Niedziela. 4.12 rano. Niemożebnie skacowany facet wraca do domu. Wpada do kuchni, odkręca kran z wodą i pije... pije... pije.
- Leokadia! - krzyczy napiwszy się. - Leokadia, wstawaj! Dzieci budź! Chodźcie tu szybko!
- Co się stało?!
- Spróbujcie jaka cudowna








































- Są kroniki Galla ?
Na co bibliotekarka.
- Anonima.
- A to szkoda.
Dyskoteka:
-Jak masz na imię?
-Joanna
- Jo Antek, tyż ze wsi!