Jestem tak zwanym gniazdownikiem. Tzn. mieszkam z rodzicami i odkładam sobie pieniądze i inwestuję. Już 3 lata temu miałem tyle uzbierane środków, że mogłem kupić mieszkanie za gotówkę, ale zawsze jak docierało do mnie, że muszę wydać taką ogromną sumę pieniędzy, na którą tak ciężko tyrałem na coś tak żałosnego, skrajnie przewartościowanego jak jakaś klitka z betonu to ogarniało mnie uczucie bezsilności, rozpaczy i beznadziejności.
Tyle lat pracy, odmawiania sobie wszystkich przyjemności,
Tyle lat pracy, odmawiania sobie wszystkich przyjemności,














Jak już tak bardzo chcesz się trzymać nomenklatury rodem z rachunkowości to mieszkanie jest aktywem trwałym, pasywem jest kredyt bądź kapitał włożony w to mieszkanie, kosztem są czynsz i odsetki od kredytu lub niepracującego kapitału, a przychodem dach nad głową.
Od zarabiania pieniedzy jest praca, firma bądź zainwestowany kapitał.
Nie mam pojęcia co