Ale miałem sen. Po zajęciach poszedłem z jakimś gościem do klubu i on spotkał jakąś znajomą a do mnie podeszła taka naprawdę gruba laska i mówi czy może sie dosiąść. Ja powiedziałem, mże ok a ona tak sie bardzo blisko przesunęła i pokazała mi taką szynkę w reklamowce. Ja sie przestraszylem, a ona mnie wzięła tak na ramię i zaczęła rzucać jakoś. Wyrwalem sie i zacząłem uciekać. W tym klubie było takie
#sny #umieranie

Śniło mi się, że leciałam samolotem i byly przy lądowaniu turbulencje, bałam się jak zwykle. I wtedy samolot zaczął spadać już tak naprawdę, później nie było nic. Podczas spadania zachowałam spokój. W ogóle jakie ekstremalne sny, odczuwałam wszystko tak jakby to było naprawdę, włącznie z przeciążeniami. Ciekawe gdybym miała się rozbić naprawdę, to czy zachowałabym taki sam spokój... Acha, leciałam chyba w 3 rzędzie, szanse na przeżycie były zerowe. Dlatego
#sny #mindfuck #acojesli

Tak wczoraj zasypiając zastanawiałem się czym tak naprawdę jest sen, i doszedłem do takiej teorii. Że może sny to tak naprawdę kawałki historii naszego JA z innego wymiaru? Jak np, macie cały sen w którym jesteście superbohaterami to może wasze JA w innym wymiarze jest właśnie tym superbohaterem, jak macie uczucie spadania to może wasze ja zwyczajnie umiera. Natomiast inne wymiary mają sny z wami w roli głównej jak