Wpis z mikrobloga

@Edward_Welsh: sorry, ale byłem na kilku meczach europejskich pucharów i na żadnym nie śpiewano hymnu, więc to musi być jakaś świeża tradycja. Kibolami nazywam ludzi, którzy narzucają podczas meczu, wbrew woli większości uczestników, przyśpiewkę (a w zasadzie pieśń) totalnie niepasującą do okoliczności. Dodatkowo dochodzi to, co napisał @bihu. Hymn narodowy nie ma miejsca pośród "pozdrowienia do więzienia" śpiewanego przez patusów dla innych patusów albo "zawsze i wszędzie policja
  • Odpowiedz
@Edward_Welsh: > Ja jednak traktuję hymn jako odrębną część dopingu. W pierwszej kolejności należy podkreślić, że nie jest to przyśpiewka kibicowska.

Ja odbieram to jako takie wycieranie gęby. Tak, k-----y na kogoś, kogoś tam p-------y i w ogóle, może narazimy klub na kary, ale tak w ogóle to jest cacy bo umiemy na pamięć 4 zwrotki hymnu. Też umiem, już od lekcji muzyki w szkole podstawowej. Nie jest to jakiś
  • Odpowiedz
Na Łazienkowskiej hymn pojawia się zawsze.


@Edward_Welsh: ok, tego nie wiedziałem. Jestem z innego miasta, miasta z którego pochodzi drużyna odpowiedzialna za większość pucharowych wspomnień pokolenia <25 lat, a której w pucharach od kilku lat niezmiennie brakuje :)

Nie narzucają. Wybierając się na stadion masz możliwość wybrania sektora


Miałem na myśli narzucanie w tym sensie, że jeśli już siedząc na stadionie raz na jakiś czas decydujesz się dołączyć do dopingu
  • Odpowiedz
@bihu:

Ja odbieram to jako takie wycieranie gęby. Tak, k-----y na kogoś, kogoś tam p-------y i w ogóle, może narazimy klub na kary, ale tak w ogóle to jest cacy bo umiemy na pamięć 4 zwrotki hymnu. Też umiem, już od lekcji muzyki w szkole podstawowej. Nie jest to jakiś wielki wyczyn.


Z większością się zgodzę, jednak ja nie traktuję tego jako "wycierania gęby". Uważam, że śpiewanie hymnu należy oddzielić
  • Odpowiedz