Zostałem abstynentem, koniec z alkoholem, moje picie to nie było zachlanie paly do nieprzytomnosci, po prostu dwa piwka z tym, że praktycznie codziennie, z czasem przestałem i za każdym razem jak piliśmy to w pewnym momencie uciekałem do domu bo bolał mnie np brzuch, albo żołądek jeżeli piłem wódkę, poza tym po takich dwóch piwkach już czułem że coś wypiłem ale nie miałem potem po większej ilości żadnej fazki, byłem senny i
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

No to mam za sobą pierwszy skok na SL, a także drugi, trzeci i czwarty. Wyskoczenie z lecącego samolotu to zdecydowanie najbardziej hardkorowa rzecz jaką w życiu zrobiłem. Nie może się z tym równać ani strzelanie, ani jazda motocyklem, ani rollercoastery, ani nawet s--s :D

Teraz pogoda się zkiepściła, więc trzeba dorwać się do tunelu, nauczyć w kontrolowanych warunkach zachowania w powietrzu i można będzie zacząć skakać z pilocikiem sprężynowym.

Wołam @
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Jak poznać, że Wykop w Ciebie wszedł?

Ja dzisiaj się zorientowałam, że mam go w sobie.
Po pierwsze, zaczęłam myśleć hasztagami. Leciała w radio jakaś denna piosenka a ja zamiast kształtować rozwiniętą i dojrzałą opinię pomyślałam po prostu: rakinstant. Taguję w głowie idiotyczne promocje jako cebuladeals, na ulicy mijam już nie lumpiary a karyny. Każdy łysy dres ma w mojej głowie na imię Sebastian. Klienta, który kręcił nosem przy płaceniu za moją pracę zapisałam w telefonie jako Janusz. Prawdziwe imiona się nie liczą.

Tylko Mirko.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Hej, Mireczki, trochę zaśmiecę bloga, okej?

Opowiem Wam historię mego życia. Ostatnimi czasy dowiedziałem się, że jako #niebieskipasek żyłem całe życie w nieświadomości. Byłem przekonany, że dziewczyny podpaskę wkładają tą klejącą częścią do "siebie" (coby nie napisać: do sowy, bo to niekulturne), a tą miękką, białą, na zewnątrz. Parę dni temu koleżanki mnie uświadomiły, że jednak tak nie jest i wielki #shameonme w skrócie.

Ta rozmowa przypomniała mi sytuację sprzed jakichś dobrych 15 lat, świeżo po tym jak smoczka wyplułem. Biegałem po domu, znalazłem w łazience podpaski, przykleiłem sobie i krzyczałem, że też mam, no, pusię między nogami i mi też już leci krew. Rodzina do tej pory nie wie, skąd miałem aż taką wiedzę o żeńskiej fizjologii i taką pomysłowość, ale...

W
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Ide przez miasto na słuchawkach słuchając Britney Spears, ludzie sie dziwnie patrzą a ja nie wiem o co cho. Zorientowałem sie dopiero teraz ze miałem gumki które kompletnie nie tłumią xD wstyd jak c--j

#wyznania
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@LanaDelRey: włóż gumki które nie tłumią to sie przekonasz ze słychać w c--j

to ze ciebie nie przejmuje zdanie innych osob to nie znaczy ze mnie tez ma nie przejmować
  • Odpowiedz
@mar7707: Nie zjadam ich, są zdrewniałe i mogłyby stanąć w gardle. Po dostatecznym wymemlaniu, ewentualnie gdy się rozpadną na małe kawałki, trzeba je gdzieś dyskretnie wypluć. No i ludzie się patrzą jak w tramwaju wyciągam paczkę z przyprawą. Czasami, jak się przesadzi, to mogą powodować dyskomfort przewodu pokarmowego.
Próbowałem też kiedyś suszonego korzenia lukrecji, ale nie jest smaczny.
  • Odpowiedz
Ja to jestem jakis p------y. Budzę sie zazwyczaj jakos przed ósmą, zawsze zajebiscie zmeczony i niewyspany. Leze jakies 20 minut, czytam to mirko jednym zaspanym, zaropialym okiem, po czym około 8:20-8:25 zrywam sie i z---------m po domu jak jakis wariat bo do roboty mam na 9:00. W te 35-40 min musze sie wykapać, ubrać, wyprasować i dojechać jakies 7 km do roboty. Nie potrafie inaczej.
Za kazdym j-----m razem. Moj chocholi taniec
  • 56
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Sam nie wiem, czemu to piszę. Może chcę to z siebie wyrzucić, może podzielić bólem i żalem, przestrzec innych, a może po prostu liczę na wsparcie "mirkospołeczności", której losy śledzę w ciszy od wielu lat? Bez względu na powód, wiem że muszę spróbować wszystkiego, co da mi choć odrobinę ukojenia.

