Pomyślmy sobie na
przykład, że za sprawą jakiegoś zupełnie
nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności archeologia sądowa uzyskałaby kopalny materiał DNA jednoznacznie dowodzący, że Jezus rzeczywiście me miał biologicznego ojca. Czy wyobrażacie sobie, by na taką sensację religijni apologeci zareagowali jedynie
lekceważącym wzruszeniem ramion l spokojną konstatacja? A kogóż to obchodzi.
Przecież dowody naukowe kompletnie nie
mają zastosowania do kwestii teologicznych. To inne magisterium! My zajmujemy
przykład, że za sprawą jakiegoś zupełnie
nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności archeologia sądowa uzyskałaby kopalny materiał DNA jednoznacznie dowodzący, że Jezus rzeczywiście me miał biologicznego ojca. Czy wyobrażacie sobie, by na taką sensację religijni apologeci zareagowali jedynie
lekceważącym wzruszeniem ramion l spokojną konstatacja? A kogóż to obchodzi.
Przecież dowody naukowe kompletnie nie
mają zastosowania do kwestii teologicznych. To inne magisterium! My zajmujemy






















Komentarz usunięty przez autora