Wpis z mikrobloga

438 371 + 43 + 83 + 33 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 = 438 600

33 - popływać w jeziorku. Miałem popływać w Stobnie ale moja miejscówka była zajęta, na innych jakaś patologia siedziała, a że chamstwa nie zniese to pojechałem na Jelonki.

83 - kolejny weekend i znowu brak czasu aby wyjechać po kwadraty. Po obiadku udało mi się wygospodarować trochę wolnego czasu. Tydzień wcześniej byłem na spływie kajakowym na Rurzycy. Spłynąłem rzekę tylko od połowy, a że niedosyt pozostał to postanowiłem przejechać się rowerem po każdym moście na niej. Dojazd to el clasico, po ddr do Dobrzycy, przez las do Krępska (zule strasznie zaorały ten leśny przejazd) i za torami w Krępsku na zwinięte przez ruskich torowisko, które kiedyś prowadziło do Wałcza. Tak zaliczyłem pierwsze 3 mosty. Powrót na szuterek klasy premium i po chwili kolejny, most numer 4 pokonany. No i teraz musiałem znaleźć drogę, której niestety na komoocie nie ma. Wiedziałem, że w okolicy 28km za obozowiskiem jest jakaś droga lub singielek, która leci przy samym jeziorze. Przejeżdżając między namiotami wbiłem się na jakiś singielek, który zaczął się niewinnie a okazał się całkiem niezłym ujebem. Od pewnego momentu cały zarośnięty krzaczorami i zawalony drzewami. Bardziej przypominał jakąś ścieżkę wydeptaną przez leśną zwierzynę niż przez człowieka. W miarę szybko udało mi się przedrzeć i wbić na drogę leśna, którą prowadził niebieski szlak. Szlak na tym odcinku mało widowiskowy (nieco oddalony od jeziora), był całkiem nieźle oznaczony, ale i tak udało mi się zgubić, co skończyło się niesieniem rowerka przez jagodziska i inne chaszcze. Na 31km udało mi się zaliczyć most o numerze 5 na mojej liście i dotrzeć do kolejnego jeziora aby znowu wjechać na niebieski szlak, który teraz był elegancki. Droga przy samym jeziorze, momentami nieźle pofalowana i urozmaicona. 35km to odbicie do mostu numer 6 i powrót na niebieski szlak, który leci tak jak wcześniej przy samym ale już innym jeziorku aż do Trzebieszek. Tutaj zaliczam most numer 7 i 8, którego pilnowały dwa łabędzie z młodymi. Na 42km odbiłem zaliczyć 9 i ostatni most. Prowadził do niego zarośnięty szlak pieszy opanowany przez komary i inne gryzące latajstwo, od którego nie szło się odpędzić. Od tego mostu wychodziły 3 inne szlaki piesze prowadzące do rezerwatu Diabli Skok, ale każdy z nich był jeszcze bardziej zarośnięty od poprzedniego. Czas naglił (nie chciałem wracać po ciemku) więc wróciłem na szuter i pojechałem okrężną drogą do rezerwatu Diabli Skok. Gdzieś tutaj są źródła Rurzycy, tylko że nie miałem czasu na poszukiwania i łażeniu po bagnach, więc ruszyłem w stronę Piły przez Szwecję, Czechyń i Tarnowo do rezerwatu Kuźnik. W Kuźniku od 75km do 77 km jechałem po bardzo spoko singielku, który prowadził po zboczu przy samym jeziorze. Chyba jeden z ciekawszych w okolicy, polecam jak i cały Kuźnik.

43 - byle coś zakręcić wokół komina. Chciałem posiedzieć na plaży nad Wakunterem ale dzieciarnia straszną trzodę robiła i w miarę szybko się zawinąłem przez Skórkę do domku.

#rowerowyrownik #kross #gravel

Skrypt | Statystyki
czet - 438 371 + 43 + 83 + 33 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5 + 5...

źródło: IMG_20230624_175745

Pobierz
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach