:1. Finowie mieli tylko tę jedną jedyną sytuację i całe szczęście, że jej nie strzelili, bo nie wiem czy obecna Legia potrafiłaby się z takiej sytuacji wyplątać.

Patrzę sobie na skład sprzed dwóch sezonów, kiedy bez problemu ograliśmy Mariehamn, a potem odpadliśmy z Astaną i Sheriffem. Moim zdaniem na papierze obecny skład jest trochę lepszy od tamtego. A już na pewno powinien wystarczać na dużo spokojniejsze przeprawy z Europą czy Kuopio. Również powinien umieć chociaż nie przegrać z Pogonią. Natomiast to wszystko nie działa. Nie ma żadnego uporządkowania gry, zachowanie piłkarzy na boisku jest irracjonalne, biegają zupełnie nie tam gdzie powinni, a gdy próbują indywidualnej gry (rzadko kiedy mają komu podać), to najczęściej kończy się to stratą.

Jeszcze
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula:

Obaj z Gwilią wchodzili w linię obrony, pytanie po co?


W ogólności to jest podstawowe rozwiązanie problemu "mamy dwóch stoperów a przeciwnik ma dwóch napastników. Kiedy podchodzą do pressingu nie możemy komfortowo utrzymywać się przy piłce" które pozwala rozwijać atak pozycyjny przy jednoczesnym utrzymywaniu szerokości formacji (bo alternatywnie do rozegrania może schodzić boczny obrońca). W sensie idea jest taka że jeden z ŚP schodzi pomiędzy rozbiegających się szeroko stoperów i teraz jest 3v2 w rozegraniu w danej strefie, więc ma się przewagę i można próbować przesuwać piłkę dalej. Tylko problem z wykonaniem tego w Legii jest taki, że po pierwsze dzieją się tak podstawowe błędy jak właśnie to że obaj ŚP wykonują ten manewr JEDNOCZEŚNIE, a po drugie że przez nieistnienie środka pola i tak 90% piłek to lagi na skrzydło więc przewaga liczbowa podczas rozegrania i tak nie jest potrzebna ¯\_(ツ)_/¯ bo wiadomo że pójdzie albo laga albo krotkie podanie do Novikovasa i niech on się
tyrytyty - @Kimbaloula: 

Obaj z Gwilią wchodzili w linię obrony, pytanie po co? 

...

źródło: comment_p4SrJvZZSjSsNnXjk9AVXXBKAS4Smn4N.jpg

Pobierz
  • Odpowiedz
Zaczyna się jak zawsze. Na dokładkę kolejny klub przerwał długą serię bez zwycięstwa przy Łazienkowskiej. Aż sprawdziłem i np. z Rakowem mamy komplet zwycięstw u siebie, a z ŁKS-em nie przegraliśmy u siebie od 1990 roku. Czemu sprawdziłem akurat beniaminków? Bo mam wrażenie, że z pozostałych klubów Ekstraklasy już chyba z każdym zdążyliśmy przegrać u siebie w ciągu ostatnich dwóch sezonów.

Ogólnie nastrój jest przygnębiający, ale ja po raz pierwszy od dość dawna widziałem pozytywy w grze Legii. Zaczęło się nieźle, w podobnym stylu jak z Europą, ale Luquinhas musi strzelić to, co miał. Potem były ogromne problemy, Pogoń nas stłamsiła i można było się cieszyć, że wyszliśmy z tego bez szwanku. Końcówka pierwszej połowy już trochę lepsza, choć nadal bez dogodnych sytuacji do zdobycia bramki.

Natomiast druga połowa była moim zdaniem najlepsza od… drugiej połowy poprzedniego meczu z Pogonią. To, że było sporo sytuacji i bramkarz je wybronił, to jedno. Dla mnie ważne było, że pojawiły się kreatywne zagrania, lepsza współpraca i większe zaangażowanie. Patrząc nawet na same pojedyncze zagrania Gwilii, Kulenovicia, Praszelika, Vesovicia czy Novikovasa (stworzone trzy sytuacje po wejściu) – było co oglądać. Zabrakło wykończenia i w efekcie strzeliliśmy tylko po rzucie rożnym.

