Aktywne Wpisy

donfallo +297
źródło: temp_file3928261465375855313
Pobierz
WolnyBLN +12
Mąż chyba nie jest najostrzejszym ołówkiem w piórniku XD
źródło: 1000006325
PobierzSkopiuj link
Skopiuj link
źródło: temp_file3928261465375855313
Pobierz
źródło: 1000006325
PobierzRegulamin
Reklama
Kontakt
O nas
FAQ
Osiągnięcia
Ranking
Będzie długo, ale niektórym może troszeczkę rozjaśni meritum sprawy. Po tym jak zobaczyłem dzisiaj wielki napis AFERA: lekarze spiskujo, i jaką pianę niektórzy tam toczą w komentarzach, nakreślę wam może co dla was szykuje Pani minister zdrowia i czemu limit wynagrodzeń ma tam akurat znaczenie drugorzędne. Napiszę z anonima, bo szkoda mi narażać moje wieloletnie wykopowe konto na ataki frustratów.
Otóż, Pan Jakub Kosikowski zapytał brać lekarską o to, jak ich zdaniem szykowana reforma sparaliżuje poszczególne oddziały lub poradnie. Podam wam przykłady z życia.
Nie jest tajemnicą, że większość lekarzy jest na umowach B2B - ma to wady i zalety dla obydwu stron, Dla lekarzy - większy dochód, mniejsze podatki, większa elastyczność godzinowa. Dla szpitali - mniejsze koszta (tak, bardziej im się opłaca ze względu na brak potrzeby płacenia - nadgodzin, składek, chorobowego etc), większa elastyczność układania grafików, praktycznie zerowa chorobowość kontraktowców (bo nie mają płatnego L4). Dodatkowo nie ma ograniczeń wynikających z odgórnych przepisów np UE dotyczących czasu pracy. Kontrakty z grubsza można podzielić na płatne godzinowo (myślę że 90%) i płatne jako procent od wykonanych procedur (raczej mniejszość, ale tutaj mamy do czynienia z tymi kosmicznymi fakturami, o których głośno w mediach - problem wyjaśnię dalej).
Obecnie większość lekarzy ma swoje główne miejsce pracy i jakieś poboczne, z doskoku. Przykładowo ktoś pracuje na 3-4/5 etatu w szpitalu a dodatkowo dyżuruje sobie gdzieś "w powiecie". Jako że emigracja do dużych ośrodków dotyczy wszystkich, w tym lekarzy, można powiedzieć że w dużych miastach mamy czasami nadmiar lekarzy, za to im dalej od dużych ośrodków - tym gorzej. Dlatego mniejsze ośrodki gorzej się spinają, muszą zapłacić więcej żeby ktoś tam pracował. Stąd często łatają tam grafiki lekarze zatrudnieni na niewielkie ilości godzin - przyjadą na 1-3 dyżury w miesiącu, obstawią poradnię raz na dwa tygodnie, etc.
Kluczowy tutaj jest zapis o braku możliwości podpisania kontraktu na mniej niż 1/2 etatu - w tym momencie Ci wszyscy ludzie przestaną tam przyjeżdżać - po prostu zostaną w swoim głównym miejscu pracy. Posypią się grafiki dyżurowe dla chirurgów, anestezjologów, pozamykają się poradnie na NFZ - bo nikt nie będzie codziennie dojeżdzał godzinę do pracy jak ma ją na miejscu (ale 3x w miesiącu za dobre pieniądze by pojechał).
Nie bez powodu Pani minister mówi, że 30% szpitali powiatowych można by zamknąć - dla budżetu są one nieefektywne kosztowo.
I tutaj dochodzimy do meritum - głównym celem tej reformy nie jest obniżenie zarobków lekarzy - tylko obniżenie wydatków NFZ.
Żeby była jasność, NFZ nie płaci pensji lekarzom czy pielęgniarkom - płaci je szpital. A NFZ płaci szpitalom za wykonane i rozliczone procedury. Jeśli do Pcimia dolnego nie pojadą lekarze chirurdzy i anestezjolodzy i oddział się zwinie - dla NFZ to już oszczędność, bo szpital nie wykona procedur - i nie będzie miał zapłacone.
Kolejna sprawa to zakaz płacenia % za wykonane świadczenia - teraz jest tak, że lekarz dostaje jakiś % tego co zarobi na procedurach dla szpitala - głównie działa to w ramach Poradni specjalistycznych, ale też w dużo mniejszym stopniu na oddziałach (głównie zabiegowych). Czyli jak siedzi taki lekarzw Poradni, to mu wtedy zależy żeby robota szła, bo ma z tego więcej pieniędzy, ergo przyjmie więcej pacjentów. Ogólnie praca w poradniach specjalistycznych na NFZ opłaca się tylko jeśli przerobimy duży wolumen pacjentów - wtedy staje się konkurencyjna względem poradni prywatnych - a jej dodatkową zaletą jest to, że pacjenci są zawsze (bo mają za darmo). W momencie, kiedy ten system się ubije, duża ilość lekarzy zrezygnuje z pracy w Poradniach NFZ - a NFZ oszczędzi kasę (obecnie poradnie specjalistyczne są NIELIMITOWANE - NFZ płaci, często z opóźnieniem ale płaci za wszystkie wizyty). Jak nie będzie chętnych do pracy w tych poradniach, to NFZ znowu obniży sobie koszty. Lekarze pójdą pracować do prywatnych gabinetów (oczywiście, nie będzie tam tylu pacjentów, bo nie będzie ich stać, będzie 1/3 z tego).