Nastał najgorszy okres w moim życiu, sytuacja, której nadal nie dowierzam i traktuję jak zły sen. Byliśmy parą przez 10 lat, "od zawsze i na zawsze", poznaliśmy się jeszcze w czasach szkolnych i choć przeszliśmy razem wiele, wiedziałem że czekało nas jeszcze więcej - do wczoraj...

Poświęciłem i dałem Jej wiele, może nawet wszystko. Była bliskość, zaufanie, troska, ciepło, poczucie bezpieczeństwa, wrażliwość, gotowość pomocy w każdej chwili, rozmowy o problemach, przyszłości i czas wolny, który spędzałem tylko z Nią. Choć wiele nas dzieliło, zawsze uważałem, że miłość stanowi spoiwo, które pozwoli przetrwać nawet najtrudniejsze chwile. Dlatego tak wielkim szokiem było usłyszeć wczoraj słowa, których nigdy, nawet w najgorszych koszmarach, nie spodziewałem się usłyszeć. Nie od Niej. "Jesteś wspaniałym człowiekiem, dostałam wszystko, ale nie mogę dać ci tego, czego oczekujesz i na co zasługujesz - miłości. Nie kocham cię, jesteś mi najbliższy, ale jako przyjaciel, a nie partner".

W
  • 60
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@werbus: Stary... będę pewnie brutalny... ale tak trzeba. Przechodziłem przez to niedawno.
1 Uświadom sobie że tak naprawdę to stałeś się pantoflem i dlatego stałeś się dla niej nudny... to był początek.
2 Raczej chodzi o bolca na boku albo - poznała kogoś innego - jeszcze bez seksu ale koleś ją kręci.. dlatego takie a nie inne decyzje.
3 Bądź świadom że jeśli Ty nie masz wiary w siebie - nikt inny Ci jej nie da. Jestes facet, WOJOWNIK!. TEraz walczysz z podstępnym wrogiem, bo nie atakuje jawnie tylko jest niewidoczny i atakuje w serce. WALCZ - o siebie
4 Schlej się a potem odnów przyjaźnie - z pewnością kogoś masz, wakacje zmień w przygodę, jedź coś zwiedzić czas gdy umysł będzie myślał o tym co robisz a nie o niej. Nie wiem na kiedy te plany miałeś ale jak by co zapraszam do Rumunii
5 Nie dzwoń i nie płaszcz się - bo pokarzesz jej że
  • Odpowiedz
Kierwa, co ja żem dzisiaj odwalił, to nawet największym przegrywom się nie śniło. xD
A więc zacznijmy. Od pewnego czasu kręcę sobie z taką jedną dziewczyną poznaną na tinderze. Nie chciała mi dać fb, więc przenieśliśmy się na smsy (zgodnie stwierdziliśmy, że są wygodniejsze). Pochwaliłem się jej, że pracuję w pewnym sklepie w pewnym centrum handlowym i dla żartów zaprosiłem ją na zakupy. Ku braku mojego zdziwienia obiecała wpaść na następny dzień,
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Hej motomirki z #motocykle czas na #wyznania ( ͡° ͜ʖ ͡°)