I
  • 9
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: wg mnie Vuko będzie trenerem do odpadnięcia z pucharów i on o tym wie, nie było mistrzostwa, teraz porażka na start, brak LE będzie pożegnaniem .
Jeśli dostanie się do LE to zostanie. Brak fazy grupowej - out.
  • Odpowiedz
@Kimbaloula: Mecz i wynik w sumie spoko, jestesmy kroczek blizej pozegnania sie z Vuko. Z jednej strony dobrze by bylo, jakby stracil prace jeszcze dzisiaj, z drugiej, jakby jego nastepca mial byc Marek Zub....eh, jak zwalniali Pinto to Ojrzynski byl wolny, dlaczego ktos wtedy nie pomyslal.

Mi sie mecz bardzo nie podobal, tesknie za tymi 1:0 Sa Pinto, kiedy mielismy swietnie zorganizowana defensywe. Nie rozumiem w sumie glosow krytyki na
  • Odpowiedz
Tak naprawdę nie powinienem w ogóle pisać o meczu z Europą. Obyło się bez jeszcze większej kompromitacji, ale ten mecz nie będzie miał żadnej interesującej historii.

Nie oczekiwałem dwucyfrówki, a i tak zdawałem sobie sprawę, że wyniku z Gibraltaru nie da się już wymazać. Ten remis zostanie, tak jak zostały wyniki z Dudelange i kilka innych popisów. Ważne było, aby stosunkowo jak najszybciej rozstrzygnąć sprawę awansu i potem grać na luzie. To się udało, ale tylko częściowo. Bo już po pierwszym kwadransie przewaga była dość bezpieczna, a po godzinie gry już wszystko było jasne. Mimo zwycięstwa 3:0 jednak czegoś mi zabrakło. Już nawet nie chodzi o kolejne gole, ale można było chociaż spokojnie pograć piłką, a im bliżej bramki, tym bardziej próbować jakichś sztuczek czy fajerwerków. Tymczasem Legia wyglądała bardzo nieporadnie, potrafiła się tak pogubić, że była nawet bliska straty gola. Nie chodzi o sam wynik, a bardziej o ogólny obraz. I to w dodatku grając prawie całą drugą połowę z przewagą zawodnika... Znowu były fragmenty, w których nie było widać dużej przewagi w umiejętnościach na naszą korzyść.

Przygotowania fizycznego na tym etapie rozgrywek nie ma sensu oceniać – rozliczy nas gra co trzy dni, oby jak najdłużej. Piłkarsko mimo wszystko mamy kilku zawodników, którzy coś potrafią. Natomiast taktyka – martwi mnie, że wciąż nie ma wypracowanych schematów, jest zlepek indywidualności i bardzo dużo chaosu. Taki mecz oczywiście jesteśmy w stanie wygrać i bez tego. Jednak na wyższym poziomie to już nie przejdzie. Tak naprawdę, gdyby wnioskować tylko na podstawie tego dwumeczu, to w zasadzie nie byłoby już dalej sensu grać – nie mielibyśmy szans nigdzie i z nikim.

Tak
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Chciałem tylko powiedzieć, że Legia Warszawa nie wygrała żadnego z ostatnich pięciu meczów o stawkę, z czego trzy zremisowała. Do rekordów klubu jeszcze daleko, ale jak tak dalej pójdzie, to za tydzień mamy dogrywkę i karne albo odpadnięcie przez zasadę bramek na wyjeździe.

Tego nie da się obronić. Legia już nieraz notowała takie występy, z których nie dało się wyciągnąć absolutnie nic pozytywnego. Gra nie rokuje nawet na tle wicemistrza Gibraltaru. A gdy wydaje się, że nie może być gorzej, Legia jeszcze bardziej przebija dno.

I pomyśleć, że czekałem na to prawie cały rok… Tak, czekałem na to, by znowu niemal wypaliło mi oczy od oglądania. Najgorsze jest to, że nasze ostatnie popisy w pucharach wcale nie są przypadkowe. Remis z Europą był zasłużony. Odpadnięcie z Dudelange było zasłużone, ze Spartakiem Trnava również. Tu nie było pecha, oblężenia bramki, meczu życia bramkarza rywali. Była nudna, usypiająca gra, która w ogóle się nie kleiła. Nie wychodziły najprostsze zagrania. Trudno było uwierzyć, że to rzekomo profesjonalni zawodnicy.

