Wtorek, dzień podbiegów i interwałów. Jak zwykle mi się koszmarnie nie chciało, jak zwykle poszedłem i zrobiłem co trzeba. 10x podbieg 200m 7%, 3x bieg 500m na max. prędkości, gaz do dechy i powrót do domu. Krócej o jeden bieg na maksymalnym tempie, bo późno się zebrałem.
Mimo że zacząłem dopiero o 5:20, to i tak poważnie rozważałem założenie mrugajki na nogę... koniec końców olałem i w



Jeszcze za dzisiaj :)
Uff - rozwalony palec nie był aż tak rozwalony - w szczególności nie był złamany. Jakoś przeżyłem te trzy dni odwyku - tym cięższe, że nawet do pracy jeździłem autem zamiast chodzić jak zwykle. Dziś rano już praktycznie nic nie bolało, więc jak już dzieciaki były obsłużone to wskoczyłem w buty i poleciałem na podbój Suchej Beskidzkiej ;)
Trasa krótka, bo
źródło: comment_O4GQeYt5MTEUVyDHMuAvKC8fBl60NcGI.jpg
Pobierz