Do 1 rano kiblowałem przy komputerze - i oczywiście zaspałem, wstałem o 5:15. Cholernie mi się nie chciało, ale świadom prognoz na dziś i weekend uznałem "ooo nie, idziesz biegać bo inaczej nici z tego". No i żem się zmusił i poleciałem na symboliczne 6km o szalonej 5:45 (powinienem raczej kończyć o tej porze ;)
Poszło jak poszło - na tak krótkim dystansie 4:57 to nic niezwykłego.






Było 13,47 ale ostatnio @KontrolaAntydopingowa mnie dopadła jak odliczyłem 8km przebiegnąwszy 6, więc teraz karnie sobie odjąłem te 2 ;)
A biegło się całkiem fajnie. Rano się nie udało, potem kolidowało z planami rodziny i koniec końców pobiegałem dopiero po powrocie do Krakowa. W sumie dzięki temu miałem przyjemniejszą pogodę :)
W końcu w miarę uczciwa trasa - w górę równie długo co w dół a na środku sporo
źródło: comment_4BhgunyTvW3S1uyKBQXytAreeW2fhdnK.jpg
PobierzJa tez bym sie nigdzie na dluzej bez butow do biegania nie ruszal. Tu juz uzaleznienie :)
@hard1: "nic tylko myślisz o bieganiu, my się nie liczymy tylko mamy się dostosować" i takie tam żonine marudzenie. Przyzwyczaiłem się ;)