Ostatnie
  • 13
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula od dawna mnie to zastanawia jak polskie kluby nadal mogą mieć kibiców. Porządnie przeanalizowałeś ten ostatni mecz i nie czujesz się jakbyś przyglądał się śmieciom wyciągniętym z dna kontenera? Jak można w ogóle to oglądać i przejmować się wynikami. Polska liga to zbieranina szmaciarzy którzy nie zasługują na takich kibiców.
  • Odpowiedz
@Kimbaloula: Szczerze mówiąc to nadal nie rozumiem co się stało z Legią od czasu przejęcia przez Mioduskiego. Za czasów Berga z gorszym zespołem graliśmy dużo lepiej w Europie.
  • Odpowiedz
Cud się nie wydarzył. Legia kończy sezon bez trofeum po raz pierwszy od dziewięciu lat. W rozgrywkach, które właśnie się zakończyły, przegrała wszystko, co można było. Chciałoby się powiedzieć, że już gorzej być nie może, ale niestety – może.

Jestem tu od czterech lat i może nie każdy pamięta, ale już miałem okazję pisać tutaj po przegranym sezonie bez mistrzostwa. Zmieściłem się wtedy poniżej 3500 znaków, teraz będzie tego pewnie ze trzy razy tyle. Podstawowa różnica między tymi a tamtymi czasami jest taka, że wtedy mieliśmy Berga, który gwarantował dobre wyniki w pucharach. Przypomnę, że gdy ostatnio Legia musiała od początku grać w eliminacjach LE, to wygrała wszystkie sześć meczów, co dało jej jak dotąd ostatni udział w fazie grupowej tych rozgrywek. Teraz szanse na taki scenariusz są podobne, jak na nasze mistrzostwo przed ostatnią kolejką, czyli znikome. W dodatku teraz trzeba wyeliminować czterech, a nie trzech rywali.

Mecz z Zagłębiem był podsumowaniem nie tyle całego sezonu, co rundy mistrzowskiej. Zaczęło się dobrze, ale potem było rozczarowanie oraz jeszcze większy dzwon w drugiej połowie. Wyrównujący gol zmienił tylko tyle, że nie musieliśmy się oglądać na wynik bramkowy Lechii w kontekście wicemistrzostwa. W doliczonym czasie sytuacje mieli jeszcze Szymański i Remy, ale kolejna strata punktów stała się faktem.

To,
  • 11
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Ja w sumie widze pozytywy takiej sytuacji


@miki4ever: @Kimbaloula: Nie wiem dlaczego omijacie najważniejszy pozytyw - wielu z tych przepłaconych piłkarzy nie dostanie kolejnej premii za mistrzostwo, którą na pewno mieli zagwarantowaną w kontrakcie. Jeśli Legia już ma problem z wypłatą poprzednich zobowiązań, to co byłoby w przypadku braku awansu do pucharów w tym roku? Bo nie oszukujmy się, Vuković San Marino mógłby postraszyć jedynie werbalnie, na pewno
  • Odpowiedz
Tylko cud może nas uratować. Szanse na mistrzostwo ograniczyły się już niemal do minimum, a Legia wciąż nie zależy tylko od siebie.

W ciągu tych trzech dni, które minęły od meczu z Pogonią, kilkakrotnie spotkałem się z poglądem, że Piast może i straci punkty, ale Legia też, więc tego nie wykorzysta. Brak wiary w nasz zespół jest bardzo uderzający, ale niestety to się sprawdziło i Legia niczym nas nie zaskoczyła. To znaczy Vuković próbował to zrobić, jeśli chodzi o skład, ale gra była taka sama jak dotąd. Ostatnio zawsze popełnimy jakiś błąd w pierwszej połowie, w drugiej próbujemy gonić, ale już coraz rzadziej jest to skuteczne. Dopóki nie zagramy wreszcie dobrej pierwszej połowy, albo chociaż nie dotrwamy do przerwy bez straty gola, nie zanosi się na lepsze wyniki. To znaczy teraz i tak został tylko jeden mecz, ale przed nowym sezonem trzeba zdecydowanie skupić się na defensywie – możliwie jak najmniej zmian w tej formacji i koniecznie trzeba to poukładać taktycznie.

