@Creatine: @null_ptr: @lennyface: robiliśmy sanki z piszczeli wydłubanych ze zbyt płytko zakopanych zwłok. Niektórzy z nas wjeżdżali pod ciężarówki, kombajny, zestawy pchane i pociągi holownicze, ale wówczas otrzepywali się tylko i ponownie wdrapywali na górkę, żeby zaliczyć kolejny szus. Zjeżdżaliśmy po śniegu, białym i żółtym, a jeżeli go nie było (bo w PRL często nie dowieźli), to zjeżdżaliśmy po błocie, hałdach węgla, eternicie i wacie szklanej.
@Creatine: tak było. Kiedyś wtargaliśmy na górę szkolną ławkę. Miała olbrzymi plus, bo za nogi mogły się trzymać aż cztery osoby. Z minusów pamiętam tylko to, że blaty były lakierowane i sunęło to od razu największą prędkością przy zerowej kontroli kierunku jazdy xD
@Creatine: kiedyś wzieliśmy lodówkę którą ktoś pod śmietnikiem wyrzucił i na niej zjeżdzaliśmy jak bobslejem, jak się drzwi urwały to mieliśmy bonusowe sanki xD
@Creatine mnie kiedyś mój stary pijany zabrał na sanki do takiego spadzistego sadu z jabłoniami u ciotki na wsi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, lecz nie było sanek a duży wór z sianem do którego mnie wsadził. Worek zawiązał pod szyją i puścił w dół krzycząc "ahooooj przygodo" i w taki oto sposób mam teraz konto na wykop.pl
@Creatine: przecież kiedyś nie było worków na śmieci, wynosiło się całe wiadro, wysypywało zawartość do kontenera i trzeba było z nim wrócić na 4 piętro z powrotem ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@Creatine: To akurat nie jest kwestia pokolenia (trochę boomerskie gadanie) ale wychowania i podejścia do niektórych spraw. Jak dziecko czy rodzice histeryzują bo nie pojadą do Austrii na narty to jest to ich n----------e. Aktywny, bystry dzieciak będzie się dobrze bawił w ferie nawet z workiem po kartoflach.
Siostra obraziła się, bo nie chciałem pożyczyć jej planszówki. Nie nauczyła gówniaków szanować czyjejś własności i wielkie zdziwienie, że nie chcę mieć kolejnej podartej planszy, zalanej instrukcji, czy pogiętych kart. Te gówniaki dosłownie niszczą w nerwach komponenty, jak przegrywają. Powiedziałem, żeby kupiła im kilka gier za 200-300 zł i niech patrzy jak je niszczą, to się obraziła i wyszła xD Wyjebungo, ja wolę, żeby się obraziła, niż przyniosła kolejną moją zniszczoną rzecz,
robiliśmy sanki z piszczeli wydłubanych ze zbyt płytko zakopanych zwłok. Niektórzy z nas wjeżdżali pod ciężarówki, kombajny, zestawy pchane i pociągi holownicze, ale wówczas otrzepywali się tylko i ponownie wdrapywali na górkę, żeby zaliczyć kolejny szus. Zjeżdżaliśmy po śniegu, białym i żółtym, a jeżeli go nie było (bo w PRL często nie dowieźli), to zjeżdżaliśmy po błocie, hałdach węgla, eternicie i wacie szklanej.
Poza tym było nas jedenaścioro i mieszkaliśmy w jeziorze