1 Jaka do tej pory zdarzyła sie wam najbardziej niebezpieczna sytuacja drogowa waszym zdaniem?
2 Jaka do tej pory zdarzyła sie wam
  • 13
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@tosyu: 1. wyprzedzanie za kumplami majac ~160 km/h i ogarniecie, ze sie nie zdazy, bo sie ma busa przed soba lecacego na czolowke i wysepke przed soba ;) hamowanie i wbicie sie miedzy tira, a wysepke (na swoim pasie) przy ~120 km/h. Oba lustra sie zlozyly jedno od naczepy, drugie od znaku.. Od tamtej pory sa "pośrupane". Na interkomach lecialy komentarze, ze sie zabilem i ogolna panika. Nigdy wiecej nie
  • Odpowiedz
@tosyu: 2. Jeszcze jeżdżąc mz'tką. Po lewej stronie scenę rozkładali i chwilę tam patrzyłem, gdy odwracałem się w stronę jezdni katem oka grupkę dziewczyn zauważyłem i odruchowo tam wzrok pociągnąłem. Trwało to na tyle długo, że jak skupiłem się już na drodze to miałem sam zakręt przed sobą no i zatrzymałem się na bramie xD Nie zapomne uczucia gdy leciałem, takie dziwne ale nawet przyjemne. Ogólnie to się wiele przez
  • Odpowiedz
#anonimowemirkowyznania
W życiu mam wiele powodów do obaw, ale jeden z nich jest szczególnie prozaiczny. Otóż w życiu najbardziej boję się spóźnić. Jak gdzieś wychodzę, to dzień wcześniej muszę wszystko dokładnie przygotować; jaki autobus, jaka linia, gdzie wysiąść, gdzie wsiąść, gdzie jest ta kawiarnia, gdzie jest najbliższe kino, jaka jest najszybsza droga do tego miejsca - WSZYSTKO. Cały plan jakiegoś ważniejszego wyjścia, np randki, muszę sobie opracować i zapamiętać, żeby nie wywrzeć złego wrażenia na kimś. Dla mnie spóźnienie się, oznacza bycie spalonym dla danej osoby. To siedzi w mojej głowie, ten wstyd kiedy się miałbym spóźnić. Prawdopodobnie zaczęło się to kiedy byłem umówiony z dziewczyną w centrum Warszawy i zaspałem na pociąg, a kolejny opóźnił się o 30 minut. Spóźniłem się prawie dwie godziny, ale ona na mnie zaczekała. Miała z kim poczekać. Ale była wkurzona na mnie, a mi było wstyd. Od tamtego wydarzenia wszystko muszę sobie zaplanować, co do minuty. Jestem prawdziwym pedantem jeśli chodzi o planowanie i oszczędzanie czasu.
A najbardziej ze wszystkiego wnerwia mnie kiedy ktoś się spóźni. Możecie mnie nazwać świrem, ale jeśli jestem z kimś umówiony i ta osoba się spóźnia nie podając mi sensownego usprawiedliwienia swojego niedbalstwa, to dla mnie wieczór jest prawie stracony. Nie będę miał humoru i rozmowa ze mną będzie raczej ciężka. Bo to nie jest tak, że jestem jakimś patafianem który nie toleruje spóźnień. Nie patrze na to poprzez swój narcyzm, czy coś takiego. Jeśli się ktoś spóźnia, to znaczy, że nie szanuje cudzego czasu. Jeśli umawiam się z kimś na 18:00, to na 18:00 a nie 18:05. Bo jakby wcześniej ten ktoś powiedział, że będzie pięć minut później, to bym sobie znalazł zajęcie na pięć minut w domu, albo poszedłbym na spacer i o 18:05 był w wyznaczonym miejscu. A tak to muszę czekać, siedzieć jak trusia na jajach i marnuje się mój czas. Przez 5 minut nie zacznę czytać książki (bo się nie skupię, bo czekanie jest dla mnie mordęgą), nie posłucham muzyki i nie znajdę sobie żadnego innego zajęcia.
Dlatego ludzie, nie spóźniajcie się. Szanujcie cudzy czas i będzie punktualni. Wszystko da się zaplanować z wyprzedzeniem i w planie uwzględnić czas rezerwowy, na prawdopodobne opóźnienie się komunikacji miejskiej/korek. Dla niektórych 5 minut spóźnienia się to nic, ale dla innych oznacza to nerwy i zepsucie humoru.
#wyznania

Kliknij
  • 8
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Bo jakby wcześniej ten ktoś powiedział, że będzie pięć minut później, to bym sobie znalazł zajęcie na pięć minut w domu, albo poszedłbym na spacer i o 18:05 był w wyznaczonym miejscu. A tak to muszę czekać, siedzieć jak trusia na jajach i marnuje się mój czas. Przez 5 minut nie zacznę czytać książki (bo się nie skupię, bo czekanie jest dla mnie mordęgą), nie posłucham muzyki i nie znajdę sobie żadnego
  • Odpowiedz
#anonimowemirkowyznania
Hej Miraski i Mirabelki,

Wiem co chce robic w zyciu, bardzo malymi kroczkami do tego daze.
Wlasnie...robie zbyt male kroki w drodze do osiagniecia celu. Niestety to wymaga nauki, wsiakniecia w temat calkowicie, zycie tym tematem.
A ja chyba nie potrafie. Mysle, ze to nie dlatego, ze jestem leniwa, po prostu oczekuje szybkich rezultatow. Podczas nauki zdaje sobie sprawe jak wielu rzeczy jeszcze nie umiem badz nie rozumiem i ze dluuuuga droga przede mna. To wprawia mnie w kompleksy. Czuje na sobie ogromna presje i zostawiam zadanie na kiedy indziej.
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Anon: @MarianAlkoholik ludzi mam w dupie tak samo jak oni mnie i robie swoje. Chodzi mi o to, ze natlok nauki jest ogromny, nie zobacze szybko rezultatow.
Pomimo, ze lubie uczyc sie, szczegolnie poszerzac swoja wiedze w tym kierunku to jednak wole marnowac czas na szybkie przyjemnosci jak wyjscie na impreze czy obejrzenie filmu, czy czytanie wykopu. Daje mi to spokoj wewnetrzny, ktory tez jest chwilowy bo pozniej mysle 'jestem
  • Odpowiedz