Jeśli chodzi o pierwsze i drugie połowy, pokusiłem się o aktualizację zestawienia wyników za Vukovicia. To wygląda przerażająco:

I
Kimbaloula - Tylko cud może nas uratować. Szanse na mistrzostwo ograniczyły się już n...

źródło: comment_ZdmV1lvbPjhVAjhJC5mTHcn3ApcbZh7x.jpg

Pobierz
  • 9
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula @Dorhak zapominacie o jednej ważnej rzeczy, Legia musiałaby wygrać z Zagłębiem, a na ta chwile są na to marne szanse. Karny w pierwszej, strzela Stepinski i po zabawie.

Z perspektywy czasu chyba lepiej było Sa Pinto zostawić i dać mi pełna władze. Może byśmy wtedy mieli chociaż jakaś taktykę. Tak samo nadal boli mnie brak zatrudnienia Ojrzynskiego, a w ogóle to brak zatrudnienia kogoś kto trenował jakakolwiek drużynę dłużej
  • Odpowiedz
No zgadza się, jesteśmy dziadami… Wypuścić tak korzystną sytuację na finiszu sezonu to trzeba umieć. Do tej pory robiło to już wiele drużyn, teraz dołącza do tego grona Legia i już nie tylko od niej zależy, czy uda się to uratować.

Legia tak naprawdę gra taki sam sezon co rok i dwa lata temu. Najczęściej jednak przy dozie szczęścia oraz nieporadności rywali udało jej się kończyć ligę na pierwszym miejscu. Teraz w rolę Lecha z zeszłego sezonu wcieliła się Lechia, która wprawdzie nie przegrała trzeciego z rzędu meczu u siebie, ale w tej rundzie finałowej zdobyła mniej punktów… choćby od Lecha właśnie, i to tego tegorocznego. Teraz Lechia ma już minimalne szanse, gdybyśmy mieli rywalizować tylko z nią, to feta na Starówce byłaby bardzo blisko.

Tyle że wreszcie mamy poważnego rywala w walce o mistrzostwo i choć punktowała dobrze przez większość sezonu, nie jest nim Lechia. Piast wygrał wszystkie dotychczasowe mecze w rundzie finałowej, łącznie z 30. kolejką to już sześć wygranych z rzędu, a u siebie w tym roku wygrał wszystkie osiem. Od początku roku zdobył o dziewięć punktów więcej od nas, z czego osiem odrobił już w grupie mistrzowskiej. To są wyniki, jakie my byśmy chcieli uzyskiwać, ale trzeba to powiedzieć – na ten moment to Piast jest lepszy. Mistrzostwa jeszcze nie wygrał, ale po zwycięstwie z nami, a także wydarzeniach z tej kolejki, jest na pewno bliżej od nas.

Nie
Kimbaloula - No zgadza się, jesteśmy dziadami… Wypuścić tak korzystną sytuację na fin...

źródło: comment_FwCAWbZhlCmWnzVenfQPg7aGV9y5pJ2z.jpg

Pobierz
  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@grypa-grypowska: Jak dla mnie wprost przeciwnie, Piast ma obecna pozycje glownie dzieki trenerowi, ktory potrafil to wszystko poukladac, rola trenera jest tam ogromna

@Kimbaloula: Chcialem napisac o Sa Pinto, ale widze, ze w ostatniej czesci tekstu przelales moje mysli na papier. Wlasnie podczas tego meczu myslalem o tym jak to byl jednak zajebisty trener. Szkoda, ze ma cos z glowa, bo serio moglby robic miedzynarodowa kariere w ligach duzo lepszych niz Polska czy Belgia. Ja w ogole nie rozumiem, dlaczego nie mozna w Legii zatrudnic normalnego trenera. Ostatnie nasze wybory:
Vukovic - 2019, debiutant
Sa Pinto - 2018, wariat, co bylo wiadomo, ale chociaz trener
  • Odpowiedz
@miki4ever: najwiecej bramek w piascie strzelili w tym sezonie:

a jednak parzyszek ma 8 bramek xD (za kadencji fornalika przyszedl)
obronca sedlar - 6 bramek (byl przed fornalikiem w klubie lipiec 2016)
ofensywny pomocnik valencia (w druzynie od lipca 2017) - 6 bramek
napastnik felix (przyszedl za kadencji fornalika w lipcu 2018 z jakiegos gownoklubu hiszpanskiej 2 czy 3 ligi) -
  • Odpowiedz
To już przestało być śmieszne. Po nieparzystej kolejce zwycięstwo i „nic nie odbierze Legii mistrzostwa”, po parzystej porażka i „nie ma szans na mistrzostwo”. Całe szczęście, że ostatnia kolejka nosi numer 37, ale sześć punktów w ostatnich trzech meczach to może być za mało. Zwłaszcza że Piast na dobre włączył się do gry o pierwsze miejsce.

