@Creatine: @null_ptr: @lennyface: robiliśmy sanki z piszczeli wydłubanych ze zbyt płytko zakopanych zwłok. Niektórzy z nas wjeżdżali pod ciężarówki, kombajny, zestawy pchane i pociągi holownicze, ale wówczas otrzepywali się tylko i ponownie wdrapywali na górkę, żeby zaliczyć kolejny szus. Zjeżdżaliśmy po śniegu, białym i żółtym, a jeżeli go nie było (bo w PRL często nie dowieźli), to zjeżdżaliśmy po błocie, hałdach węgla, eternicie i wacie szklanej.
@Creatine: kiedyś wzieliśmy lodówkę którą ktoś pod śmietnikiem wyrzucił i na niej zjeżdzaliśmy jak bobslejem, jak się drzwi urwały to mieliśmy bonusowe sanki xD
Jeździliśmy na sankach na które kładliśmy "pożyczony" snopek słomy. ( ͡°͜ʖ͡°)
@null_ptr: Inteligetnie. Moj ojciec mowil, ze polozyl brata (albo brat jego) na sankach i tak zjechali po ulicy, lezacy uderzyl czolem wprost na latarnie.
@Creatine: tak było. Kiedyś wtargaliśmy na górę szkolną ławkę. Miała olbrzymi plus, bo za nogi mogły się trzymać aż cztery osoby. Z minusów pamiętam tylko to, że blaty były lakierowane i sunęło to od razu największą prędkością przy zerowej kontroli kierunku jazdy xD
@Creatine: ja od 10 lat nie pojechałem nigdzie na ferie, ani na narty ani nigdzie. I nie przez to, ze mam żonę czy coś. Właśnie nie mam nikogo z kim mógłbym pojechać
@Creatine mnie kiedyś mój stary pijany zabrał na sanki do takiego spadzistego sadu z jabłoniami u ciotki na wsi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, lecz nie było sanek a duży wór z sianem do którego mnie wsadził. Worek zawiązał pod szyją i puścił w dół krzycząc "ahooooj przygodo" i w taki oto sposób mam teraz konto na wykop.pl
@Creatine: przecież kiedyś nie było worków na śmieci, wynosiło się całe wiadro, wysypywało zawartość do kontenera i trzeba było z nim wrócić na 4 piętro z powrotem ( ͡°͜ʖ͡°)
źródło: comment_16064700611woCtCLmattSb0vp4BtZBd.jpg
Pobierzrobiliśmy sanki z piszczeli wydłubanych ze zbyt płytko zakopanych zwłok. Niektórzy z nas wjeżdżali pod ciężarówki, kombajny, zestawy pchane i pociągi holownicze, ale wówczas otrzepywali się tylko i ponownie wdrapywali na górkę, żeby zaliczyć kolejny szus. Zjeżdżaliśmy po śniegu, białym i żółtym, a jeżeli go nie było (bo w PRL często nie dowieźli), to zjeżdżaliśmy po błocie, hałdach węgla, eternicie i wacie szklanej.
@null_ptr: Inteligetnie. Moj ojciec mowil, ze polozyl brata (albo brat jego) na sankach i tak zjechali po ulicy, lezacy uderzyl czolem wprost na latarnie.