Wpis z mikrobloga

✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Robi mi się niedobrze jak muszę wykonać jakieś zadanie w pracy. Nie czuję żadnej satysfakcji z odhaczenia czegoś z listy. Jedyne pozytywne uczucie po skończeniu czegokolwiek to ulga, ale ta nie pojawia się ostatnio zbyt często. Myślałem, że to problem miejsca pracy, ale od marca jestem w nowej firmie i w sumie jest podobnie. Nie mam pojęcia co zrobić, planowanie dnia i brnięcie przez kolejne zadania wydaje się być drogą przez ruchome piaski, dużo rzeczy odkładam na kolejny dzień bo zwyczajnie nie potrafię się zmusić.

Mój przyjaciel, który już w szkole radził sobie lepiej z codziennymi obowiązkami zawsze mi się dziwił.
Pytał "czemu nie zrobisz tego od ręki, nie czujesz się fajnie jak ogarniesz wszystkie zadania?". Ja nie potrafiłem skumać o czym on mówi. Nigdy tego nie czułem, w sumie chyba nigdy nie byłem z niczego dumny. Proste, codzienne zadania zawsze były jednostronnie udręką. Nieważne czy udało się je wykonać, czy nie.

Staram się zmotywować, przypominać sobie że moja praca nie jest najgorsza i dużo ludzi ma bardziej pod górkę, że w sumie robię rzeczy krążące szeroko, ale jednak gdzieś wokół moich zainteresowań. Naprawdę próbuję, ale czuję że przegrywam i jest coraz gorzej. Boję się, że w końcu coś zajebię i zawiodę współpracowników, a tego bym nie chciał.

Mam wrażenie, że jedyne co mnie pchało do tej pory to bardzo ambitne plany. One dawały jakiś zastrzyk ekscytacji, a za tym szła motywacja. Pamiętam momenty kiedy po prostu szedłem przez wyzwania i nie oglądałem się za siebie. Niestety jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że z moje wielkie plany dryfują gdzieś za horyzont. Coraz trudniej jest mi określić sobie jakiś cel, który byłby ciekawy i jednocześnie realny.
Nie czułem zastrzyku motywacji od bardzo długiego czasu.

Nie jestem w złym miejscu. Zdaję sobie sprawę, że może nie udało mi się osiągnąć tych fajnych, dużych celów, ale przebyta droga zaprowadziła mnie w miejsce z którego świat może wyglądać bardzo dobrze. Ja jednak nie potrafię się z tego cieszyć.
Nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło. Nikt mi nie wróżył wielkich rzeczy, rodzice i nauczyciele raczej ostrzegali mnie że skończę w tym czy tamtym rowie. Zaczynam myśleć, że zamiłowanie do wielkich planów powstało na skutek oporu przed tym co mi wróżono. Może mój brak motywacji bierze się stąd, że zdałem sobie sprawę, że jestem dużo bliżej tego co mówili dorośli, niż tego co sam miałem w planach.

Wiem, że to niezdrowe, ale mimowolnie porównuję się do innych. Dużo zazdroszczę, nie w taki chamski sposób że komuś życzę porażki, ale jednak.
Dużo myślę o tym jakby to wspaniale byłoby poczuć się ze sobą dobrze, być z czegoś dumnym. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak wspaniale musi czuć się osoba, która osiągnęła swój cel. Mam 35 lat, część z celów jakie miałem, np sportowe odpłynęły bezpowrotnie- niestety tutaj nie ma innej drogi, muszę sobie z tym faktem jakoś poradzić. Karierowo- jestem rozdarty. Z jednej strony, nie ma wielkich przeszkód aby kroczyć dalej. Z drugiej, nauczony życiem boję się już celować wysoko, bo szansa że się zawiodę jest duża. Z drugiej mniejsze, bardziej osiągalne cele nie dają mi absolutnie żadnej satysfakcji.

Moja żona twierdzi, że sam się zakatuję. Że mój obraz siebie jest spaczony. Ja głęboko czuję, że ona widzi we mnie osobę której nie ma, że udało mi się ją przechytrzyć i sprawić wrażenie kogoś kompetentnego. Widzę, że martwi się o mnie. Próbuje mi pomóc, ale nie wie jak to zrobić, ja sam z resztą nie wiem. Chciałbym się poczuć ze sobą dobrze, to byłoby niesamowite.

Mam nadzieję, że to nie #depresja , ale jakiś tag musiałem dodać.



· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: mkarweta
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim

  • 11
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

via mirko.proBOT
  • 0
Anonim (nie OP): nieop: rozumiem co czujesz bo czuje sie podobnie, mam 32 lata
tez mam watpliwosci co do pracy, kariery, sciezki zyciowo-zawodowej. od 2 miesiecy przezywam ciegly kryzys psychiczny, ale nie mam rozwiazania
mam wrazenie ze tez musze porozmawiac z psychologiem i przestawic swoje myslenie

co ciekawe z boku moje zycie wyglada na idealne - jak otworzylem sie przed kilkoma osobami to nie mogly uwierzyc ze ja moge miec takie mysli - "przeciez
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
✨️ Autor wpisu (OP): Jestem przekonany, że jest trochę osób borykających się z podobnymi problemami, dlatego też o tym piszę. Zrzucę to z siebie, może ktoś będzie chciał się po prostu podzielić, albo może nawet udało mu się z podobnego stanu wyjść.

Strasznie mi głupio narzekać bo podkreślam- wiem, że nie układa mi się źle. Staram się o tym pamiętać, jednak nie działa to jak ostateczne rozwiązanie.
Jestem rozdarty- chciałbym mierzyć
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
Anonim (nie OP): Mogę utożsamić się z praktycznie każdym słowem jakie piszesz. Jesteśmy w tym samym wieku, nasze millenialsowe przekonanie o tym że "dla chcącego nic trudnego", "pracuj a do czegoś dojdziesz", chęć udowodnienia swojej wartości innym a przede wszystkim sobie. Niestety po 10-15 latach pracy dochodzimy do wniosku że te wszystkie hasła to bujda dla naiwnych i w praktyce bardzo ciężko jest do czegoś dojść i zrealizować swoje młodzieńcze marzenia.
  • Odpowiedz
via mirko.proBOT
  • 0
✨️ Autor wpisu (OP): To są dobre rady-dzięki.
Nie powinienem oczekiwać od świata, że wielkie plany uda mi się zrealizować za każdym razem. Muszę nauczyć się cieszyć z małych rzeczy, popracować trochę nad inną formą samooceny, może skupić się na bliskich bo miewam klapki na oczach. Najtrudniej będzie mi robić te małe kroki w kontekście pracy, bo obecnie wiąże się ona w głównej mierze ze stresem, dużo tematów mam opóźnionych przez
  • Odpowiedz