W ciągu czterech kolejek grupy mistrzowskiej Piast odrobił do nas sześć punktów. To jest bardzo dużo. W zasadzie remis wystarczał, aby trzymać ich na jako taki dystans. Zwykle Legia w takich meczach potrafiła osiągnąć taki wynik, jaki jej odpowiadał, teraz jej się to nie udało.

Uważam, że Legia zagrała dobry mecz, może nie tak dobry jak ostatni z Lechią, ale na pewno znacznie lepszy od wielu innych, m.in. wygranych takich jak z Górnikiem. Właściwie Legia od meczu z Pogonią gra bardzo podobnie, zaczynając zwłaszcza w pierwszym kwadransie dość niemrawo, ale budząc się od 30. minuty, w drugiej połowie przechodząc do konkretów. Jednak nie można tak w nieskończoność. Nie da się za każdym razem tracić gola na 0:1 i liczyć na to, że uda się odrobić. Oczywiście to znowu było możliwe, jednak tym razem zabrakło napastnika, który wykorzystałby stworzone sytuacje. Do tego siła przeciwnika miała swoje znaczenie. Na kogoś słabszego taka gra zapewne by wystarczyła. Ale nie na Piasta, który w ostatnich tygodniach gra znakomicie, a przede wszystkim jest bardzo dobrze zorganizowany. Dwa mecze, gdzie przeciwnika można było scharakteryzować podobnie, z Cracovią i Lechią, wygraliśmy. Tym razem mecz był zdecydowanie na remis, ale gdyby Legia wygrała lub gdyby Piast wygrał wyżej, żadna strona nie mogłaby mieć pretensji. Każdy wynik był możliwy.

Pod
Kimbaloula - To już przestało być śmieszne. Po nieparzystej kolejce zwycięstwo i „nic...

źródło: comment_FNoS7n3RCuNMioTeuqW5QBxE90opTuf4.jpg

Pobierz
  • 7
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Vukovic chyba jednak zostanie, obstawiam, ze wytrzyma do marca/kwietnia, wtedy zastapi go Sagan, a od nowego sezonu bedzie Papszun.


@miki4ever: jak Vuko do końca roku będzie trenerem Legii to stawiam Ci pizzę
  • Odpowiedz
@Kimbaloula: A wlasnie, taka ciekawostka, Berg jest ostatnim trenerem, ktory przetrwal jesien po zdobyciu mistrzostwa. Pozniej bylo tak:
2016: Czerczesow odchodzi po sezonie, w sumie Hasi do wrzesnia wytrzymal:)
2017: Magiera, wytrzymal do wrzesnia
2018: Klafuric, wytrzymal do sierpnia

Zeby bylo ciekawiej, to nie tylko przypadek Legii, patrzac na postatnie
  • Odpowiedz
Mijają trzy dni od poprzedniej zmiany lidera w Ekstraklasie i znowu wszystko się pozmieniało. I to w sytuacji, gdzie w pewnym momencie była przewaga trzech punktów i czterech bramek w bilansie bramkowym na korzyść Lechii. W każdej chwili może się to zmienić znów w drugą stronę i choćby z tego powodu uważam, że to jeszcze nie koniec. Nie wspominając o tym, że Legia ma kolejny bardzo trudny mecz – z Piastem, a szanse Lechii na dobry wynik w Krakowie wzrosły po tym, jak wykluczające żółte kartki obejrzeli Cabrera i Hernandez.

Ogromne ważne zwycięstwo dzięki poważnej odmianie w drugiej połowie. To już miało miejsce zbyt wiele razy, aby był to przypadek. Za Vukovicia i Saganowskiego Legia rozegrała sześć meczów. Jeden z nich przegrała i tylko on nie wpisuje się w tendencję, ale spójrzmy, jak to wyglądało:

Bilans pierwszych połów: 1-2-3, bramki 1:3
Bilans drugich połów: 5-0-1, bramki 11:1
Kimbaloula - Mijają trzy dni od poprzedniej zmiany lidera w Ekstraklasie i znowu wszy...