Te kosmiczne faktury wykręcają dwa typy lekarzy: kontaktowi, rozliczani jako % od procedur zabiegowcy w wąskich dziedzinach, gdzie proceudury są BARDZO DOBRZE wycenione (co jest poniekąd patologią, bo w innych działkach procedury potrafią być grubo niedoszacowane - ale za wycenę procedur odpowiada AOTMiT, czyli państwo) - stąd dyrektorzy płacą grubą kasę takim specjalistom, bo i tak szpital na tym zarabia. Takich co zarabiali taką dużą kasę to jest chyba 350 w skali kraju, i zapewniam was że będą to pewnie sami neurochirurdzy, kardiolodzy interwencyjni, urolodzy i radiolodzy interwencyjni - bo tam są takie grube wyceny. Drugi typ to zwykle SORowcy pracujący jako jedyny lekarz na trudnych, mocno obciążonych SORach (dyrektorowi bardziej się opłaca zapłącić dużo jednemu pracoholikowi niż dwójce-trójce lekarzy mniej, ale za to SOR by lepiej funkcjonował i byłoby więcej chętnych do pracy tam.)
Realnie, planowany CAP wynagrodzeń nie dotknie większości z lekarzy (bo średni kontakt to 25k a nie 36/48). Ale ubije część oddziałów, głównie w szpitalach powiatowych, oraz ubije część poradni. Dla NFZ będą to oszczędności.
No ale spytacie - czemu pojawiła się taka dziura? Czemu było dobrze, a teraz jest źle? Przyczyn jest kilka. Wspomniana ustawa o wynagrodzeniach minimalnych, która sprawiła że personelowi podnoszą się pensje razem z pensją minimalną (a kto na potęgę podnosił pensje minimalne, to już wiecie) - przy czym to wciąż są zarobki oscylujące w granicach 9-12k brutto, ale dotyczące dużych grup (rezydentów, pielęgniarek, specjalistów - duża liczba specjalistów jest na takich "minimalnych" UoP, szczególnie w dużych miastach gdzie lekarzy jest więcej). Druga strona medalu to hiperinflacja, wzrost kosztów wszystkiego przez ostatnie kilka lat - energii, śmieci, wszystkich usług outsourcingowanych - jedzenia, sprzątania etc. Przy jednoczesnym obniżaniu składki zdrowotnej (a pamiętajmy że wydajemy na opiekę zdrowotną dużo mniej niż Czesi lub Niemcy (w europie jesteśmy pod tym względem na 4. miejscu od końca). Nie da się w środowisku wzrastających kosztów jednocześnie ciąć składek i oczekiwać, że budżet szpitali się nie rozjedzie.
Nie bez powodu Pani dyrektor z Luxmedu już zaciera ręce - oni chętnie wezmą te powiatowe szpitale za małą kasę, i w środowisku braku NFZtowej konkurencji będą zarabiać pieniądze - ale będą otwierać tylko dochodowe oddziały i poradnie, a i dodatkowo brać za to pieniądze. Stąd pojęcie "stomatologizacji medycyny" - w Polsce praktycznie ubito NFZtową stomatologię, no i co - płacicie mniej? Realnie, nie ma bardziej opłacalnego w relacji koszt/jakość usługi systemu niż ten publiczny, NFZtowy.
Ale jak widać, wystarczyło poszczuć was kilkoma medialnymi fakturami żeby naród sam przyklaskiwał wprowadzenie zmian, które spowodują, że będziecie płacić prywatnie, zamiast mieć to na NFZ.
Zapraszam do rzeczowej dyskusji
#medycyna
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
▶︎ Obserwuj nasz tag #mirkoanonim
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: mkarweta
🫶 Twoje wsparcie = dalszy rozwój projektu. Wspomóż projekt
A tak poważnie, głupotę można wyleczyć tylko w jeden sposób. Trzeba pozwolić głupiemu, żeby na własnej skórze poczuł skutki swoich "mądrości". Na twoim miejscu zamiast tłumaczyć, zacząłbym szukać swojej loży w nowym systemie.
I jak rozumiem takie przedsięwzięcia jak budowa nowych uczelni to zjawisko niespotykane nigdzie na świecie? W ogóle zamiast odpoczywać, to siódmego dnia stworzenia bozia wybudowała uczelnie medyczne i od tego czasu nic się w tym temacie nie ruszyło?
@Anomalocaracid: czyli absolutnie nie ma takiej możliwości, żeby zwiększyć podaż o 20%?
Chyba kpisz.