Skojarzyła mi się historia, która jakiś czas temu pojawiła się na #mirko (o TU):
Dzieciak w autobusie robi śmieszną minę patrząc na mnie, więc podejmuję wyzwanie i odpowiadam śmieszną miną. Jest godzina porannych korków, więc wdajemy się w pojedynek na śmieszne miny wykrzywiając się przez kolejne minuty. Dzieciak jest amatorem, potrafi zrobić tylko jedną śmieszną minę. Ja mam opanowany cały arsenał zabawnych grymasów, więc oczywiście go miażdżę i wygrywam pojedynek.
Moja córa lvl6 chodzi do szkoły integracyjnej (autyzm, zespól Downa). Ma Bardzo podobne podejście ma do sprawy:) czasem sie trochę dziwi ze komustam (niepelnosprawnemu) wytłumaczyć zasad zabawy nie moze... I na tym sie konczy. Dzieciaki w szkole od małego przesiąkają tolerancją. Nie boją się kontaktu, traktują "tamte" dzieciaki poprostu - jako rowiesnikow:) kompanów do nieraz jeszcze fajniejszych i bardziej zwariowanych zabaw:)
Dorośli traktują upośledzonych nienormalnie (bo jest nam ich żal, bo głupio się czują albo nie wiedzą jak się zachować), dzieci jeszcze traktują normalnie czyli nie dają im odczuć ich inności a chyba to jest dla upośledzonych zawsze bardzo przykre.
To wielki ból tego świata bo "teoretycznie" najlepiej byłoby zaopiekować się wszystkimi upośledzonymi/inwalidami tworząc dla nich idealny azyl - miejsce gdzie dostaną opiekę i wszelkie ułatwienia w życiu codziennym - specjalnie dla nich.
Komentarze (6)
najlepsze
To wielki ból tego świata bo "teoretycznie" najlepiej byłoby zaopiekować się wszystkimi upośledzonymi/inwalidami tworząc dla nich idealny azyl - miejsce gdzie dostaną opiekę i wszelkie ułatwienia w życiu codziennym - specjalnie dla nich.
nie eksperyment tylko kampania.