źródło: comment_bRFMqyNMXr13Sn3xk4QJzOCsqTw7wOyc.jpg

Pobierz
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: mecz z Piastem o mistrzostwo. Jak wygrają to będzie +6 nad Lechia i +7 nad Piastem, fajrant.

Mecz taki, ze żyrandol rozwaliłem przy 1:1, to było oczywiste, ze mając pare klarownych i dużo łatwiejszych sytuacji, bramka padnie z jakiegoś absurdalnego rykoszetu, strzelona przez najgorszego zawodnika na placu:)

Rocha świetnie, Martins trzyma nam grę, czekam aż Agre ktoś na serio sprawdzi, bo Sa Pinto, co by o nim nie mówić,
  • Odpowiedz
Legia skompromitowała się już kilka razy nawet nie w całym sezonie, a tylko w tej rundzie. Stracenie wiosną sześciu punktów z Lechem, którego klepie w lidze niemal każdy… No właśnie, niemal, bo nam znowu się to nie udało, co wystawia nam fatalne świadectwo.

Znowu wszystko bardzo szybko się pozmieniało. W naszą rolę z poprzednich tygodni wcieliła się Lechia, dwukrotnie odrabiając straty w Szczecinie. My zaś, jej wzorem, daliśmy jej nawet nie nadzieję na skuteczny pościg, ale od razu powrót na pierwsze miejsce. Co gorsza, Lechia strzeliła z Pogonią aż cztery gole. Bilans bramek mamy o dwie gorszy, ale Lechia dogoniła nas w liczbie strzelonych goli. Tak więc nawet odrobienie tych dwóch bramek to może być za mało, bo kolejne kryterium znowu może być równe, albo i nawet możemy być w nim słabsi. Co jest dalej? Większa liczba zwycięstw w całym sezonie – tu na razie prowadzimy, ale mamy tylko o jedno więcej. Dopiero potem sprawa robi się bezdyskusyjna, bo wygraliśmy więcej meczów na wyjeździe w sezonie zasadniczym, a to byłoby już kryterium numer 8. Zastanawiam się swoją drogą, czy nie wrzucać do końca sezonu przy każdym wpisie skrinu z wycinkiem regulaminu, bo nadal wiele osób myśli, że liczy się miejsce po rundzie zasadniczej, co jest nieprawdą.

Generalnie nie zamierzam szukać usprawiedliwień, bo grając na poziomie z poprzednich spotkań powinniśmy Lecha dość gładko ograć. Staram się jednak znaleźć powody, dla których tak się nie stało. Przede wszystkim sądzę, że Legia wyszła na mecz z myślą, że remis będzie w porządku. Było znacznie więcej kalkulowania i brakowało parcia po zwycięstwo, którego nie brakowało w poprzednich meczach. Czasami udaje się takie mecze zremisować albo nawet wygrać, jednak tutaj ten minimalizm został ukarany. Można by pomyśleć, że przyczynił się do tego też Vuković, zestawiając skład tak, a nie inaczej. Ja jednak będę go bronił, bo trzy zmiany były wymuszone, Rocha też nie wiem czy kondycyjnie dałby radę (na razie sukcesem jest, że wytrzymuje po 90 minut w meczu), a posadzenie na ławkę Szymańskiego osłabieniem nie było. Okazało się jednak, że jeśli oprócz Jędzy i Martinsa wypadnie również Hama, to tak naprawdę nie ma już komu grać. Medeiros w środku okazał się niewypałem, widoczny był tylko wówczas, gdy schodził na skrzydło, a tam mógł trochę pokręcić przeciwnikami. Osobiście wolałbym go tam przesunąć na stałe, a nie zdejmować z boiska, ale nawet zmiana pozycji nie powinna usprawiedliwiać tego, że o wiele za rzadko był pod grą.

Brak
Kimbaloula - Legia skompromitowała się już kilka razy nawet nie w całym sezonie, a ty...

źródło: comment_Z0vjfqspG5nBkxYJZqsIRijwfMJFn8K0.jpg

Pobierz
  • 8
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Zastanawiam się swoją drogą, czy nie wrzucać do końca sezonu przy każdym wpisie skrinu z wycinkiem regulaminu, bo nadal wiele osób myśli, że liczy się miejsce po rundzie zasadniczej, co jest nieprawdą.


@Kimbaloula: to jest jakaś plaga, jeszcze się upierają że "do tej pory zawsze tak było, a to ja nie wiedziałem że to zmienili" (,) a winni dziennikarze którzy albo sami są dzbanami, albo wydaje
  • Odpowiedz
Tylko jeżeli serio trzeba będzie wydać 800 tysięcy euro na wykupienie Cafu, to ja nie wiem, czy to się opłaca. Chyba tylko, jeśli uda się go sprzedać dalej.


@Kimbaloula: właśnie podobno mocno zainteresowany jest PAOK, więc może się to opłacić i nam i Grekom
  • Odpowiedz
Bardzo szybko to poszło. 31 marca Legia miała pięć punktów straty do Lechii, a w bilansie bramek różnica wynosiła 10 na korzyść Lechii. Trzy tygodnie i cztery kolejki później, to Legia jest trzy punkty nad Lechią, a różnicę bramek mają taką samą. Już w trakcie 30. kolejki była możliwość wyprzedzenia Lechii, co w tamtym momencie brzmiało niewiarygodnie.

To mi przypomina kilka rzeczy. Po pierwsze, dwa sezony temu Lechia po 23 kolejkach miała 7 punktów przewagi nad Legią – dokładnie tak samo było w obecnych rozgrywkach. Wtedy Legia odrobiła tę stratę… w trzy kolejki. Było to więc jeszcze bardziej spektakularne niż teraz. Mało kto zresztą wierzył, że uda się to odrobić nawet na dłuższym dystansie, powstawały nawet specjalne artykuły pod tezę. Lechia zaczęła przegrywać, a Legia wygrywać dopiero w kwietniu, ale nadal do końca sezonu jeszcze trochę zostało i ostatnie co można w tej sytuacji zrobić, to położyć się i czekać na wręczenie trofeum.

Druga rzecz to sytuacja sprzed roku. Lech też nie przegrał przez całą rundę zasadniczą ani jednego meczu u siebie, w rundę finałową wchodził jako lider, po czym… przegrał w niej wszystkie mecze u siebie, w tym z Legią. Na razie Lechia zrealizowała tylko część tego scenariusza, ale gdyby to się powtórzyło… to tylko przypomnę, że jej następny mecz u siebie to ten z Legią. Lechia grała teraz z bardzo wymagającymi przeciwnikami i te wyniki nie do końca mogą być zaskoczeniem. Bardziej to jak została stłamszona przez Cracovię w drugiej, a przez Piasta w pierwszej połowie.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

30. kolejka praktycznie nie mogła ułożyć się lepiej. Doszło do tego, że mogliśmy nawet przez chwilę myśleć o tym, aby wyprzedzić Lechię już teraz. W wyścigu bramkowym jesteśmy o trzy bramki za nimi, ale punktów mamy tyle samo, a to jeszcze nie koniec.

Podobało mi się to, co widziałem w meczu z Pogonią. Druga połowa była oczywiście znakomita, lepsza od pierwszej, ale pokazała też, jak bardzo wynik wpływa na postrzeganie gry. W mojej ocenie już w pierwszej połowie nie wyglądało to źle, rywalizacja była może bardziej wyrównana, ale Legia stworzyła wystarczająco dużo sytuacji, aby odwrócić wynik jeszcze przed przerwą. Zły nastrój potęgował też fakt, że Lechia przez pewien czas prowadziła z Cracovią. Znowu w tabeli na żywo było sześć punktów straty. W dosłownie kilka sekund w drugiej połowie z czterech punktów różnicy zrobiło się zero, a Lechia traciła kolejne bramki. Ostatecznie najbliżej nich byliśmy na dwa gole różnicy, które mogły paść, ale skuteczność nie była dziś naszą najmocniejszą stroną.

Wynik 5:1 czy 6:1 mógł tu paść i nie byłby niesprawiedliwy. Po pierwsze, wspomniane sytuacje w pierwszej połowie. Sam Hamalainen mógł mieć dwa gole, do tego Wieteska w poprzeczkę, strzał Martinsa z wolnego czy Szymańskiego z dystansu. Brakowało mi, aby to Carlitos znajdował się w tych sytuacjach w polu karnym, ostatecznie to on strzelił z dużo trudniejszej pozycji, gdzie bramkarz Pogoni nie popisał się, mimo że wcześniej bronił bardzo dobrze. Gdy Pogoń przegrywała, to mocno się odkryła i to też można było wykorzystać. To bardzo podobny motyw do meczu z Górnikiem, który mocno ruszył do przodu przy wyniku remisowym i udało się go skontrować.

Odrobienie
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Otóż wyścig na bramki z Lechią wcale się nie skończył. Trzeba zauważyć, że o kolejności w tabeli przy równej liczbie punktów decyduje liczba punktów z sezonu zasadniczego. To kryterium mamy z Lechią równe. Potem w regulaminie są trzy podpunkty o meczach bezpośrednich z sezonu zasadniczego – punkty, różnica bramek oraz bramki strzelone na wyjeździe w tych meczach. Tu jesteśmy na zero i to dosłownie, bo dwa razy było 0:0. I teraz najciekawsze
tyrytyty - > Otóż wyścig na bramki z Lechią wcale się nie skończył. Trzeba zauważyć, ...

źródło: comment_NmYFqHxSP4DZbcy5ln5fCfSxABBdwwN0.jpg

Pobierz
  • Odpowiedz
Dziękuję pan Carlitos. Legia była w dużych tarapatach, ale wreszcie udało się odwrócić wynik i jakoś się uratować. Do tej pory Legia wygrała dwa mecze, w których przegrywała 0:1, i w obu przypadkach było to na wyjeździe – z Koroną i z Zagłębiem Sosnowiec. Teraz dochodzi do tego mecz z Górnikiem. W każdym z tych trzech spotkań Legię prowadził inny trener.

Obawiałem się, że Górnik będzie trudniejszym rywalem od Jagiellonii i tak niestety było. Trzeba pamiętać, że już w środowym meczu goście mieli swoje sytuacje, a Legia złapała pełny luz dopiero po strzeleniu pierwszego gola. Dziś Górnik od początku siadł na nas, a to jak wiadomo, często potrafi zneutralizować Legię. Wystarcza doskok i pressing już na naszej połowie, a zawodnicy totalnie się gubią.

Pierwsze minuty to była akcja za akcję i oglądało się to nieźle, ale zawsze istnieje ryzyko, że tego typu gra obróci się przeciwko nam. Zwłaszcza jeżeli u rywali gra najlepszy snajper ligi, a my zupełnie nie potrafiliśmy go upilnować. Cel większości podań Górnika do przodu to Angulo i niby jest to oczywiste, ale ta wiedza jeszcze nie wystarcza, żeby go od nich odciąć. Tak naprawdę Angulo mógł już sobie przedwcześnie zapewnić tytuł króla strzelców w tym meczu, jednak był nieskuteczny lub dobrze bronił Cierzniak (zwłaszcza dwie interwencje pod koniec obu połów – klasa). Niestety mam wrażenie, że gra w defensywie trochę się nam rozlazła. W dwóch ostatnich meczach straciliśmy tylko jednego gola, ale mogło być tego więcej. To już nie jest tak, że nasz bramkarz nie ma nic do roboty, tylko często już od pierwszych minut musi bronić. Od tego jest, ale nie wszystko będzie w stanie wyjąć, a przy sytuacji bramkowej… dośrodkowanie było dobre, ale kto wie, czy przy podjętym ryzyku i wyjściu na przedpole nie udałoby się Cierzniakowi tego skasować. Mimo wszystko i tak myślę, że dwa ostatnie mecze można mu policzyć na plus.

Od
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Kimbaloula: Mecz fatalny, jak dla mnie mogliśmy spokojnie powtórzyć wynik z Krakowa. Fajnie, ze Cierzniak mil dzień konia, ale tak nie powinno to wyglądać. Nie rozumiem tez dlaczego są do niego pretensje o bramkę, wyjście w tamtej sytuacji było prawie nierealne, piłka była zagrana dynamicznie w najgorszy możliwy rejon dla bramkarza. Po tym meczu jestem już prawie pewien, ze Vuko powinien odejść, taktyka się rozlazła, defensywa to był dramat, mieliśmy
  • Odpowiedz